#EPIZODY: 2014

Wielki Konkurs Świąteczny - wyniki


Zadanie polegało na wrzuceniu  w komentarzu grafiki typu essentials jakkolwiek nawiązującej do bloga.

Nadesłaliście setki prac...
... konkretnie dziewięć.
A przynajmniej dziewięć z nich pojawiło się w komentarzu, co było przecież warunkiem niezbędnym do wzięcia udziału w konkursie...

O tym jak Najmilsza zachorowała


Wzięło ją dzisiaj rano. Jeszcze przedwczoraj stroiła się z siostrą przed wielkim stojącym lustrem - prezentem od nas dla Monisi, dzięki któremu ta każdorazowo przechodząc obok daru, zawiesza się na kilka, kilkanaście minut.

Jeszcze wczoraj z Monisią i Zmorą radośnie biegała po świeżym śniegu krzycząc i rzucając śnieżki.
A dzisiaj wstała chora.

Wielki Konkurs Świąteczny



Inspirację dał na fanpejczu Maciek wrzucając  zdjęcie, które przypominało labirynt zatytułowany "Startując od butów znajdź drogę, którą podąży ludzik"...








O świątecznej atmosferze

Stałem w kuchni wsłuchując się w tykanie zegara, krople uderzającego o parapet deszczu, syk płonącego pod czajnikiem gazu, dudnienie wiatru wpadającego do komina, dźwięk telewizora w dużym pokoju, urywane dźwięki wydawane przez Najmilszą i jej siostrę, szczekanie psa w przedpokoju, miauczenie kota na klatce schodowej, sygnał karetki pogotowia wezwanej do któregoś z biorących udział w strzelaninie przed naszym domem policjantów oraz dźwięk wiszącego kilka metrów od kuchennego okna Błękitnego24 i zastanawiałem się nad dwiema rzeczami:

O tym jak rzucić palenie

Pierwszego papierosa zapaliłem jako dwunasto-, może trzynastolatek...

...i od razu na początku warto na moment przerwać wspomnienia, żeby całkiem na serio powiedzieć o głupich nieskutecznych, a czasem wręcz groźnych ostrzeżeniach:

O wyjeździe do spa

Milion lat temu
Tyranosaurus Rex usiadł na kamieniu i spoglądając na rozciągające się nad Pilicą tereny próbował otrzeć łapką spocone czoło. Przyglądając się tym nieudolnym próbom tyranozaurzyca* zaczęła się histerycznie śmiać...

Matiz is dead baby, Matiz is dead...

Matiz umarł.
A jeśli nie umarł to zapadł w sen zimowy.
Najpierw urwało się coś w drzwiach - wsiadłem od strony pasażera.
Nie odpalił, więc kazałem* Najmilszej popchnąć.
Było z górki.
W połowie, gdy pojazd był wystarczająco rozpędzony - wcisnąłem sprzęgło, wrzuciłem bieg, puściłem sprzęgło i nic się nie wydarzyło, bo sprzęgło pozostało wciśnięte. Chyba kwestia mrozu.

O tablecie


Pierwsze teksty jakie wyszły spod mojego pióra, nie zostały napisane żadnym piórem, tylko według świadka tego wydarzenia - mojej mamy -  kredką świecową koloru czerwonego.

Ponieważ rzecz działa się w gospodarstwie dziadków na wsi, gdzie zawsze było mnóstwo zwierząt,  postanowiłem opisać to, co widzę. Z niezrozumiałej dzisiaj przyczyny nie wybrałem krowy, świni, kury ani barana. Pierwszym napisanym na drzwiach stodoły słowem  był "kot". Cóż, człowiek był młody i głupi. Na tyle głupi, żeby zapomnieć litery "t" w pierwszym napisanym wyrazie, więc w sumie wcale nie wiadomo, czy nie chciałem napisać "koń" albo nawet "Kołobrzeg"! 

O tym, jak zostałem szpiegiem - c.d.

W zeszłym tygodniu pisałem, jak to zostałem szpiegiem.
Tydzień poświęciłem na szkolenia, które sprowadziły się do przeczytania kilku broszur (online) i na koniec wypełnieniu testu (też online) sprawdzającego umiejętność przeczytania tych broszur ze zrozumieniem.
A następnie przyszedł czas na wypróbowanie moich umiejętności w praktyce...

O tym, jak zostałem szpiegiem

W ostatni poniedziałek, gdy czekając na zagotowanie wody na kawę zastanawiałem się, jaka zmiana konstrukcji czajnika mogłaby skrócić czas  gotowania, moje rozmyślania przerwał sygnał telefonu.
- Co? - odebrałem mało uprzejmie, bo rozwiązanie wydawało mi się czaić na obrzeżach myśli, a telefon je ordynarnie spłoszył.
- Pan i10? - głos w słuchawce mógłby należeć zarówno do kobiety jak i mężczyzny*.
- To ja. Słucham.
- Dzwonię z MI6 - powiedział głos - mamy przed sobą pańską aplikację na zostanie szpiegiem. Czy nadal jest pan zainteresowany?

O makaronie po japońsku

Akurat rozkręcałem laptopa, żeby sprawdzić czy mogę dołożyć do niego trochę RAM-u, gdy od strony hotelowych drzwi naszego pokoju dobiegło skrobanie.
W japońskich hotelach skrobanie w papierowe drzwi (zwane shoji) jest odpowiednikiem naciśnięcia dzwonka, krzyknąłem więc:
- Antre!
Po czym drzwi się rozsunęły ukazując hotelową gejszę**.

O tym, dlaczego nie udało nam się wyjść

Mówiąc krótko - gdyby od znalezienia klucza zależało nasze życie - Ja, Najmilsza i Monisia już bylibyśmy martwi.
Nie udało nam się otworzyć sejfu.
Dzięki Najmilszej.
Ale cofnijmy się nieco wcześniej...

MOAB, zwarcie pod kopułą - recenzja

Obejrzałem pierwszy sezon serialu "Pod Kopułą" i musiałbym mieć  wiadomo gdzie nierówno, żeby obejrzeć sezon drugi.

(jeśli ktoś tego nie oglądał, a zamierza - proponuję NIE CZYTAĆ dalej, zdradzę sporo, a wręcz wszystko)

O paleniu

Raz do roku zdarza się magiczny moment, gdy w moim sercu odzywa się potrzeba spotkania z Bogiem. W zasadzie nie tyle spotkania, co nawiązania kontaktu. Idę wtedy w miejsce, gdzie taki kontakt można nawiązać najłatwiej, czyli do kościoła, tam do skarbonki wrzucam pieniążek, zapalam świecę, klękam, i podnosząc oczy do góry mówię:
"Panie, spraw, żeby Matiz przeszedł przegląd techniczny".

Chore podsumowanie


Nie jestem wielozadaniowy. Potrafię robić jedną, góra dwie czynności na raz, zwłaszcza, jeśli jedną z nich jest rozmowa z Najmilszą.

Co ciekawe - rozmowy przeprowadzamy najczęściej gdy mój skarb zauważy, że coś robię. Natychmiast podchodzi, siada koło mnie i zaczyna rozmawiać. Znaczy mówić.

Skuteczną metodą na takie "mówienie" jest zapamiętywać ostatnie słowo, i do tego słowa się odnosić w ewentualnej odpowiedzi.



O tym, jak byłem u lekarza

Gran Canaria. Taka wyspa.
Rzadko choruję, a jak już choruję, to leczę się sam.
Grypa? Dużo witaminy C, czosnek, mleko z masłem i miodem, i do łóżka.
Angina? Dużo witaminy C, czosnek, mleko z masłem i miodem, i do łóżka.
Zatrucie pokarmowe? Odstawić czosnek i do łóżka.
Zwykle taka terapia działa, i j
eśli nie liczyć dentystów - mogę śmiało stwierdzić, że żaden lekarz nie widział mnie w swoim gabinecie od jakichś siedmiu czy ośmiu lat*

O Festiwalu Światła - fotorelacja

W sobotę rano byłem w Warszawie. Mój wyjazd był absolutnie zbędny, ale gdy o szóstej zadzwonił budzik -  jeszcze o tym nie wiedziałem, więc wstałem, pojechałem na Widzew, wsiadłem do pociągu, wysiadłem na Centralnym, wsiadłem w tramwaj i tuż przed południem w siedzibie Onetu wysłuchałem jaką nazwę będą nosiły tegoroczne kategorie Bloga Roku.  

O teatrze

Byłem w teatrze.
Nie jest to rozrywka jakiej oddaję się codziennie. Nawet nie co tydzień. Łatwiej byłoby mi sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłem w więzieniu, niż w teatrze.

Ale skoro pojawiła się okazja...

Rozstrzygnięcie konkursu

Dwa dni wierciłem dziesięć dziur w ścianie i mam jedną radę:
Zanim zgodzisz się zawiesić komuś w kuchni za stówę pięć szafek - upewnij się, że ta kuchnia nie znajduje się w żelbetonowym,
atomowym bunkrze.
Ponieważ dziury wierciłem wiertarką udarową - w poniższym tekście mogą być literówki.


O bezludnej wyspie

Najmilsza zapisała się na kurs. Firma jej organizuje co jakiś czas różne mniej lub bardziej sensowne szkolenia, które dla pracowników są bezpłatne i miłość mojego życia z tej bezpłatności korzysta.
Z dogoterapii nic nie wyszło, lepienie garnków zaowocowało pojawieniem się w naszym domu kilku nocników, nazywanych przez Najmilszą "doniczkami", a kurs samoobrony zostanie wznowiony gdy tylko instruktor, który chcąc zademonstrować obronę przed nożownikiem poprosił jedną z uczestniczek (ale nie Najmilszą) o dźgnięcie, wyjdzie ze szpitala.

O knedlach



Gdy po zakończeniu drugiej wojny światowej na Ziemie Odzyskane zaczęli przybywać osiedleńcy - byli wśród nich moi dziadkowie.
Mając do wyboru dowolne miejsce, w którym mogli zamieszkać, jak na przykład Wrocław, Opole, Szczecin, Międzyzdroje, czy Gdańsk* - wybrali najmniejszą dziurę gdzieś w połowie drogi do wszystkich wyżej wymienionych.
Dzięki temu mieli wszędzie daleko.

O Nordic Walking

- i10, a co to są te kreseczki? - zapytała Najmilsza wskazując widoczne na piasku podłużne  znaki.
Mógłbym jej przypomnieć, że przecież co kilkaset metrów mijamy narciarzy sklerotyków, którzy zapomnieli nart, ale kijki wzięli.
Mógłbym. Ale nie byłbym sobą.

O drabinie

Siostra ma działkę, a na działce altankę. Dzięki temu możemy spędzić tanie WCZASY nad morzem, bo zarówno działka, jak i altanka są w okolicy Dziwnowa. Oprócz altanki na działce są też drzewa.
Drzewa rzucają cień na altankę i ta właśnie ich właściwość ogromnie moją siostrę irytuje.
- Ciemno, zimno i wilgotno - powiedziała do mojego ojca, zaś on poczuł się w obowiązku pomóc swojej córce.

O legendzie

Wyjechaliśmy z Najmilszą na wczasy.
To nie są takie prawdziwe wczasy, bo po pierwsze: spędzamy je z moją rodziną, a po drugie: z tego powodu, co po pierwsze - nic nie płacimy. Nad morzem mieszkaliśmy u mojej siostry, a w Szczecinie zatrzymaliśmy się u rodziców.
Ale postanowiłem wyjazd  nazywać wczasami - dzięki temu będę miał argumenty w nieuchronnej dyskusji pod tytułem "dlaczego w tym roku nie wyjechaliśmy na wczasy".
- Jak to nie wyjechaliśmy?! - powiem oburzonym głosem. - A WE WRZEŚNIU TO CO?

O nadziei

Byłem w McDonaldzie.
Ich kawę uwielbiam jak mrówkojad mrówki w occie, m
imo że - jak wszyscy wiedzą - nikt nie wie z jakiej strasznej trucizny jest zrobiona i z jakich utrwalaczy. Być może jest to kwestia genetycznie modyfikowanego mleka z krów karmionych antybiotykami. Choć nie można wykluczyć, że na niesamowity smak napoju ma wpływ ta rzecz, którą wredni Amerykanie konsekwentnie, bezsensownie nazywają cukrem, która jednak - jak wszyscy znający temat wrogowie śmieciowego żarcia wiedzą - wcale nie jest cukrem, tylko prawie na pewno jakąś kokainą.

O włamaniu

Szesnastego października tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku,  wieczorem, do niewielkiego mieszczącego się przy ulicy Legionów w Łodzi mieszkania przyszedł włamywacz. Prawdopodobnie obserwował swój cel wcześniej, wiedział bowiem, że domowników nie będzie w domu. Ponieważ, jak w każdy piątek, pojechali z córkami na basen. 

O naprawie komputera

Rano nie nadaję się do niczego. Spać chodzę późno, czasem bardzo późno i przed ósmą nie ma co do mnie gadać, albo nie zrozumiem, albo nie dosłyszę. Wszystkie te informacje jednak kumulują się jakoś w mojej głowie i w końcu, koło ósmej docierają do mnie wszystkie na raz,  ale reakcja na nie raczej byłaby spóźniona, więc zazwyczaj nie reaguję.

O nieżywym sierściuchu

Zacznijmy od tego, że Monisia uczy się chcieć pójść zapisać się na prawo jazdy i w ramach nauki ćwiczy lekcję pod tytułem, "a załóżmy, że miałabym już to prawo jazdy, to jak by wyglądało siedzenie po tamtej stronie samochodu".
Najpierw miesiąc jeżdżenia z lustrem, później trzymania jedną ręką kierownicy, aż doszliśmy do naciskania pedałów.

O przepisie

Dostałem nagrodę od serwisu Zblogowani.pl

Serwis zajmuje się grupowaniem wszystkich blogów w jednym miejscu, żeby ktoś, kto chciałby mieć wszystkie blogi zgrupowane w jednym miejscu nie musiał się uczyć języka angielskiego. Bo takie serwisy oczywiście istnieją od dłuższego czasu, ale w wersjach obcojęzycznych właśnie. Na przykład Bloglovin.  Nawet dodałem linka do Bloglovina na #Epizodach, ale że KOMPLETNIE nie wiedziałem, do czego to służy - link jest zatytułowany "cośtam cośtam Bloglovin". Korzysta z niego (z mojego linka) kilkadziesiąt osób.

O stoliku

Byłem w trakcie przerabiania uschniętego, nieprzydantego drzewka śliwy na przydatny stolik, gdy przyszła do mnie cywilizacja.
Rzecz dzieje się pod Sieradzem, czyli w miejscu, gdzie cywilizacja do tej pory do mnie nie przychodziła, z czego zresztą byłem bardzo rad.
- Ładna pogoda - powiedziała cywilizacja.
Przytaknąłem.
- Czy chce pan porozmawiać o Bogu? - zapytała ni z gruszki, ni z  pietruszki.
- Nie chcę.

O tym, dlaczego lepiej nie zadzierać z gimbazą

Róży - mojej córki chwilowo u nas nie ma. Piszę "u nas", chociaż wynająłem mieszkanie, żeby mogła ze mną zamieszkać, bo nie chciałem jej ściągać Najmilszej na głowę do i tak niewielkiego mieszkania. Ale w nowowynajętym bywają wszyscy. Chociaż najczęściej i tak siedzimy u Najmilszej. Więc Róży nie ma "u nas" - w sensie, że w Łodzi.
"Chwilowo" również jest niedopowiedzeniem - tak naprawdę nie wiem kiedy Róża wróci. Ja chcę, ona chce - ale sąd jakoś nie chce. Zobaczymy, może współautorka wygrała bitwę, ale nie wojnę.
W każdym razie poniższe zdarzenia miały miejsce, gdy Róża jeszcze była...

O sieci

Gdy Antoniemu Meucciemu zachorowała żona, najpierw przez parę dni się cieszył. 
Nie łaziła za nim, nie przynudzała, nie stawiała coraz to nowych żądań, w tym ostatnio najczęstszego - żeby wyrzucił choinkę. 

O Kubek

Pierwszy Konkurs "O Kubek".

Skasowałem skończony tekst. nie tyle skasowałem, co wymusiłem zamknięcie systemu, co przywróciło go do ostatnio zapisanej wersji, która brzmiała "O czym by tu...".
Nie, no oczywiście wiem, O CZYM  to było, ale nie pamiętam jak...

O radości

ponownie nie jest ona może pierwszym uczuciem, jakie ogarnia człowieka dowiadującego się, że tekst, który ten człowiek zamierzał opublikować uległ degradacji do pierwszych kilku zdań.



O blogu, bólu i bulgotaniu

Monisia "załatwiła" Najmilszej spotkanie ze stylistką.
- Czyli z osobą, która ci powie, jak masz się ubrać? - chciałem wiedzieć.
- W sumie... tak. Ty mógłbyś to tak ująć.
- Czyli nie wiesz, jak się ubrać, jeśli ktoś ci nie powie? - spojrzałem na strój Najmilszej i postarałem się, żeby w moim wzroku widoczne było powątpiewanie. Całe mnóstwo powątpiewania. Spojrzenie jakim obdarzam ludzi pytających czy mam samochód.

O jeżu (cz.2 i ostatnia!)

Zacznijmy od tego, że między jeżami hodowlanymi a zwykłymi jest różnica polegająca na tym, że te drugie - choć zwykłe - są pod ochroną.
Czyli nie można ich sobie złapać i przynieść do domu, żeby dziecko się pobawiło. Nawet jeśli dziecko bardzo chce.

O CV

- Wykształcenie to ja mam dość nikczemne - stwierdziła samokrytycznie moja córka Róża i nie mogłem się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Można by pomyśleć, że żaden problem, nastolatki mają czas na zdobycie lepszego wykształcenia, po to właśnie chodzą do szkoły*, ale co takie dziecko ma wpisać w CV?!

O jeżu

Akurat sprawdzałem możliwości odwołania się od wyroku sądu, gdy Róża podeszła i usiadła obok mnie.
- A u ciebie, w Łodzi, będę mogła chodzić do koleżanek?
- Będziesz.
- Ale ja tam nie mam żadnych koleżanek.
- To po co  pytasz?
- Bo przecież w końcu jakieś będę miała.
- No, i jak będziesz miała, będziesz mogła do nich chodzić.

O tym, jak z Najmilszą poszliśmy do kina

Akurat czytałem stenogram rozmowy, w której jeden członek rządu popisywał się przed drugim członkiem rządu rzadką umiejętnością używania synonimów słowa "członek" w zastępstwie przecinków w miejscach, gdzie przeciętny Nowak przecinka nie stawia, gdy Najmilsza mi przeszkodziła...
- i10, nie uważasz, że zbyt rzadko wychodzimy razem? - ...i w bardzo nieprzezroczysty sposób stanęła pomiędzy mną a zawierającym ów stenogram monitorem.

O rozmiarze, o cenie za którą wyrzekłbym się anonimowości i o tym czy płakałem jak Mustafa umierał


Portal blogowy zblogowani.pl zaprosił mnie do udziału w konkursie pod tytułem "Jestem blogerem". 
Można wysłać film, zdjęcia lub napisać tekst.
Postanowiłem, że (jak nigdy) napiszę tekst. Ale o czym? No, bo rzeczywiście - jestem blogerem, od jakiegoś czasu przestaję mieć co do tego wątpliwości, ale co w związku z tym? Życiorys mam wrzucić? 
- Napisz o tym, co dla ciebie najważniejsze - podpowiedziała Najmilsza. 
- Że o tobie? 
- Nie idioto - parsknęła - o tym, co dla ciebie najważniejsze w związku z blogiem.
Po czym wróciła do smarowania Zmory specjalną maścią, dzięki której kleszcze prędzej się napiją płynu do czyszczenia chłodnic, niż krwi posmarowanego psa. Tak przynajmniej twierdzi dołączona do mazi wielka żółta ulotka.

O tym, jak wziąłem udział w konkursach

Potrzebny mi tablet.
Mam rupieciowatego laptopa, model mniej więcej taki, jaki się zepsuł podczas misji Apollo 13 i chociaż wzorem najsłynniejszego z amerykańskich astronautów - Toma Hanksa naprawiam go przy pomocy skarpetek, drutu i śliny - robi się coraz wolniejszy. Do tego stopnia, że jeśli chcę jednocześnie pisać i słuchać muzyki - muszę sam ją sobie zaśpiewać. Strasznie mnie to rozprasza, bo śpiewam brzydko i fałszuję, przez co spostrzegam, jak do powstających w takich dniach tekstów wkrada się najpierw irytacja, później zniecierpliwienie, następnie gorycz, zaś na końcu wszystko kasuję i upijam się do nieprzytomności (śpiewając "Przeżyj to sam" Lombardu).

O urodzinach

Najpierw napisałem opowiadanie...

Ale zacznijmy od początku:
Najmilsza miała urodziny. Jak to kobieta - osiemnaste.
- Wymyśl coś i10, gadzie zimnokrwisty. A jak dostanę kwiaty, to cię rzucę - udzieliła tydzień wcześniej nieuprzejmej odpowiedzi na uprzejme pytanie "kochanie, a co chciałabyś dostać".

O córce

Przeszłość


Poprzedni wpis o wizycie w więzieniu wywołał wiele komentarzy. Komentujących nie zaskoczyła informacja, że rozmawiałem z zabójczyniami, nie byli też zdziwieni młodym wiekiem moich rozmówczyń, nie załamywali rąk nad trudnościami czekającymi osoby, które postanowiłyby opuścić więzienie po angielsku.

Pierwsze sondażowe wyniki

Mimo ciszy wyborczej zdecydowałem się opublikować sondażowe wyniki.

O tym jak poszedłem do więzienia

Plan był prosty. 
Czekam, aż strażnik na wieżyczce przejdzie na drugą stronę, walę laptopem w łeb tego, który mnie prowadzi, wspinam się na drucianą siatkę, na górze zarzucam kurtkę na drut kolczasty, zeskakuję i mam jeszcze tylko trzy ogrodzenia do pokonania. Potrzebne mi będą trzy kurtki i jakoś trzeba zdematerializować ogłuszonego strażnika, bo ten z wieżyczki będzie go widział… hmmm.
To po prostu nie mogło się udać.
Ale zacznijmy od początku.

Drugi Konkurs im. Cycków Monisi

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią dzisiaj rusza Drugi Konkurs im. Cycków Monisi.

Odpowiedzi więźniarek na pytania Czytelników


Przed wejściem do więzienia poprosiłem Was o napisanie pytań, na jakie chcielibyście uzyskać od przebywających tam osób odpowiedź. Jak zawsze byliście nieszablonowi :D



Piotr: Czy w ramach kary oglądają ekstraklasę, albo "Dlaczego Ja?"

O Eurowizji

Obejrzałem konkurs Eurowizji.
Rzadko zdarzało mi się oglądać, zwłaszcza, że na tle innych krajów nasi reprezentanci dawali występy tak żałosne, że wolałem sobie tego oszczędzić.
Ale nie tym razem.
– Cleo i Donatan wygrają – stwierdziły jednogłośnie Najmilsza z Monisią, po czym poszły zdjąć sprzed wejścia do budynku flagę, którą dozorca powiesił z okazji Święta Pracy, Święta Konstytucji, Dnia Zwycięstwa i Festiwalu Euorowizji za jednym zamachem, w związku z czym wymagała uprania.

O kotach


Najmilsza przeczytała bloga. Nie, żeby NIGDY go nie czytała. Kiedyś spróbowała, jednak nie znajdując w tym żadnej przyjemności – dała próbowaniu spokój.
Przynajmniej do zeszłego tygodnia, kiedy na jakimś forum internetowym znalazła radę, że pasje partnerów należy jeśli nie dzielić, to przynajmniej poznać.
Poznała, dzięki czemu stało się jasne, że jej poczucie humoru nie uległo zmianie, bo kompletnie nierozbawiona zaczęła się do mnie odzywać dopiero dwa dni później:

O szewskiej pasji.

– Zakochałam się – oświadczyła w pierwszomajowy poranek Monisia podając mi do odwieszenia narzutę, która wyglądała, jakby chwilę wcześniej dwóch naćpanych rysowników ulicznych próbowało siedząc na niej wytłumaczyć sobie nawzajem, jak działają zbliżenia na mapach Google. Nawet na dole miała jeszcze przyczepione miedziaki.

Kto chodzi w narzucie w taką pogodę? Monisia chodzi. 

Oficjalne wyniki Międzynarodowego Konkursu im. Cycków Monisi

Jury  złożone z Najmilszej i Monisi wnikliwie zapoznało się z nadesłanymi pracami i uznało, że wszystkie są piękne i niosą głębokie przesłanie mówiące, że tym co się w życiu liczy jest miłość, Paint, moda i poczucie humoru.

Niestety Jury nie doszło do porozumienia w kwestii przyznania Nagrody, ponieważ się pokłóciło i przestało odzywać.
Najmilsza wybrała coś innego niż Monisia i w żaden sposób żadna nie chciała ustąpić.
Jako sprawujący nadzór nad prawidłowym przebiegiem konkursu zareagowałem i zaproponowałem Jury, że kupię mu piwo smakowe, jeśli przestanie się wygłupiać. 

Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX