#EPIZODY: O niechęci do robienia przykrości

7 marca 2015

O niechęci do robienia przykrości


Na wierszach kompletnie się nie znam i nie potrafię ocenić, czy są dobre, czy słabe.
Nie znaczy to oczywiście, że nie podoba mi się żaden wiersz, jest wielu poetów... chociaż nie, jest kilku poetów, których poezję cenię i czytuję więcej niż raz, zaś Miron Białoszewski nawet wywołał we mnie chęć posiadania pieca o nietypowym kształcie*.

Jednak w świecie poezji czuję się jak pudel na Nurburgringu .
Dlatego w niedawno przeprowadzonych na fanpejczu Konkursach Poetyckich potrzebowałem drugiego jurora do pomocy. Niestety on też się nie znał. 
Za werdykt bardzo przepraszamy.

Ale ja nie o tym...


Tylko o tym, że jakiś tydzień temu zadzwoniła do mnie Róża i powołując się na moją rzekomą "niechęć do robienia własnemu dziecku przykrości" zaprosiła mnie na swój występ.
Recytatorski.
Swoją obecność zapowiedziała śmietanka polskiej deklamacji gimnazjalnej.
W tym moja córka.
Cudownym zbiegiem okoliczności wydarzenie miało odbyć się pod Łodzią.
- ...a konkretnie w Poznaniu - zakończyło dziecię.
Rzeczywiście akurat nie chciałem robić własnemu dziecku przykrości, więc dwa dni później wsiadłem w pociąg i pojechałem. Jadąc przypominałem sobie dotychczasowe zderzenia Róży z poezją...


Kilka miesięcy wcześniej


Kilka miesięcy wcześniej, gdy spędzała wakacje u mnie, któregoś popołudnia przyprowadziła do domu kolegę.
Kiedy zza drzwi pokoju, w którym siedzieli dobiegło trzecie nieuzasadnione przekleństwo nie wytrzymałem, zapukałem, otworzyłem drzwi i oświadczyłem:
- Róża, co to za bluzgi, więcej kultury!
Gość Róży wyraźnie się speszył, chociaż to nie on przeklinał.
Moja córka za to nie bardzo. Walnęła kolesia w ramię i rzekła:
- To mój ojciec. Słyszałeś? Więcej kultury. Weź powiedz jakiś wiersz.
Na co chłopak wstał, ukłonił się, chrząknął i rozpoczął:
- Adam Mickiewicz, Stepy akermańskie...

Czasy współczesne



Uśmiechając się do swojego odbicia w szybie przedziału spostrzegłem, że pociąg dojeżdża do Poznania...


Wydarzenie na które zostałem zaproszony nosiło nazwę "Konkursu Recytatorskiego Poezji Powstańczej Dla Uczniów Szkół Gimnazjalnych", choć moim zdaniem "Gimbaza Wierszuje" - brzmiałoby lepiej.
Organizatorzy - jakaś przykościelna instytucja, doszli prawdopodobnie to tego samego wniosku co ja, że niesiona falą medialnych zapowiedzi wojna z Rosją w końcu wybuchnie, a jeśli nie wybuchnie, to zrobi się na tyle niezręcznie, że sami będziemy musieli ją rozpocząć.
W rozważaniach organizatorzy poszli jednak kroczek dalej, uznali że wojna zakończy się porażką i trzeba będzie organizować powstanie. A co w powstaniu jest najbardziej potrzebne? Oczywiście wiersze.

Różę do Poznania przywiozła polonistka, czekały już na mnie przed dworcem i okazało się, że ich wycieczka była niejako transakcją wiązaną. Pani Zosia miała tu rodzinę i przyjazd bardzo jej pasował, mogła odwiedzić brata, zaś Róża... miała mieć obniżoną ocenę ze sprawowania i tylko udział w Konkursie Poezji Powstańczej Dla Uczniów Szkół Gimnazjalnych mógł obniżeniu zapobiec.
- Za co? - zapytałem gdy pani Zosia podawszy mi lokalizację konkursu, życzywszy Róży powodzenia i umówiwszy się z nami w tym samym miejscu "koło szesnastej, zdzwonimy się dobrze?" poszła precz.
- Co za co?

- Za co masz mieć obniżoną ocenę ze sprawowania.
- Nie mam mieć. Wystąpię w konkursie i nie obniżą, taka jest umowa...
- Za co?
- Oj, nieważne...
- Za co?
- Kolega z klasy nie wylogował się z fejsa i trochę mu namieszałam w koncie.
- Jak trochę?
Pamiętałem co zrobiła, gdy ja się nie wylogowałem jakieś dwa lata temu. Napisała, że mnie napadnięto, że umieram i że proszę znajomych by na moim pogrzebie odgwizdać "Hit Me Baby One More Time" Britney Spears. Dowiedziałem się odbierając od zaniepokojonych znajomych telefony z pytaniem "ale czemu odgwizdać?".
Co mogła zrobić temu nieszczęśnikowi?
- Zrobiłam z niego geja.
- O, nieładnie - pokręciłem głową - i bez polotu. Zabił się?
- Nie!
- A próbował?
- Też nie! Nic sobie nie zrobił!
- To dobrze - pokiwałem głową. - W takim razie właściwie czemu cię ukarali?
- Bo w naszej szkole jest program "zero tolerancji".
- I nie tolerują gejów? - zdziwiłem się, bo do tej pory wydawało mi się, że szkoła Róży to zwykłe, wydawałoby się nawet małomiasteczkowe gimnazjum, a tu proszę jaki nowoczesny program.
- Zero tolerancji w sensie, że dla przemocy. Chłopak naskarżył pani, ta go wysłała do psychologa, a psycholog uznała, że poddałam go przemocy. Psychicznej - popukała się w skroń.
- Aha. No i dobrze. Mówiłem ci, że nieładnie wchodzić na czyjeś konto? Mówiłem?
- Mówiłeś.
- To masz nauczkę - spojrzałem na zegarek. - Chcesz coś zjeść?
- Tak.
- McDonalds może być?



Przy smacznym i niezdrowym jedzeniu Róża dała mi do przeczytania swój wiersz, a ponieważ Kornel Ujejski nie należy do tych kilku autorów, do których twórczości wróciłbym ponownie z własnej woli - nic z niego nie zrozumiałem. Dużo krwi, śmierć, pożar, ojczyzna płonie, i takie tam. Nie chciałem jednak (nadal) robić przykrości własnemu dziecku, więc oddając kartkę powiedziałem:
- Nooo... tak. To wiersz.
- Zły?
- Nieeee, skąd! Bardzo... patriotyczny. Ponury i patriotyczny.
- Tato, ocena ze sprawowania, pamiętasz? A pani Zosia powiedziała, że jak wygram ten konkurs to wszystkie licea stoją przede mną otworem. - oświadczyła Róża składając kartkę i wsuwając ją pomiędzy kupony na podwójnego McRoyala z frytkami i dowolnym napojem.
- Tak, na pewno, od razu studia będziesz miała zaliczone. Chodźmy już.

I poszliśmy.

Z racji tego, że jak wspominałem konkurs został zorganizowany przez jakąś organizację przykościelną - odbywał przy kościele.
W piwnicy.
Właściwie to w lochu.
Więc atmosfera nie była za bardzo podniosła, a dodatkowy zapach stęchlizny i przykute do ściany kościotrupy jakichś grzeszników jeszcze bardziej wpływały na jej ochłodzenie.
Pomieszczenie było nie tylko wilgotne, ale też ciasne, więc stanęliśmy sobie pomiędzy może pięćdziesiątką dzieci i ich opiekunów, a ci przystąpili do ostatnich szlifów.
- Musisz się bardziej WCZUĆ rozumiesz? - siedząca na trumnie naprzeciwko nas nauczycielka dawała ostatnie wskazówki drobnemu blondwłosemu chłopcu. - Oni UMIERALI, rozumiesz? Umierali! Potrafisz sobie wyobrazić, że umierasz?
- Nie proszę pani.
- No to się postaraj!
Postanowiłem też dać ostatnie wskazówki.
- Róża.
- Co?
- Jak już powiesz ten wiersz to spadamy, dobra?
- Pewnie.
Po czym konkurs wystartował, przemówienie wygłosił ksiądz, drugi ksiądz, zakonnica, odczytano słowa papieża do uczestników zaś na koniec jury wygłosiło godzinną mowę, z której zapamiętałem, że nie tylko Róża, ale absolutnie wszyscy uczestnicy mają przygotowane wiersze Kornela Ujejskiego.
Bo według jury tak właśnie nakazywał tegoroczny regulamin.
Przerąbane.
Uczestnicy zaczęli swoje recytacje i tak sobie staliśmy z Różą wśród płonących sztandarów, mórz krwi, ostatnich tchnień aż przyszła kolej na nią.

Niestety już po dwóch wersach została zdekoncentrowana przez wyłażącego z dziury w podeście szczura. Dzieci zaczęły się śmiać, jury piszczeć, Róża próbowała złapać gryzonia**, zrobił się ogólny bajzel, no i za drugim podejściem zapomniała tekstu. Zanim odnalazła ściągę pomiędzy kuponami do Maka - wszyscy zdążyli się zorientować, że nie jest to zaplanowana część recytacji.
Znalazła, dokończyła, ukłoniła się i wśród skąpych braw publiczności i ogromnych moich zeszła.
I poszliśmy połazić po poznańskiej starówce**.
Czekanie na wyniki nie miało sensu, widać było, że jury najbardziej spodobał się występujący przed Różą blondynek, który pod koniec swojego występu poderżnął sobie gardło.






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX