#EPIZODY: O wypadku cz.2

3 maja 2015

O wypadku cz.2

W poprzednim odcinku:
(muzyka: wstęp do DasBoot)
Mama Najmilszej (wskazując palcem): 
-Tej ziemi.
Wszystko nieruchomieje.

Mniej więcej w 40 sekundzie piosenki pojawia się wzrok makreli wędzonej (po siedemnaście złotych kilogram).
Wyciemnienie.



Część druga:

Żeby dobrze zrozumieć moment, w którym się wtedy znalazłem, należałoby sekundę przed skręceniem ciężarówki siedzieć na miejscu pasażera.
Oddajmy więc głos Najmilszej, która - tak się składa - szczęśliwie tam właśnie była.


Najmilsza, (poprawiając lusterko):
- Ale zatrzymasz się koło tego sklepu, co zawsze kupujemy chlebek?
Mówi to tonem ni to pytającym, ni to oznajmującym, więc nie jestem pewien czy prosi, chce się dowiedzieć, czy też po prostu wydaje polecenie. 

Sądząc po akcencie na słowo "zatrzymasz" - robi mnie w balona, udając, że już na ten temat rozmawialiśmy i teraz kwestia wymaga tylko mojego potwierdzenia.
Pewnie nagrywa.

Dziwnym zbiegiem okoliczności słowo "zatrzymać" pojawiło się w mojej głowie ponownie chwilę potem, gdy po minięciu znaku D-1 uzupełnionego o tablicę T6-a zastanawiałem się przez ułamek sekundy, czy nie powinienem przepuścić samochodu, który jest po mojej prawej ręce, z tego względu, że nie wygląda, jakby miał zamiar się zatrzymać.
Uznałem że nie. Wyszczerzyłem zęby w szatańskim uśmiechu, puściłem parę z uszu, pociągnąłem za poręcz gwizdka na dachu Matiza i odpowiedziałem:
- Oczywiście Najmilsza.

Bo ogólnie o to chodzi w związkach.
Jak kobieta o coś prosi, to trzeba się zgadzać, zwłaszcza jeśli prosi o coś tak błahego, jak zatrzymanie się przy głupim sklepie. Oczywiście im więcej człowiek się zgadza - tym ona będzie więcej prosić, później włazić na głowę. Ale w końcu przecież to jest fajne, po to je mamy, żeby właziły na głowę!
Tak przynajmniej twierdzi Najmilsza.
Przypominając sobie, że z prawej strony jedzie ciężarówka, która jest na tyle większa od Matiza, że może pozbawić jednego wymiaru nie tylko pojazd, ale i jego drogą mi pasażerkę, postanowiłem zahamować.

Układ hamulcowy Matiza został skonstruowany w czerwcu 1846 roku przez wynalazcę tłoczka hamulcowego, Marrisa Huertona.
Legenda głosi, że w lekko zachmurzoną niedzielę 21 czerwca wspomnianego roku Marris Huerton usiadł na zderzaku swojej przyczepy, zajrzał pod dyszel i oświadczył: 

- Kurwa, jakie bzdury - po czym wymyślił hamulec, który obecnie mam zamontowany w Matizie.
Wciskając go, nie spodziewałem się więc cudów, tym bardziej, że pojazd nie jest taki całkiem nowy. 
Jest w wieku, w którym w Matizach pewne rzeczy, powiedzmy nie to, że się naprawiają...  ale jakby przestają przeszkadzać, bowiem pojawiły się inne, nowe, na pewno bardziej przyciągające uwagę, jak wycie koła, albo płomienie spod klapy.
Szczerze powiem:
Żadna z ośmiuset trzydziestu siedmiu osób mających według Norweskiego Öśrodka Badań Czcionek* walnięte na nagrobku gotykiem "wydawało się, że dziesięć metrów wystarczy", nie była kierowcą Matiza.
Połowa z nich nie była w ogóle kierowcami! Nawet jedna trzecia! 

(Właściwie większość była zwolennikami neonazisowskiej bojówki matematyków "Wydawało Się, że X metrów wystarczy".)
W każdym razie żaden z nich nie miał Matiza.

Tak mówią badania.
Znając je wcisnąłem więc pedał hamulca.
Na przejazd ciężarówki zostało mi pięć metrów zapasu, jednak  Najmilszą zarzuciło do przodu i przechylając swoje słodkie ciało o podkreślające wydatny biust pasy bezpieczeństwa, oderwała wzrok od lusterka i rzekła:

- Ej no.
Na co odparłem:
- Посмотрите дорогой, как
ий плохой водитель - bo doszedłem do wnisku , że skoro się nagrywa, to obciach dać się sfilmować w stłuczce w Matizie. Niech odbiorcy myślą, że to u ruskich, może nikt ze znajomych mnie nie pozna.
Jak się później okazało - nie nagrywała. Czasem przeprowadza testy bez nagrywania. 

A mi udało się zatrzymać pojazd i nie zderzyć. 
Wysiadłem,  popatrzyłem za odjeżdżającą ciężarówką, otrzepałem fartuch, w którym wożę ziemię, splunąłem, wytrząsnąłem ziemię zza kołnierza, przełożyłem wszystkie sadzonki z powrotem z deski rozdzielczej na tył pojazdu i wróciliśmy do domu.  
Bo z piachem we włosach Najmilsza jechać nie chciała, zwłaszcza, że wyjechaliśmy czterdzieści sekund wcześniej.


EPILOG:
W tytule był "wypadek" podejmujący rolę strzelby w sztuce, zatem coś powinno wystrzelić.

Dzień później.  W tym samym miejscu. 
Polonez vs. ciężarówka. (na miniaturce)
Na moich oczach auto (osobowe) odwróciło się tyłem do przodu, chłopaki wysiedli,  otrzepali się, pośmiali z pogiętego samochodu, poszli.
Dwa dni później Hyundai o skądś mi znajomej nazwie wbija się... znowu pod ciężarówkę.

Jego kierowca wysiada, otrzepuje się, i wraz z współuczestnikiem przystępuje do uzgodnień, czyja to właściwie wina.

We wszystkich tych zdarzeniach w oczy rzuca się jedno.


Wszyscy się otrzepują!
Myślę, że wnioski każdy potrafi wyciągnąć sam.









Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX