#EPIZODY: O kobietach i maszynach

O kobietach i maszynach


Jeśli się zastanowić, co łączy kobiety i maszyny - nasze myśli w dość oczywisty sposób zaczynają się natychmiast plątać.

Poważnie. Sprawdź: Zanim przeczytasz resztę tekstu - zastanów się jaki jest związek między kobietami i maszynami?

Widzisz? 
Poplątanie.
I prawidłowo - to są nici. 
Ponieważ jedynym słowem które łączy kobiety z maszynami jest "szycie".
Oczywiście nie twierdzę, że wszystkie kobiety potrafią szyć, co to, to nie. Sam mam w domu jedną, która tego nie umie, a jeśli policzyć czas, jaki spędza u nas jej siostra, to znam nawet takie dwie.
Co  nie chcę powiedzieć, że to źle! 

Znaczy - chcę, tylko nie mogę, któraś z nich może ten tekst przeczytać, a wolałbym uniknąć dyskusji pod roboczym tytułem "Umiejętności niedoceniane w funkcji osób, które najwyraźniej chciałby je utracić i oddać się poszukiwaniu innych, skoro tak napisały na swoim durnym blogu." 
Właściwie to nawet nie była by dyskusja, raczej wykład.

Uważam, że jak ktoś nie chce umieć szyć na maszynie to może nie chcieć, zwłaszcza gdy obdarzony jest tak.wieloma innymi zaletami, że mu się po prostu kolejna by nie zmieściła.
Za to Mama Najmilszej na maszynie szyć umie - mało tego, podobnie jak osiemdziesiąt procent mieszkańców Łodzi ma na wyposażeniu swój egzemplarz.
Pozostałe dziesięć procent ma odpowiednio:
- graffiti "Widzew"** w przedpokoju

- tarasujący wejście fortepian
lub wiosła**.
Ale Mama Najmilszej ma maszynę.

Która się zepsuła.

O nieszczęściu zostałem poinformowany w środę, gdy odwiedziła nas, by ponamawiać się z Najmilszą na mnie, lub żeby powiedzieć o mnie coś miłego - w końcu nie można takiej możliwości całkowicie wykluczyć.

Jej odwiedziny szczęśliwie zbiegły się z moją nieobecnością - akurat byłem ze Zmorą może kilometr od domu. Pamiętam tylko, że w pewnym momencie Zmora zatrzymała się w połowie biegu po patyk, siedzące na mieszczącym się opodal cmentarzu wrony zakrakały i poderwały do lotu, a ich wydające prawie ludzki krzyk mroczne kształty zniknęły na tle nagle pociemniałego nieba.
Od strony kominów widzewskiej elektrociepłowni nadciągnął pomruk poruszającego trzewia gromu. Jakby w oddali ogromny niedźwiedź obudził się w pudle rezonansowym wypełnionym sześciofluorkiem siarki.
"Oho... - domyśliłem się - ...burza".

Ale nie chciało mi się wracać, miałem nadzieję, że burza przejdzie bokiem, jednak nic z tego, chociaż udało nam się schować ze Zmorą gdy  lunął deszcz. 
Tuż po tym jak piorun uderzył w drzewo pomiędzy mną i psem musiałem uznać, że Bóg jednak chce, bym wrócił do domu**. Swąd ozonu i usiłujący się schować pod moją brodą mokry pies zrobiły swoje, wróciłem, a tu niespodzianka. Bóg mnie wrobił.
Siedziały** w kuchni. 
Na zewnątrz gromy.
Zrobiło się strasznie...

Nie, wygłupiam się, wszedłem, zawiesiłem smycz koło miotły mamusi, przetarłem Zmorze łapy, chociaż większość błota i tak już była na mojej koszulce, a one po prostu siedziały i gadały**.
- No i ta sąsiadka, wyobraź sobie... O, dzień dobry sympatyczny elefancie,..
- Dzień dobry.

-  Popsuła mi się maszyna!

O. Tak się dowiedziałem.

I właśnie wtedy w mojej głowie  pojawiły się wspomniane na początku nici, a że po ataku meteorologii nadal byłem lekko ogłuszony  - przed oczami zobaczyłem maszyny, które Mamie Najmilszej mogły się popsuć.
"Do szycia? Do pisania? Do mięsa? Do mięsa to maszynka, a powiedziała, że maszyna... Duża maszyna..." - umysł podsunął mi zbudowanego przez teściową wielkiego zajmującego pół mieszkania robota, robot się psuje i na początek zjada pana Tateusza...
- Jaka maszyna? - poprosiłem o uściślenie.
- Do szycia - uściśliła.
- Aha,  dobra. Przyjdę zobaczyć.
- Nie, nie, tak ci tylko mówię. Wezwałam fachowca.
Nacisk na ostatnie słowo chyba miał oznaczać różnicę między mną, a osobnikiem, którego wezwała?
- Niepotrzebnie. Trzeba było mi powiedzieć. Kiedy przyjdzie ten... eee... fachowiec?
- Już był - Mama Najmilszej pokiwała głową i ze smutkiem siorbnęła kawę.
- No i?
- Co no i?
Odniosłem wrażenie, że nasza rozmowa przypomina przesłuchanie przez Gestapo powstańca warszawskiego. Przy czym gestapowiec musiałby ociekać wodą i być nieco  skołowany od uderzenia pioruna. Albo lepiej od wybuchu składu z amunicją. Dobra. Teraz powinienem wycedzić "Geben Sie einen Namen!?" . Westchnąłem. "Nie może mi po prostu powiedzieć o co chodzi?"
- No i co powiedział o maszynie ten fachowiec, który już był?
 - A! On. - siorbnęła ponownie, a Najmilsza uznała za stosowne się wtrącić:
- Powiedział, że silnik spalony.
- To niech przewinie.
- Tak też powiedział. - Mama Najmilszej odstawiła filiżankę na mojego laptopa. - Ale na szczęście miałam drugi silnik, zapasowy!
Oto prawdziwa łodzianka!
- Brawo - pochwaliłem - Mam założyć?
- Nie, nie. Nie trzeba. Ten fachowiec założył.
- Świetnie. To robię kawę, chcecie? - sięgnąłem po jej w dalszym ciągu stojącą na laptopie filiżankę.
- Ja dziękuję, jeszcze mam - nakryła dłonią - Sobie zrób... - łaskawie zezwoliła - ...ale chciałam ci powiedzieć... 
- Tak?
- ...że ten nowy silnik chodzi do tyłu.
- Do tyłu?
- Do tyłu.
- W jakim sensie?
- Oj, tobie wszystko trzeba tłumaczyć,  - podniosła filiżankę, co wykorzystałem na przełożenie komputera na półkę - jak naciskam pedał w maszynie to szyje w drugą stronę.
Spróbowałem to sobie wyobrazić... jak jest maszyna do szycia, to tu się wkłada materiał... aha.
- Materiał się przesuwa w stronę szyjącego?
- Dokładnie..
- A tam nie ma takiej wajchy do przestawiania w którą stronę ma szyć?
Teraz ona się zastanowiła.
- Jest, ale jest przestawiona na do przodu.
- To chyba wystarczy ją przekręcić odwrotnie?
- I jak to będzie wyglądało?
- Jak co będzie wyglądało?
- i10 - wtrąciła Najmilsza, która w tym czasie postanowiła mnie wyręczyć i zrobić kawę**,  - mama chce, żeby jej chodziło normalnie, a nie żeby coś przestawiać, nie rozumiesz?
- I mam z tym coś zrobić?
- Nie,  - Mama Najmilszej wyglądała na zrozpaczoną, kurde, aż tak często nie szyje - fachowiec powiedział, że ten silnik też trzeba przewinąć. Jak zrobi ten pierwszy, to weźmie drugi.
- Bardzo słusznie.
- I właśnie mama przyszła się pożalić... - przerywający Najmilszej dźwięk siorbnięcia zabrzmiał jak pompa wyciągająca z piwnicy resztki powodzi - ...przyszła się pożalić, że wydała dwieście złotych.
- Jak grochem w wodę - potwierdziła jej matka. 
- A ja powiedziałam, że przecież mogła powiedzieć tobie, bo ty się znasz.
Poskładałem to sobie w głowie.
- No niby tak, ale słuchajcie, żeby przewinąć silnik trzeba mieć narzędzia, przede wszystkim wielki piec, drut, taki jakby klej...
Coś mnie zastanowiło.
- Dwie stówy za jeden silnik?
- Nie, za oba.
- A ten co robi, to jest jakiś kolega? Znajomy?
- Zaraz tam znajomy, sympatyczny elefancie. Warsztat ma na naszej ulicy. Mówię mu "dzień dobry", i tyle.  Kiedyś nasze radio naprawiał... 
- To niech Mama Najmilszej do niego zadzwoni, żeby tych silników nie ruszał.


W skrócie: 
uzwojenie w silniku elektrycznym to jest mnóstwo cienkich miedzianych drucików** zalanych takim specjalnym klejem, czy lakierem, służącym temu, żeby te druciki** trzymały się w jednym miejscu, zaś przewinięcie silnika polega na wstawieniu obudowy do pieca na wysoką - wypalającą ten klej - temperaturę, wycięciu zwojów przy pomocy młotka i przecinaka, wybiciu przeciętych zwojów, żeby wylazły z drugiej strony i oczyszczeniu żłobień z resztek kleju i izolatora.
Razem z rozebraniem silnika zajmuje to... powiedzmy, że  dwie godziny.
Następnie trzeba nawinąć nowe cewki, włożyć nowy izolator w żłobienia, założyć zabezpieczenia, zlutować cewki w odpowiedniej kolejności, zalać to wszystko w cholerę od nowa tym lakierem, czy klejem i na koniec  wstawić do pieca, tym razem na niższą temperaturę. Żeby stwardniało.


Kolejne dwie godziny.

W życiu bym się nie podjął przewinięcia silnika, bo chociaż wiem jak się to robi - w końcu na praktykach nie tylko paliliśmy papierosy i zaczepialiśmy dziewczyny z ekonomika - to nie mam sprzętu. Nawijarki do cewek, a przede wszystkim wielkiego energożernego pieca elektrycznego.

Ale gdybym się podjął, to żeby to zrobić za takie pieniądze jak ten gość, uwzględniając koszt materiałów - musiałbym do naprawy dołożyć z własnej kieszeni.

Cztery godziny plus materiały za stówę?

Chciał zbyt... mało!

Nie było możliwości, żeby ten fachowiec miał zamiar przewijać te silniki. Musiał robić coś innego, może szczotki?

I tak właśnie było - pierwszy silnik, ten "spalony" wymagał wymiany szczotek (takie jakby kawałki węgla) na nowe - koszt zamknął się w ośmiu złotych.
Zaś w drugim, kręcącym się do tyłu, najpierw podtrzymałem propozycję zmiany położenia wajchy w maszynie, później zasugerowałem, że nie warto z nim nic robić - w końcu naprawiliśmy oryginalny - po niepodjęciu sugestii wpadłem na skręceniu paska napędowego w ósemkę i na koniec kombinowałem z zamontowaniem silnika z drugiej strony maszyny.
Wszystko na nic, więc w niedzielę rozkręciłem silnik i zamieniłem bieguny na szczotkach.
Okazało się, że to wystarczy.

Jak wspomniałem - związek kobiet z maszynami opiera się głównie na niciach. Może to i dobrze...







Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX