#EPIZODY: O trójkąciku

19 kwietnia 2015

O trójkąciku


- Nie, nie mój. Po prostu zwykle zaczyna się od potłuczonego talerza. I nie jest to też talerz Najmilszej. Właściwie to wcale nie musi być talerz - to może być niewielki, zabytkowy wazonik. Z epoki Ming, w skośne wzorki.
Chodzi o to, że ten dźwięk słychać w Najmilszej mieszkaniu. Zza ściany. Po talerzu następuje chwila ciszy, później takie głuche odgłosy jakby uderzeń, coś jakby ktoś ćwiczył mawashigeri na worku wypełnionym martwymi szczeniakami. Potem zwykle słychać dźwięk ostrzenia czegoś metalowego na szlifierce, potem cięcie drewna, może tapczanu, może szafek. Dźwięk, który występuje często sam i wtedy niczego nie zapowiada, tylko to, że sąsiedzi lubią w nocy dołożyć do pieca. Dosłownie i w przenośni, ha! Ale gdy po dźwięku cięcia, słychać wbijanie gwoździ w jakieś pudło, zwykle później zapada znowu na chwilę cisza. A po kilkunastu sekundach rozpoczyna się awantura, z której możemy się z Najmilszą dowiedzieć, że właściciel jednego z głosów nie chce zauważyć, że właściciel drugiego ma inną opinię w sprawie tego na przykład, kto zjadł śledzie. Co nie byłoby żadnym problemem, nawet w nocy z wtorku na dzień, który proszę wymienić, by udowodnić, że nie jest pani robotem.
- Środę?
- Zgadza się. Więc właściwie awantura by mi nie przeszkadzała,  gdyby po niej nie następowały dźwięki rzucania przedmiotami, wywracanych mebli, strzałów z broni małokalibrowej, znowu cisza, a na koniec powtarzane przez megafon wezwania policji do wyjścia z budynku z podniesionymi rękami. Słyszę dźwięk przesuwającego się długopisu, Pani notuje?
- ...rękami... tak. Proszę kontynuować. 
- I to właściwie też nie byłoby problemem, bo rozumiem, że wszystko ma swój czas i miejsce i pewnych wydarzeń nie należy przyspieszać, najwyraźniej muszą wydarzać się akurat w środy między trzecią a piątą. Ale widzi pani, nad tym wszystkim rozlega się płacz dziecka, który zdaje się nikomu nie przeszkadzać. Mi przeszkadza.
Tak odpowiedziałem na zadane przez policjantkę chwilę wcześniej pytanie "Czy chodzi o pański talerz?".
- ...dziecko. - usłyszałem wyraźne stuknięcie długopisu i dwa szurnięcia oznaczające podkreślenie słowa "dziecko". 
- Poproszę nazwisko.
- Tam przebywają przypadkowe osoby, nie znam nazwisk...
- Pańskie nazwisko.
- Nie podam. Chcę zgłosić anonimowo.
- No to numer telefonu.
Głupiego ze mnie robi?
- Nie wyświetlił się pani? I po co numer?
- Żeby potwierdzić.
- Co potwierdzić?
- Że to pański telefon.
- Pani policjantko... - zaryzykowałem stwierdzenie, że nawet jeśli osoba podnosząca słuchawkę po wykręceniu numeru 112 jest cywilem, to przypisanie jej roli funkcjonariuszki nie będzie obraźliwe.
Brak protestu potwierdził moje podejrzenia.

 - ...jeśli ktoś ukradł ten telefon, na przykład ja, to tak: może pani oddzwonić. Potwierdzę że właściciel nadal mnie nie złapał.
- Wysyłam drużynę.
Krótki zawijas i kropka rozlegające się w słuchawce przed jej odłożeniem na metaforyczne widełki oznaczały, że rozmówczyni się na mnie obraziła i w rubryce "trzeźwość zgłaszającego" wpisała znak zapytania.

W każdym razie radiowóz przyjechał i to przed rozpoczęciem fazy ze szczeniaczkami.
Policjanci weszli, dzieciak przestał wyć, więc może go zabrali, może udusili, w każdym razie  nie czekając z Najmilszą na dalszy rozwój sytuacji wróciliśmy do trójkącika z Morfeuszem.

I, prawdę mówiąc, do dzisiaj nie wiem, czy nie wezwałem policji do talerza potłuczonego przez dzieciaka sąsiadów.



 




Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX