#EPIZODY: O tym, dlaczego warto czytać instrukcje - fotorelacja

11 października 2015

O tym, dlaczego warto czytać instrukcje - fotorelacja

Na tegoroczny Light Move Festival wybraliśmy się w sobotę. Mieliśmy iść w piątek, ale przeziębienie, które przechodzimy wspólnie z Najmilszą zatrzymało nas w domu. Uznaliśmy, że mamy zbyt wysoką sumę temperatur, i że pójdziemy, gdy spadnie ona poniżej siedemdziesięciu pięciu stopni.
Tak się stało dzień później.



Przy okazji spadła też temperatura powietrza do przeraźliwych minus pięciu, co nie pozostało bez wpływu na bieg wydarzeń.

Po dojechaniu na miejsce zaparkowaliśmy Matiza na środku losowo wybranego chodnika (jak wszyscy) i do centrum wydarzeń postanowiliśmy dojść pieszo.
Najpierw jednak, gdzieś w połowie drogi,  doszliśmy do zadania sobie pytań:
Najmilsza: 
Dlaczego to się nie odbywa LATEM!?
i ja: Dlaczego to się nie odbywa CODZIENNIE?
Ale pytania te zadajemy sobie co roku i wygląda na to, że nie uda nam się uzyskać na nie odpowiedzi.
W tym roku zadałem sobie pytanie dodatkowe:
JAK W WYPOŻYCZONYM OD OLYMPUSA OM-D ZMIENIĆ KOREKCJĘ ŚWIATŁA?!

Ustawiona była na minus dwa, co mi nie przeszkadzało aż do teraz. Ale ściemnianie zdjęć nocnych to już był niedobry pomysł. 
O:


Latający Smok (to co, że wygląda na coś całkiem innego), na którym dzieci mogły wybrać się w podniebną podróż. Dzieci nie widać bo zdjęcie jest zbyt ciemne.  (Gdyby nie było zbyt ciemne też nie byłoby widać, bo żadne łódzkie dziecko nie było aż tak głupie żeby na to wsiąść, no bądźmy poważni) 


Nie byłbym sobą, gdybym nie wpadł na jeszcze gorszy. 
Postanowiłem zresetować aparat do ustawień fabrycznych.
Przycisk Menu - Menu1 - Reset ustawień. 
Resetować ustawienia pełne, czy podstawowe? - brzmiało pytanie na wyświetlaczu. "Pełne, jasne że pełne" - pomyślałem i nacisnąłem.
Kurde, gdyby się przestawiło na język chiński, byłby mniejszy problem.
Otóż przestał działać wyświetlacz.

Nie, że całkiem. Mogłem obejrzeć menu, albo zdjęcie, albo film, ale PO jego zrobieniu. 
A w trakcie - nie.
Rozumiecie, trzymam sobie aparat, wcelowuję go w coś co może będzie ciekawe, patrzę na umieszczony na tylnej ściance wyświetlacz, tam widać człowieka, którego akurat przeszywa promień lasera i pstryk, naciskam spust, mam zdjęcie.
Tak nie działało, bo w punkcie trzecim nie było widać nic.
Działał tylko wizjer, czyli to okienko, do którego trzeba przystawić oko. Dla mnie akurat mogliby robić aparaty BEZ WIZJERÓW - byle działał wyświetlacz.

No i tu dochodzimy do kwestii mrozu.
Mniej więcej po trzydziestu minutach Najmilsza powiedziała, że jej zimno i żebym przestał grzebać w menu bo i tak mi się nie uda.
- A najlepiej daj mi, to może ja ci przestawię.
- Masz, masz - oburzony podałem aparat - jak jesteś taka mądra!
Ale zanim cokolwiek nacisnęła zabrałem z powrotem. Nie będzie mi psuć wypożyczonej hi-endowej technologii.
Przez kolejne piętnaście minut przemieściliśmy się może sto metrów, bo jak człowiek zmienia ustawienia aparatu, to idzie wolno i nie może biec.

Na skrzyżowaniu Tuwima z Sienkiewicza propozycja pomocy we włączeniu wyświetlacza zaczęła być obraźliwa, więc postanowiłem korzystać z wizjera.

Dzięki temu poniższy film nagrałem pionowo (poziomo?*)  i dopiero edycja Youtube umożliwiła dołączenie go do niniejszego wpisu:




No i cóż.
Musicie uwierzyć na słowo, że tegoroczne Light Move Festival było piękne.
To, że zdjęcia tego nie oddają wynika jedynie z mojej nieznajomości obsługi aparatu.
Zrobione zostały z użyciem wizjera, albo po prostu poprzez wycelowanie aparatu i naciśnięcie spustu migawki. :/ Trzeba też mieć na uwadze, że dodatkowym czynnikiem przeszkadzającym w skupieniu się była Najmilsza z regularnością zegarka powtarzająca co dziesięć minut "przestań kląć i daj, może to przestawię".


ul. Tuwima: Atak zombie pod Cabaretem


ul. Piotrkowska - tłum w panice  ucieka przed szaleńcem, który z drugiego piętra razi ludzi spopielając ich swoim zielonym laserem


ponownie Piotrkowska: Lord Vader odcina głowę sprzedawcy hot-dogów.
No i to właściwie tyle zdjęć nadających się do pokazania.

Na szybko nagrałem jeszcze dwa filmy:






I podczas nagrywania drugiego skończyła się karta pamięci (kilka sekund przed końcem wizualizacji, nie ma czego żałować. Chyba, że ktoś lubi spektakularne zakończenia.)

Dałem aparat Najmilszej "masz, jak jesteś taka mądra" i wróciliśmy do samoch do Matiza.
Wiele osób - zwłaszcza kobiet - domyśla się, jakie będzie zakończenie tej historii...
"Najmilsza weszła w menu i uruchomiła wyświetlacz".
No więc WCALE NIE. Niczego nie uruchomiła!
Zrobiłem to w domu znajdując na korpusie Specjalny Przeznaczony Do Tego Przycisk. Nie wiem, jak kurde mogłem go nie zauważyć, zimno było.

W każdym razie:
Festiwal był świetny, polecam obejrzeć za rok.
Aparat też jest świetny, ale nie udało mi się tego udowodnić i będę musiał zrobić o tym osobny wpis.
Na festiwalu spotkałem kolegę, który zapytał, czy nadal szukam pracy, ja mówię, że tak, on, że u niego w firmie  szukają i że mnie poleci, ja że spoko, a w niedzielę rano zadzwonił, że od poniedziałku zaczynam. :D






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX