#EPIZODY: O Rincewindzie

13 marca 2015

O Rincewindzie

Rozchorowałem się jakoś w poniedziałek. 
We wtorek do kataru dołączył kaszel, w środę ból wszystkiego, co nie zaczęło mnie boleć dzień wcześniej, a w czwartek rano, po nocy spędzonej w łazience padłem na pysk i podyktowawszy (Zmorze) tekst, który chciałbym mieć napisany na nagrobku zasnąłem.
Sen nic nie pomógł, obudziłem się jeszcze bardziej obolały, bo do wszystkich dolegliwości dołączył ból uszu. Co wyjaśnia, dlaczego nie usłyszałem telefonu, który według informacji na wyświetlaczu dzwonił w czasie mojego snu pięć razy.

Raz mama i cztery razy zaprzyjaźniony sklep z odżywkami.



"Pewnie chcieli, żebym kogoś jutro zastąpił żałując, że mnie gdzieś tam nie było. Nie ma szans. Nie skonam w sklepie, skonam w domu" - pomyślałem i wykręciłem numer do mamy, bo nie miałem pojęcia, co mogła chcieć.
A że nie odebrała - jednak zadzwoniłem do chłopaków.
- Nie stanę w sklepie.
- Co?
- Nie stanę w sklepie, jestem chory, ledwo mówię, nie chodzę, no kurde po prostu nie ma szans!
- i10... stary... Pratchett nie żyje.

Moja znajomość z książkami Sir Terry'ego Pratchetta zaczęła się stosunkowo niedawno, nie dawniej niż wiele osób mogłoby przypuszczać.
Jakieś pięć - sześć lat temu po pierwszym tekście jaki kiedykolwiek opublikowałem na Joemonsterze pojawiły się komentarze. (Tego tekstu już tam nie ma, poza tym wrzuciłem go pod innym nickiem, nie ma co szukać). Większość komentarzy (trafnie) komplementowała "zrytość" mojego nakrycia głowy, kilka (mniej trafnie) asortyment "dealera", co było bez sensu, bo rzecz działa się niedługo nawiązaniu kontaktu z przedstawicielem Daewoo i już miałem na co narzekać. 
W końcu jedna osoba napisała "coś jak Pratchett".
"Nie znam" - odpisałem nie zdając sobie sprawy, że błaźnię się pod jednym z największych i całkowicie niezasłużonych komplementów, jakie mógłbym dostać.
Bo nie znałem - z tego "typu" literatury czytałem jedynie Adamsa, Sheckley'a, może trochę Gaimana i... nikogo poza nimi.

Zaintrygowany komentarzem poszedłem jednak do biblioteki, a że rzecz działa się w czasach prehistorycznych, czyli zanim zamieszkałem na Stokach -  byłem zapisany do biblioteki w centrum. Czyli do takiej, w której Pratchetta mieli.
I można go było pożyczyć.
Przeczytawszy jako pierwsze "Trzy Wiedźmy" dałem sobie spokój z pisaniem dopóki nie przeczytam wszystkiego, cokolwiek spod pióra Sir Terry'ego wyszło, czy też raczej radośnie wyskoczyło.

I tak się stało. Przed wrzuceniem cztery lata później kolejnego tekstu przeczytałem wszystko, co zostało przetłumaczone, niektóre książki dwa, trzy, a "Dobry Omen" więcej niż trzy razy. Ponieważ ludzie tak mają (w każdym razie ja tak mam), że czytając książkę utożsamiają się z jakimś bohaterem - mój wybór padł na Rincewinda, ciekawe czemu...

Świat Dysku, a także wszystkie inne książki (i opowiadania) Sir Terry'ego to literatura wesoła, skrząca się dowcipem, nieprawdopodobnymi porównaniami, literatura od której kręci się w głowie i człowiek najzwyczajniej wybucha śmiechem ściągając w tramwaju podejrzliwe spojrzenia współpasażerów. 



Wobec osób, które nigdy nie sięgnęły po książki Pratchetta żywię jedno uczucie. 

Zazdrość.

Kiedyś sięgną i odkryją zadziwiający, plackowaty świat oparty na grzbietach słoni, opartych na grzbiecie żółwia. Jestem doskonałym przykładem na to, że nigdy nie jest za późno, żeby to zrobić. 


Zaraz po skończeniu rozmowy z chłopakami zadzwoniła moja mama. Zna preferencje literackie syna, dzwoniła z tą samą informacją. 
I właściwie to by było na dzisiaj tyle.
Nadal choruję, choć dzięki zastosowaniu medycyny niekonwencjonalnej szansa, że mi się poprawi stała się... powiedzmy, że niezerowa, ale nic pewnego.
W środku tygodnia na blogu powinien się pojawić (nie)poważny tekst reklamowy pewnej (umiarkowanie) poważnej firmy.

Więc trzymajcie się ciepło i zaglądajcie.




"W zaułku, chwilowo nieoglądanym przez przechodniów, ktoś zwany Regiem Shoe, kto był martwy, rozejrzał się w obie strony. Po czym wyjął z kieszeni pędzel i puszkę z farbą, i wymalował na murze: 


prepaid


I odbiegł, a przynajmniej z wielką szybkością odszedł, powłócząc nogami."

-T.Pratchett "Kosiarz"






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX