#EPIZODY: O matematyce

28 listopada 2015

O matematyce

Zacznijmy od kilku wyjaśnień:
Jak można było zauważyć - od kilku tygodni nie pojawiały się nowe teksty.
W założeniu Epizody miały być (i chyba nadal są?) blogiem rozrywkowym, wywołującym u Czytelników raczej uśmiech, niż smutek. Żeby to było możliwe - rozrywkowe powinny być teksty. A żeby takie były - w odpowiednim nastroju powinien być ich autor.
Niestety, nie jest.


Jak wiedzą ci z Was, którzy zaglądają na Facebookowy fanpejcz (i jak nie wiedzą ci, którzy tego nie robią) Najmilsza przeszła kolejną operację, ponieważ w badaniach wyszło, że mimo poprzednich zabiegów coś niefajnego w jej główce zostało.
Więc ponownie otarła się o śmierć. 

Ponieważ bloga czytają ludzie rozumni, nie muszę tłumaczyć jak niewesołe są to przeżycia.
Sprawę oczywiście opiszę, gdy tylko się wszystko wyprostuje i gdy do tego dojrzeję, jednak na razie nie chcę sprzedawać Wam kolejnego doła.

Kolejny, znacznie mniejszy, problem, jaki mam na głowie to kwestia plagiatu.
Sprawa się rozwija i, choć wydaje się oczywista, jest niełatwa, ponieważ plagiator co innego pisze w publicznych oświadczeniach, a co innego w zeznaniach przed organami ścigania.
O tym z kolei szerzej NIE MOGĘ napisać, chociaż chciałbym.
Zrobię to, gdy tylko będzie taka możliwość.


I po trzecie: pracuję.
Jeszcze nie na stałe,  na okresie próbnym do końca roku, za żartobliwe pieniądze, ale zawsze jakieś.

To akurat nie jest dołujące, z racji rodzaju pracy nawet zabawne, jednak ponieważ dzień pracy potrafi się zacząć o piątej a skończyć... na przykład cztery dni później - nie mam czasu na nic innego.

Z tych właśnie trzech powodów teksty nie pojawiają się z taką regularnością, z jaką byśmy wszyscy chcieli.
Ale gdy tylko Najmilsza wyzdrowieje - wrócimy do monotonii cotygodniowych wrzutów, obiecuję.
I przepraszam.


A teraz do rzeczy, czyli do tytułowej matematyki.

W minionym tygodniu, bodaj w środę, Firma wysłała mnie do Warszawy.
Z pięciuset dwudziestoma litrami... czegoś, co nie ma znaczenia dla opowieści i o czym właściwie nie bardzo mogę napisać.  W każdym razie, ponieważ nie mam uprawnień na przewóz materiałów wybuchowych, żrących i łatwopalnych, jechałem powoli, żeby uniknąć zatrzymania przez Policję i stania się kolejnym Brunonem K. (w mediach przedstawiano by mnie jako "i1." ?)
Wlokę się zatem, a trzeba dodać, że miałem ściśle określony termin dostarczenia dostawy. W stolicy powinienem być przed trzynastą dwadzieścia, bo punktualnie o tej godzinie w umówionym miejscu miał pojawić się klient z różą w klapie**, któremu po usłyszeniu hasła**powinienem przekazać ładunek**.
Wyjechałem późno, bowiem człowiek, który miał klucze do magazynu nieszczęśliwie dzień wcześniej został aresztowany i jakbym miał czekać aż firmowi adwokaci wyciągną go z aresztu, to by mnie noc zastała. Więc azotan amonu musiałem kupić po drodze w hurtowni ogrodniczej, a ta w środy pracuje od dziesiątej (tak, to musiała być środa). Swoją drogą, ludzie nie zdają sobie sprawy jakie cuda można kupić w hurtowniach ogrodniczych.

No więc wlokłem się, ale wyglądało, że powinienem zdążyć. Na styk, bo na wjeździe do Warszawy jest korek.
Akurat mijałem lotnisko na Okęciu, gdy drżenie telefonu powiadomiło mnie o przychodzącym SMS-ie.

Odczytałem (wspominałem, że tam się stoi w korkach? W korku WOLNO czytać SMS-y!)

TATA, ODPISZ SZYBKO NA FB!!!

Czyli jak możecie się domyślić, autorką była moja córka, od września licealistka, Róża.
"Co się mogło stać?" - zapytałem sam siebie. "Nic" - odpowiedziałem (sam sobie) natychmiast. Gdyby stało się coś ważnego, zadzwoniłaby, a nie kierowała mnie do fejsa. Pewnie znalazła zdjęcie "ślicznego jeża", albo "ślicznejmuszęjąmiećżyrafy".
Wiadomości od dziecka nie można jednak zostawić bez odpowiedzi:

Córuś, nie mogę. 
Walczę z najazdem z kosmosu i do internetu usiądę dopiero wieczorem.

A rozwiążesz mi zadanie? BŁAGAAAAM!

Nie doceniła tekstu o najeździe z kosmosu. Wyrodne dziecko. Naprawdę wyrodne, bo nie zna się na matematyce. I - jak wynika z prośby - nie odrobiła zadania domowego! No cóż - od tego jest ojciec, żeby wyciągnąć pomocną dłoń. Wyciągnąłem:


Spróbuję. 
Wyślij tutaj. 



Po czym przyszło:


Pierwszy wyraz ciągu arytmetycznego jest równy 4. Suma wyrazów kwadratów drugiego, czwartego i siódmego jest równa 702. Wyznacz ogólny wyraz tego ciągu.



Ze wzrokiem wlepionym w startujące z Okęcia niewidzialne bombowce kombinowałem dwie minuty i doszedłem do wniosku, że:
1. Matematykę miałem dawno...
2. ...ale skoro Róża jest w pierwszej liceum, to raczej w zadaniu chodzi o liczby naturalne...
3. ...co oznacza, że drugim wyrazem ciągu może być 6 
4. ...albo 7.
i że
5. startujące bombowce są kompletnie niewidzialne, popacz pan do czego ta technika doszła.

Policzyłem w pamięci podstawiając za drugi wyraz 6, wyszło nijak, podstawiłem 7, wyszło lepiej.
Na wszelki wypadek sprawdziłem w Googlach, jak się zapisuje ciągi i po wysłaniu:

Stawiam na r=3, ale liczyłem w pamięci, 
bo Obcy strzelają do mnie z lasera

nacisnąłem klakson, żeby ktoś nie pomyślał, że nie wiem jak się należy zachowywać stojąc w stolicy w korku.
Nie był to koniec sprawy.
Korek ani drgnął, za to mój telefon owszem:

Jesteś pewien? (Pytam o wynik, w sprawie Obcych trzymam kciuki) 

Początkowo brak wiary mojego dziecka mnie oburzył, po chwili jednak nieco zwątpiłem w swoją odpowiedź, którą oparłem przecież na obliczeniach przeprowadzonych w pamięci. Żeby rozwiać jej i swoje wątpliwości wyciągnąłem z teczki jakąś fakturę i na jej odwrocie, (od czasu do czasu naciskając klakson i przesuwając się o kilka metrów), policzyłem rzecz staranniej.
Okazało się, że Róża miała rację.
Moja propozycja rozwiązania była dobra, lecz niepełna.
Wysłałem prawidłową:

an=a(n-1)+3 lub an=a(n-1)-109/23
Drugi wynik pewnie można wykluczyć jeśli jest w zadaniu jakieś info że ma być rosnący albo nieujemny etc.

I, jak się po chwili okazało - to rozwiązanie podobało jej się bardziej:

Oddałam, dziękuję!! ♥♥♥♥♥:-****

"Co oddała"? - zastanowiłem się szukając w umówionym miejscu miejsca do parkowania.
Wyjaśnienie nadeszło po chwili:

Napisałam ten drugi wynik, bo nie było żadnego info co pisałeś a poza tym był ładniejszy ♥ Pani powiedziała, żebym za godzinę przyszła wytłumaczyć, jak to policzyłam. Jak to policzyłam?

A przerabialiście równania kwadratowe?

Jakie? :D

Powiedz, że ja Ci to w domu rozwiązałem.

Jak w domu? To była KLASÓWKA!!

Taaakie buty... Nie dość, że wrobiła mnie w podpowiadanie na klasówce... właściwie jak to jest, że na klasówkach można pisać SMS-y i wiadomości na Facebooku? "Bez znajomości równań kwadratowych nie mogła dojść do mojego wyniku" - uznałem.


Powiedz, że w oknie ukazała Ci
się Matka Boska i podyktowała :D 


Po czym telefon zadzwonił:

- Tato, no weeeeeź! Nie mogę tak powiedzieć, bo mnie wezmą za wariatkę!
- I prawidłowo. Trzeba być wariatem, żeby nie przygotować się na klasówkę.
- Przygotowałam się!
- Jak?
- Zabrałam telefon. I przygotowałam sobie twój numer! - zaśmiała się. -Ale teraz weź mi powiedz jak to się liczy, żebym umiała wytłumaczyć.
Westchnąłem.
- Nie przerabialiście równań kwadratowych? Nie wiesz co to jest delta?
- Ostatni odcinek Nilu, przed ujściem do morza.  Ze względu na żyzną glebę...
- Dziecko przestań, pogrążasz się. Wyślę ci sposób obliczeń. Ten trójkącik to delta.
- To czekam, paaaa.

Zrobiłem zdjęcie, wysłałem:


w odpowiedzi otrzymując

LOOOOL!!!

A później rozpoznałem samochód klienta, którym okazał się... nie mogę napisać kto.
W każdym razie po przepakowaniu towaru do rządowej limuzyny, klient gładząc się po brodzie poprosił o fakturę, zaś po jej otrzymaniu lekko uniósł brwi.
- A co to jest? - wskazał na serduszko.
- Zadanie z matematyki. Dzieci. - dodałem tonem wyjaśnienia.
Uśmiechnął się i zmierzwił włosy na głowie swojego nastoletniego doradcy.
Takim to sposobem faktura z zadaniem Róży trafiła do ministerstwa Obrony Narodowej.

A sama zainteresowana?
Przepisała całość swoim charakterem pisma, poszła wytłumaczyć i według jej relacji gdy doszła do "a ten trójkącik nazywamy deltą, ale oczywiście nie ma to nic wspólnego z deltą Nilu, w której ze względu na żyzną glebę...", nauczycielka jej przerwała i wpisała do dziennika pierwszą w licealnym życiu szóstkę z matematyki!

TATA, DOSTAŁAM SZÓSTKĘ! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥

No ba, od czego ma się ojca.






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX