#EPIZODY: września 2013

O tym, jaki jestem niezwykle kłótliwy

Zaczęło się w czasie śniadania i poszło o jajka.
Tak naprawdę wcale nie poszło o jajka tylko o wyrzucenie prodiża, czyn, którego dokonałem wcześnie rano. Prodiż, wątpliwy prezent od Mamy Najmilszej okazał się przeciekać i wypuszczać szczelinami zawartość. Na początek wodę, którą go myłem. Najmilsza chciała, żebym prodiż „posklejał, przecież są takie kleje” jednak tego nie zrobiłem i od paru dni grat stał w przedpokoju czekając aż coś z nim zrobię. Zrobiłem z niego prezent.

Sto tysięcy odsłon

Blog został założony dokładnie trzy tygodnie temu.
Trzeciego września, we wtorek, w
stałem bardzo wcześnie rano, za oknami jeszcze było ciemno, poszedłem do łazienki spojrzałem w lustro i powiedziałem:
- i10, dzisiaj założysz bloga!1
Człowiek w lustrze wyglądał na zaniedbanego więc umyłem i ogoliłem mu mordę, umyłem zęby i uczesałem go2.
A następnie zjadłem śniadanie3 i włączyłem komputer4.

O tym jak zgodziłem się, żeby Najmilsza poszła z koleżankami na balety

A konkretnie wyraziłem to słowami "chyba oszalałaś".
Więc było tak:


Był czwartek po południu, gdy nagle zadzwonił telefon całkowicie wyrywając mnie z palenia papierosa i rysowania palcem kółka na mokrym parapecie. W środku kółka tkwiła zdechła mucha, rysunkiem chciałem przyciągnąć wzrok innych much, żeby czuły się ostrzeżone.

Dzisiejszy wywiad w Radio Żak



Było fajnie, prowadzący: Kinga i Rysiek bardzo sympatyczni.
A com powiedział - tom powiedział. :)


Howgh!

O stuletnim lesie


Było piękne popołudnie. Polskie dumne drzewa szumiały tak, jak mogłyby szumieć setki lat temu, gdy po tej samej drodze polski albo niemiecki (nie jestem pewien) rolnik szedł ze swoją rzeczą, z jaką zwykle setki lat temu chadzali polscy (lub niemieccy) rolnicy.

Regulamin konkursu nr 3

Radio Żak przeprowadza wywiady z ciekawymi ludźmi i z jakichś powodów postanowiło do tego grona zaliczyć mnie. Co mnie zdziwiło.
I bardzo ucieszyło. Pomyślałem, że skoro ja już jestem cały taki ucieszony - warto, żeby czytelnicy bloga też mieli z tego wywiadu frajdę, więc proponuję konkurs.

Wyniki konkursu nr 2


Od wczoraj na FB trwał konkurs na Imię Ojca (fajna nazwa, szkoda, że jej wcześniej nie wymyśliłem tylko teraz, jak konkurs się skończył)

Celem było wymyślenie imienia dla Taty Najmilszej, który w opowieściach powinien być raczej inkoguto.


Nadesłaliście mnóstwo pomysłów.
Wszystkie były świetne.


Moim faworytem był Antychryst, ale z nieznanych mi przyczyn nie wygrał, więc nie mówmy już o tym.


O samochodzie

Rodzice Najmilszej zaprosili nas na działkę. Czasem nas zapraszają. Piszę „zaprosili” mniej więcej w takim sensie, w jakim osoba oskarżona o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem jest „zapraszana” najpierw na rozprawę sądową a później do pobytu w zakładzie penitencjarnym lub na szafot*. 

Treść reklamacji

Do: banku o trzyliterowej nazwie.
Od: i10
W sprawie: pieniędzy.

Szanowni Państwo.
Z przykrością spostrzegłem, że w ślad za przesympatycznymi kontaktami osobistymi, jakie utrzymujecie Państwo ze mną poprzez swoich pracowników oddziału łódzkiego, który z racji zamieszkania odwiedzam najczęściej bo mam blisko, nie idą niestety równie sympatyczne Państwa działania w kontaktach listownych oraz zerojedynkowych.

O tym, jak złożyłem reklamację


Mam konto w banku ze zwierzęciem w logo. 


Wiem, że są w tym kraju faceci, którzy obywają się bez konta, bez prawa jazdy i zameldowani u mamy, w dodatku są politykami swobodnie rozprawiającymi o tym, co należy a czego nie należy robić i jak w życiu postępować, jednak nie należę do tej grupy i konto w banku jest mi potrzebne.
Choć nie potrafię napisać po co.

O tym, jak porozmawiałem sobie z ojcem

W zeszłym tygodniu postanowiliśmy z Najmilszą odwiedzić moich rodziców
Mieszkają oni na obrzeżach niepozbawionej uroku miejscowości. Mieszkańcy tej sympatycznej mieściny są podobnie do łodzian ludźmi miłymi, otwartymi i serdecznymi. W przeciwieństwie zaś do łodzian, jeśli rzucą kamieniem w przeważającej części przypadków kamień ten pluśnie i utonie, bo region jest pełen strumyków, rzeczek, rzek, stawów, jezior i jeziorek, ogólnie zbiorników wodnych. 

O tym, jak wpłynąłem na ekosystem nadmorskiej miejscowości

Mam w Dziwnowie chrześnicę, córkę mojej siostry, o owocowym imieniu Jagoda. Świetna dziewczyna, obecnie jedenastoletnia. Dwa lata temu pojechaliśmy kupować prezent z okazji urodzin. Jak łatwo obliczyć - dziewiątych.

O tym, jak zgubiłem trzy rzeczy jednego dnia

Jakbym nie wspominał to Najmilsza ma psa o imieniu Zmora. Ów pies ma dwa chromosomy X czyniące go suką i pełen pysk zębów, czyniących go niezwykle wydajną mobilną rozdrabniarką rzeczy pozostawionych w zasięgu psiego ryja. 

O tym, jak obejrzałem mecz

Ostatnio musiałem zrobić jakiś dobry uczynek, a Pan Bóg nie potrafi złamać hasła do dysku na którym trzymam porno, bo wysłuchał moich cowieczornych modlitw. Jednak będąc specjalistą od zarządzania (no ba, któż jak nie On?), zamiast ryby dał mi wędkę, dość ironicznie, przecież widzi, że jestem na pustyni i nawet trawler by mnie nie urządzał. 
Rolę wędki w tym przypadku odegrało zaproszenie na rozmowę w sprawie pracy. Na piątek.

O tym, jak pojechałem na wieś

Jakoś tak przed długim weekendem rodzina Najmilszej zaprosiła nas na wieś.
- Ale po co? - zaprotestowałem. - Mamy Facebooka, niech mi wyślą zaproszenie do znajomych, a ja kliknę, że lubię to, czy coś. Nie wystarczy?

Kilkadziesiąt minut później wykład pod roboczym tytułem "i10 jako przykład ohydnej postawy mogącej łatwo zdestabilizować związek" dobiegał końca a mi w tym czasie udało się wypowiedzieć tylko cztery zdania. Wszystkie cztery brzmiały "Ale" chociaż w planach miałem nieco dłuższe.


O tym, jak wystąpiłem w serialu telewizyjnym - ciąg dalszy

Tysiące... nie. Dokładnie dziewiętnaście osób napisało mi, że koty nie merdają ogonami, więc niemożliwe, żeby zwierzę opisane w pierwszej części moich wspomnień z planu serialu było kotem. Ponieważ maile te stanowiły dziewięćdziesiąt pięć procent całej mojej korespondencji, a pozostałe pięć procent informowało mnie, że nadawca posiadał kiedyś kota, który owszem, również potrafił merdać ogonem, ale że ta zabawna umiejętność pojawiała się tylko podczas podłączania Mruczka do źródła zasilania i zwierzę merdało jednocześnie wszystkimi innymi członkami dostarczając nadawcy i jego kolegom wiele okazji do zdrowego śmiechu, postanowiłem zareagować i w dalszej części wspomnień zmienię gatunek, który reprezentuje Melex. Imienia nie zmienię, nikt nie napisał, że "nie ma takiego imienia Melex".
Zatem odtąd Melex to guziec.

O tym, jak wystąpiłem w serialu telewizyjnym

Dawno, dawno temu powodowany ciekawością i całkowitym brakiem samokrytyki wrzuciłem swoje dane ze zdjęciem do Agencji Castingu Doskonałych Aktorów i Statystów czy jak tam oni się nazywali. Raczej w myśl filozofii "acomizależyzmu", bez nadziei na sensowny rezultat. 
Kilka mroźnych miesięcy później filozofia przyniosła nieoczekiwane plony, bo odebrałem telefon z pytaniem czy jestem zainteresowany udziałem w serialu w charakterze statysty. 

O tym, jak robiłem zupę

Tysiące osób... 
Jeszcze raz.
Kilka osób zarzuciło mi podkoloryzowanie opowieści. Więc oto wersja świadomie podkoloryzowana:

Efekt motyla

Jakbym nie wspominał, to szukam pracy.
Rozsyłam CV, listy motywacyjne, zdjęcia, oferty, ogólnie spamuję firmy swą dzielną sylwetką. Od czasu do czasu spam trafia w skrzynkę odpowiedniej osoby, od czasu do czasu ta osoba poświęca trzy minuty na otworzenie mojego życiorysu i od czasu do czasu nie kończy na rechocie z głupiego zdjęcia tylko dochodzi do numeru mojego telefonu. Niekiedy wykręca ten numer.

O tym, jak oddałem krew honorowo


Któregoś wieczoru, przeszło tydzień temu kładłem się grubo po północy. Najmilsza już spała. Musiało ją obudzić zimno gdy owijałem się w kokon z kołdry.
- Oddawaj kołdrę. Czemu tak późno, gdzie byłeś?
- Telewizję oglądałem. Wiedziałaś że "Dziewczyny do wzięcia" to film obyczajowy? 
- Oczywiście, a myślałeś, że jaki?
- Nieważne. A później na jakimś programie mówli, że jak oddam jeszcze dwa litry krwi to będą mógł jeździć MPK za darmo.

O tym, jak zapisywałem do fryzjera

We wtorek wieczorem miały być kotlety.
- Kochanie, czy te kotlety są już dobre? Bo pies nie odstępuje piekarnika. - sam tam szubrawca ustawiłem, jego kolej skomleć i robić ciśnienie.
- Otwórz i sprawdź. Dopóki nie otworzysz piekarnika są jednocześnie dobre i niedobre - kwantowo odparła z łazienki Najmilsza.
Celność stwierdzenia ubawiła mnie setnie, jeszcze bardziej, gdy po otwarciu piekarnika, okazało się, że jeden kotlet jest dobry, a drugi niedopieczony.

O tym, jak poszedłem do weterynarza

Pies najmilszej jest suką i jak to suka dostał cieczkę. Dostała. Ze trzy tygodnie temu.
W związku z tym ukochana zabroniła mi spuszczać psa ze smyczy, żeby nie zaciążył, więc nie mogę go uczyć fajnych komend typu "przynieś patyk", "bierz kota", "właź w błoto i brnij" oraz "idź po tego zdechłego ptaka i zaniesiemy go  do domu, zobaczysz jak pani się ucieszy". 
Wychodzenie z psem przestało być dla mnie zabawne i wykonywania tej czynności stanowczo odmówiłem, dzięki czemu pies jest być może dłużej czysty jednak patrzy na mnie z wyrzutem ze swojej poduszki na fotelu a jego smutnych oczach widzę napis "ty cholerny zdrajco".

O tym, jak wprowadzałem HACAP

Tytułem wstępu: Historia jest sprzed lat paru, ale zadeklarowałem się ją opisać, więc słowa dotrzymuję.

Otwierałem bar sezonowy. Lizaki, batoniki, ciastka, takie tam. Oraz hot dogi, kawa i herbata. Wyremontowałem lokal, meble, kafelki, srelki, doprowadziłem media, założyłem fanpejcz na fejsbuku*, co by tu jeszcze..

O tym, jak likwidowałem działalność gospodarczą

Po wielu latach bycia rekinem biznesu postanowiłem wyleźć, a raczej wypełznąć na brzeg. Zmęczyły mnie k**wy rządowe nonsensownie zmieniające prawo i podnoszące podatki, dołożyły k**wy z urzędów niekompetentne i niechętne, swoją cegiełkę dołożyły k**wy z sanepidu oczekujące wspólnie z k**wami unijnymi realizowania k**ewskich pomysłów typu HCCAP,  no i nie można zapominać o k**wach z agencji towarzyskiej, które przestały jeździć moją taksówką odkąd Najmilsza zabroniła mi je wozić.

O tym, jak poznałem Mistrza Marketingu

Parę dni temu Najmilsza zawołała mnie do łazienki.
Nadszedłem i stanąłem obok niej. Woda w kiblu podeszła do góry i bardzo wolno spływa, na środku powoli obracało się to co zwykło się w kiblach obracać.
- W lewo się kręci - stwierdziłem - czyli jesteśmy na półkuli północnej.
- Zapchało się idioto. Musimy wezwać hydraulika - odpowiedziała.

O tym, jak pies miał plamę na mordzie


Jakiś tydzień temu moja Najmilsza przyprowadziła mi przed oczy swoją suczkę z informacją, że wyskoczyło jej coś na pysku. Znaczy suczce. 


Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX