#EPIZODY: Jak zostać pisarzem cz.2

3 czerwca 2015

Jak zostać pisarzem cz.2


W poprzednim tekście opisałem okoliczności odkrycia przeze mnie książki "Osiem", autorstwo której przypisał sobie "nieszablonowo debiutujący w świecie literackim**" Franciszek Kacyniak.

Słowo honoru, że pierwszą myślą po zapoznaniu się z początkiem "Osiem" było "skasować bloga, i nigdy więcej nie pisać ani słowa". Tyle, że Czytelnikom, czyli Wam należały się wyjaśnienia - stąd poprzedni tekst.

Po jego publikacji okazaliście wielkie wsparcie, za które bardzo dziękuję. Wysoko, a czasem bardzo wysoko oceniana w rankingach wydawniczych książka, natychmiast zaczęła pikować w dół i dzisiaj, po trzech dniach, w większości z nich zajmuje pozycję bliżej końca, niż początku stawki.

Trzy godziny po opublikowaniu pierwszego wpisu, w niedzielę tuż przed północą, pan Franciszek Kacyniak wydał oświadczenie...





...zaś po kolejnych kilku godzinach fanpage książki "Osiem" zniknął.
Czyli że przepraszam i jest ok?
Nie jest ok. Jest... bardzo daleko od ok.

"Wziąłem coś, bo mi się podobało" to żadne wytłumaczenie.  Nawet gdy jestem nazywany muzą. 
Poza tym, warunkowanie przeprosin: "przepraszam JEŚLI kogoś uraziłem" oznacza "jeśli nie uraziłem, to nie przepraszam, bo moim zdaniem nie ma tu za co przepraszać". 


No i nie czuję się "urażony", tylko okradziony. 
Dalej, co z OSOBAMI, KTÓRE TĘ KSIĄŻKĘ KUPIŁY? Choć dzięki jednej z nich (ponownie pozdrawiam Joasię) sprawa wyszła na jaw to w większości nie są "osobami z mojego otoczenia". 
(Co do nich - nadal ciekawi mnie sprawa składania autografów - całkiem serio nie wiem czyj podpis składał pan Franciszek Kacyniak w Empikach, księgarniach i na - jak sam informował - "licznych spotkaniach autorskich". "Zafsze bąć sobom - i10"? Tu przesadzam - nie wiem, czy pan Kacyniak robi błędy ortograficzne, czy nie robi. Jestem po prostu bezpodstawnie złośliwy, bo nie jest ok.)

I na koniec: "oświadczenie" pana Franciszka Kacyniaka jest po prostu nieprawdziwe.
Spójrzmy na część, w której pisze o "dosłownie kilku" "zapożyczeniach".
(Słowo "zapożyczenia" może sugerować, żeśmy z panem Kacyniakiem sobie coś pożyczali. Nie. Nie nie.)
Dosłownie kilka? 
Serio??
Jestem na początku lektury "Osiem" (w okolicach "TrzyPrzecinekDwa" ) i jak na razie "zapożyczeń" znalazłem kilkadziesiąt.
Takich, które ewidentnie wskazują na użycie na klawiaturze przycisków C i V, bo miejsc, gdzie mój tekst został mocno zmieniony, po prostu nie liczę. 

Zatem raczej dosłownie kilkaset fragmentów #Epizodów "dobitnie oddawało to, co (pan Kacyniak) sam chciał przekazać", a nie "dosłownie kilka".
Nie wykluczam niestety, że w książce znalazła się większość bloga.

Więc tak: nie będę wrzucał wszystkich zbieżnych tekstów, bo Was to zanudzi, jakbyście chcieli je przeczytać - wystarczy zacząć czytać bloga od początku. ale kilka kolejnych dłuższych "zapożyczeń" podam:
(Na niebiesko blog, na różowo - książka)



Rybkę - jego mać. Brak słów. Udoskonalenie mojego tekstu polega na dopisaniu "zamachnięcia się na dziecko".





Bo trzeba wyjaśnić, że bohater książki też ma córkę.
Dość rezolutną i miewającą podobne do Róży pomysły.


... przy czym w powyższym tekście książki najbardziej mnie zaskoczył fragment o wyciąganiu papierosa. Przez moment  miałem wrażenie, że ktoś sobie robi ze mnie jaja.

Tutaj dłuższy fragment o kosmetykach. 



I o siostrzenicy:
  


Nie wiem jak wytłumaczyć Jagódce, że choć teoretycznie pojawiła się w książce, to nie jest to książka wujka i10, i że jej słowa wypowiada ktoś inny. Konkretnie osoba, którą główny bohater w jednym z fragmentów "pieprzy, a jej piersi falują niczym boje na wzburzonym morzu", czy jakoś tak. 
Nie chciałbym złamać niewinnego, dziecięcego serduszka.

A tutaj przykład jednego z wielu, fragmentów książki, których... plagiatem nazwać nie mogę...





... bo jest krótki. Poza tym wydaje mi się, że każdy mógł wymyślić "dalej jest tylko Sieradz", w dodatku z pewnością wiele osób tak mówi. Zwłaszcza podróżujący drogą S8.

Co należy stwierdzić: książka "Osiem" liczy czterysta stron i nie zawiera WYŁĄCZNIE treści z #Epizodów.  
Choć kwestia skąd pan Kacyniak wziął pozostały wypełniacz nie jest dla mnie w tym momencie interesująca, nie mogę wykluczyć, że wymyślił ją sam.

Czy powinienem coś z tym zrobić?

Nie byłem pewien.
Oczywiście wszyscy mi radzili: idź, walcz, zwycięż, zniszcz.
Sęk w tym, że jestem niezwykle spokojnym kolesiem, całkowicie pozbawionym ciągot do destrukcji.
Moje wątpliwości rozwiała Najmilsza pokazując mi te zdjęcia:





...i przypominając, że w czasie, gdy pan Kacyniak podpisywał książki, udzielał wywiadów i brylował na salonach - ja siedziałem ze Zmorą i wiadrem kleju kauczukowego nad karczkami do damskich torebek, bo za klejenie płacili po czterdzieści groszy za sztukę.
I jak klejąc te karczki, kombinowałem o czym by tu napisać, żeby w niedzielę był fajny tekst.
I jak od wdychania oparów kleju Zmora rzygała pół nocy.
- Więc i10, bądź łaskaw nie pierdzielić - zakończyła

Podsumowując:

Za Waszą i Najmilszej radą, raczej nadam sprawie bieg prawny.
Byłem już w prokuraturze, ale słysząc, że miałbym napisać wniosek "własnymi słowami" uznałem, że taki wniosek stałby się prawniczym kuriozum i zdecydowanie lepiej dla sprawy, żeby napisali go adwokaci.


Do tematu wrócimy.





EDIT:
Jeden obrazek się nie dodał :/
Wrzucam, bo Czytelnicy znają mój (doskonały! :) gust w kwestii doboru obuwia.




Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX