#EPIZODY: O łabędziu

O łabędziu

Jakby mnie ktoś dzisiaj zapytał czemu wziąłem ślub ze Złą Byłą Żoną to nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. 
Jedynym pozytywnym rezultatem tego związku jest Róża i po ponad miesięcznej wymianie telefonów i pism, po zagrożeniu Złej Byłej Żonie sądem, jej matce policją, a ojcu Urzędem Skarbowym w końcu wyrazili zgodę, by pozytywny rezultat spędził ze mną ferie. 
Nie, że całe - połowę, ale to zawsze to coś.





Zimowe wakacje planowaliśmy spędzić w Szczecinie u moich rodziców. 

Z trzech powodów. Po pierwsze nie miałem kasy na jeżdżenie w tą i z powrotem, po drugie chciałem żeby podczas pobytu Róża mogła się przekonać, że wbrew słowom mamusi, drudzy dziadkowie jej nie nienawidzą, a po trzecie Szczecin jest ładniejszy od  Łodzi.
W piątek wsiedliśmy więc z Najmilszą w pociąg, w Szczecinie zostawiłem ją u moich rodziców,  od ojca pożyczyłem samochód, machnąłem się do Kołobrzegu, zaparkowałem przed Zamczyskiem dziadków Róży i nacisnąłem przycisk dzwonka.
- Pan do kogo? - z budki wartownika wyszedł... osobnik, jaki zwykle wychodzi z budki wartownika.
- i10, po córkę.
- Pan poczeka, sprawdzę. 
Po jakichś dwudziestu, może trzydziestu minutach skrzydła stalowej bramy rozsunęły się, a wartownik machnięciem karabinu dał znać, że mogę wjeżdżać.
Drzwi otworzył obecny facet Złej Byłej Żony - szesnastolatek w bluzie z napisem "jebać szkołę".
- Jestem Adaś, Zła Była Żona zaraz zejdzie.
Wyciągnął w moją stronę rękę ze skrętem, ale pokręciłem przecząco głową. 
- A gdzie Róża?
- W lochach. 
- W lochach?
- Tak - popatrzył na moją minę - ...spokojnie, spokojnie. Żegna się tylko z Maciusiem.
- Kim jest Maciuś?
- Jej kolegą z klasy, którego uprowadziliśmy i będziemy torturować dopóki Róża nie wróci ze Szczecina - wydmuchnął dym i założył słuchawki.
Uśmiechnąłem się na myśl, że córka przedłożyła pobyt ze mną nad zdrowie kolegi. Sposępniałem nad drugą, że jak Adaś jeszcze parę razy wydmuchnie dym - powrót samochodem będzie niezgodny z prawem.

W końcu korytarza ukazała się była teściowa. Idąc wydawała jakieś polecenia słuchawce telefonu. Nie zaszczycając mnie spojrzeniem zniknęła w jednym z bocznych pokoi. Standard.
Szturchnąłem Adasia ręką, wskazałem na łazienkę i zapytałem:
- Można?
- Pięć złotych.

-Wezmę z myciem rąk - powiedziałem, żeby się miał nad czym zastanawiać, podałem mu dychę i wszedłem.
"Gość jest najarany jak szpadel..." - myślałem rozpinając rozporek. - "...ależ brzydkie figurki..." - myślałem patrząc na rozciągniętą wokół muszli półkę zastawioną badziewnym kiczem z Ropuszki lub innej Biedronki - "...aż srać się chce".
I wtedy właśnie odwracając się by ściągnąć spodnie, rogiem kurtki trąciłem niebieską szklaną taką jakby łyżkę do zupy, ta spadła i się potłukła.
Właściwie odtłukł się sam czubek, ale na wiele drobnych kawałków. Zebrałem je, wrzuciłem do kosza, zaś pozbawioną czubka resztę odstawiłem na parapecik z którego nieopatrznie została strącona.
Wyglądała równie głupio jak wcześniej - podniosłem nieco roletę, żeby odtrącony czubek był mniej widoczny, jednak niewiele to zmieniło, oprócz tego, że teraz wartownik ze swojej budki miał wgląd na wnętrze łazienki.

"Powiem, że kot zrzucił" - myślałem myjąc ręce i przyglądając się w lustrze swojemu odbiciu. Cyfry telefonu napisanego szminką pod napisem "ZOSTAŁEM PORWA..." tworzyły na mojej twarzy zabawne okulary, co kazało mi się zastanowić czy wziąłem na wyjazd lenonki. Poklepałem się po kieszeni. Były.
Zakręciłem wodę i wyszedłem.
Róża czekała już na mnie pod drzwiami, padliśmy w swoje objęcia.
- Co potłukłeś? - szepnęła.
- Było słychać?
- Ja słyszałam.
Puściłem ją i przeniosłem wzrok na siedzącego obok nas wpatrzonego w telewizor Adasia. Nadal miał słuchawki na uszach. Pomachałem ręką przed jego twarzą. Adaś spojrzał na mnie, na Różę, podniósł się i odszedł. Róża znowu się do mnie przytuliła.
- Super, że jesteś tato. Co potłukłeś?
- A, jakieś tam szkiełko, spoko, zwalę na kota.
- Nie mamy już kota.
- To na psa.
- Też nie mamy.
 -A gdzie są? - popatrzyłem na nią. Kot mógł zdechnąć, ale pamiętałem, że jeszcze dwa tygodnie temu, gdy ustalaliśmy termin wyjazdu Róża wiele opowiadała o "ślicznym szczeniaku, którego kupił dziadek".
- Udusili wszystkie zwierzęta gdy powiedziałam, że chcę spędzić ferie z tobą.
- Kochane dziecko - potargałem Różę po głowie.
- Ano kochane, tylko że w związku z tym nie zwalisz na kota. Co potłukłeś?
Wytłumaczyłem.
Nie wiedzieć czemu nie uwierzyła i poszła sprawdzić. Wyszła z łazienki bledsza.
- Potłukłeś Szczęśliwego Łabędzia. Będzie afera.
I wytłumaczyła mi, że to, co wziąłem za brzydką łyżkę było ulubioną figurką matki Złej Byłej Żony, którą ta kupiła jakiś rok temu...
- ...w Tikejmaksie.
- No to co? - zdziwiłem się - była brzydka.
- Ale miała jej przynosić szczęście.
Po czym dowiedziałem się, że była teściowa zatrudniła specjalistę od fengszui, za którego radą przywlokła z zakupów szklaną niebieską łyżkę wazową mającą symbolizować "Zwierzę, które opiekuje się domem" w tym przypadku łabędzia.
- A czemu postawiła ją w kiblu?
- Fengszui tato - Róża wzruszyła ramionami i zachichotała - któż to może wiedzieć. Jednak afera będzie. Chyba, żebyśmy spróbowali to skleić.

Nie bardzo było z czego sklejać.
Łeb Szczęśliwego Łabędzia rozpadł się na tysiące kawałków, które, jak mówiłem, wyrzuciłem do kosza.
I wtedy wpadliśmy na pomysł z papierem toaletowym.

JAK SZYBKO NAPRAWIĆ SZKLANĄ FIGURKĘ ŁABĘDZIA PODOBNEGO DO ŁYŻKI WAZOWEJ:

Potrzebne ci są:
- Potłuczona szklana figurka łabędzia podobnego do łyżki wazowej (lub szklana łyżka wazowa podobna do łabędzia). Niebieska.
- Papier toaletowy.
- Chusteczka higieniczna.
- Odrobina wody.
- Czarna kredka do oczu.

Czarną kredkę do oczu Róża miała w torebce, w niecałą minutę naprawiliśmy łabędzia, wyszliśmy z łazienki w sam czas na zejście ze schodów Złej Byłej Żony.
- A to ty - na mój widok puściła gumową opaskę obwiniętą wokół ramienia, a ramię wypadło z jej rąk i ciężko chlapnęło na ziemię. Odtrąciła je machnięciem ostro zakończonego ogona. - Mój adwokat skontaktuje się z twoim.
- Nie mam adwokata.
- Nie masz?
- Ano nie. W jakiej sprawie miałby się kontaktować?
- Coś wymyślę.
Zła Była Żona odłożyła na stolik zakrwawiony  topór i podejrzliwie pociągnęła nosem.
Gdy zajrzała do łazienki wstrzymaliśmy z Różą oddech.
Ale nic nie zauważywszy, zezwalająco machnęła ręką na służących, którzy znieśli do nas bagaże Róży. Odbierając je zauważyłem kilka książek będących prezentami ode mnie, leżących wśród polan drewna  przed kominkiem. Wyjąłem spośród nich "Dawida Copperfielda**", przetarłem go rękawem, dorzuciłem do jednej z Różowych walizek, zabraliśmy wszystko i pojechaliśmy na ferie.


Gdy wychodząc mijaliśmy budkę strażnika obejrzałem się na okno łazienki. Przez nie patrzył na nas Szczęśliwy Łabędź  z Tikejmaksa, który choć musiał zostać - wyglądał na bardziej szczęśliwego, niż przed moją wizytą.

Ruszając spod Zamczyska zastanawialiśmy się z Różą jaka będzie reakcja właścicielki gdy spostrzeże, że figurka została naprawiona. Ale tylko przez chwilę, mieliśmy do rozmów znacznie ciekawsze tematy. 



I cały tydzień ferii!











Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX