#EPIZODY: O wypadku

O wypadku

Wiosna przyszła, zająłem się Matizem. 
Choć jedynym skutecznym sposobem zajęcia się byłoby podłożenie ognia, lub zepchnięcie w przepaść - czując pewną awersję do rozwiązań trwałych - podjąłem działania tymczasowe. 
Oczyściłem i wbiłem młotkiem zaciski akumulatora. Wymieniłem wężyk doprowadzający paliwo do baku na nieprzeciekający, choć zrobiony ze starego prysznica rodziców Najmilszej. A skoro w celu wymiany tego wężyka już leżałem pod... pojazdem, zalepiłem dziury. Klejem do zalepiania pieca, bo taki akurat miałem. 

Właściwie rodzice Najmilszej mieli...


- i10, zawiózłbyś na działkę ziemi do kwiatów? - zapytała kilka dni wcześniej Mama Najmilszej.
- W jakim sensie?
- W sensie, że samochodem.
Chwilę, zastanawiałem się o czym ona właściwie mówi.
- A, że Matizem? Dobrze, tylko muszę zrobić akumulator i coś pokombinować, żeby paliwo nie ciekło. Ale pytam raczej jakiej ziemi? 
- Tej ziemi.
Palec Mamy Najmilszej wskazał balkon, na którym faktycznie leżały jakieś worki.
 - Z Łodzi do Sieradza? - zastanawiałem się, czemu na źródło ziemi nie wybrała jakiegoś miejsca położonego bliżej działki. Choćby pagórka za płotem.
- Dokładnie. Z Łodzi do Sieradza. Kupiłam pięć worków ziemi i sadzonki. Zawiózłbyś?
A że rozmowa odbywała się przy piątkowej kolacji, na której oprócz mnie i Mamy Najmilszej były obie jej córki, mąż, oraz pies jednej z córek czyli Zmora - widząc wpatrzone w siebie oczy całego towarzystwa zgodziłem się. Przeważył pełen wyrzutu wzrok makreli wędzonej po siedemnaście złotych kilo, wiem bo sam kupowałem.
Zapowiedziałem jedynie, że muszę naprawić pojazd i w tym celu zabiorę stary wężyk prysznicowy, co go ostatnio w łazience być może przyszłych teściów, a być może przyszłych obcych osób wymieniłem na nowy. Po czym rozmowa wróciła do tematu dnia, czyli Mama Najmilszej wyjaśniała córkom, dlaczego powinny kupić "urządzenie do jonizowania pomieszczeń".
- A nie wyobrażacie sobie dziewczynki, jak się w takim wyjonizowanym pomieszczeniu śpi, normalnie zasypiam jak kamień w wodę!

Tak więc kilka dni po tej rozmowie zamontowałem wężyk, dobiłem klemy, zakleiłem dziury załadowałem ziemię i sadzonki i tak przyszykowany wyruszyłem w podróż.


Ze Stoków do centrum Łodzi, przez które prowadzi droga na Sieradz, trzeba jechać ulicą Pomorską.
W związku z remontem dworca Fabrycznego (a przy okazji całego miasta) - ulica ta służy do ruchu niezliczonej ilości ciężarówek wożących... ziemię. Nie do kwiatków, jak ja, tylko taką co jest wygrzebywana z miejsca dawnej lokalizacji dworca po to, żeby nowy dworzec mógł znajdować się sto metrów pod ziemią. Nie wiem po co chcą go zakopać. Prawdopodobnie to będzie bardzo brzydki dworzec i obciach go pokazywać przyjezdnym, dlatego na ziemi ma być tylko trawnik, drzewa i włazy. Budynek będzie się znajdować pod nimi.
W każdym razie te ciężarówki jeżdżą ulicą Pomorską, bowiem za Stokami patrząc od centrum znajduje się żwirownia.
Wielka dziura w ziemi. Naprawdę wielka. I jak planiści zastanawiali się co zrobić z tą ziemią, która pojawi się po wykopaniu megadołka pod dworzec Fabryczny - któryś z nich rzucił hasło "hej, a pamiętacie tę wielką dziurę za Stokami?".
No i na tym stanęło - ciężarówki wożą i wsypują ziemię właśnie tam.
Pomysł usypania na Stokach wielkiego kopca, na którym można by zamontować wyciągi i używać do jeżdżenia na nartach, sankach (a latem wewnątrz odpowiednio dużych opon) nie zyskał akceptacji władz. Prawdopodobnie pomysłodawcy nie położyli wystarczającego nacisku na to, że kopiec zrobiony z nomen omen tej ziemi mógłby się nazywać Kopcem Pierwszego Papieża Polaka.
W każdym razie wrzucają do żwirowni.
I jeździ mnóstwo ciężarówek.
I trzeba jeździć ostrożnie.
Tak właśnie jechałem, gdy na skrzyżowaniu...

Żeby wytłumaczyć na skrzyżowaniu jakich ulic rzecz się działa - muszę to po prostu narysować:





No więc tak: ulice w Łodzi zmieniają nazwy po dotarciu do skrzyżowań. Wyjątków jest kilka w tym ulica Pomorska, którą (jak widać z rysunku) jechałem pojazdem nr 3. Pojazdu nr 2 wcale nie było, ponieważ jednak znajdował się na grafice, którą przerabiałem, a jego usunięcie było dość trudne, pomyślałem, że dla sytuacji zmienia naprawdę niewiele i tak zostawiłem. 
Zaś pojazd nr 1 nie był czerwony, tylko żółty, był ciężarówką i skręcał w prawo, a nie w lewo. Reszta była identycznie jak na rysunku. Oprócz oczywiście kolorów, bo droga nie jest ciemnoszara. No i rosną drzewa. I trawa. 
A, i jeszcze w kwestii nazw ulic, żeby była jasność: na Krokusowej nie można zaopatrzyć się w szafran, ale nawet dlatego, że to nielegalne, tylko dlatego, że nie rosną tam żadne krokusy, specjalnie sprawdzałem. 
Zaś patronem ulicy Edwarda może być dowolny Edek, bowiem nazwodawcom nie chodziło o jakąś konkretną osobę o tym imieniu. W końcu to Łódź, nieprawdaż.

Po przedstawieniu szkicu Najmilszej - stwierdziła, że jest on całkowicie nieczytelny mimo, a może nawet zwłaszcza po zapoznaniu się z podpisem.
Zatem szkic po (bardzo czasochłonnym) poprawieniu wygląda tak:


Niebieski kolor oznacza drogę, nie ciek wodny.
No i ja poruszam się pojazdem numer 3 (od lewej do prawej), zaś ciężarówka (obecnie bez numeru, w każdym razie żółta) porusza się ulicą Krokusową i zamierza skręcić w prawo.

I SKRĘCIŁA!



(ciąg dalszy nastąpi...)






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX