#EPIZODY: O tym jak rzucić palenie

13 grudnia 2014

O tym jak rzucić palenie

Pierwszego papierosa zapaliłem jako dwunasto-, może trzynastolatek...

...i od razu na początku warto na moment przerwać wspomnienia, żeby całkiem na serio powiedzieć o głupich nieskutecznych, a czasem wręcz groźnych ostrzeżeniach:


Najlepszym przychodzącym mi do głowy przykładem takich ostrzeżeń jest "nie graj pod marketem w trzy kulki (trzy karty), bo oszuści, którzy proponują tę grę dadzą ci wygrać raz, góra dwa, a następnie ograją cię do czysta". Bzdura ta powtarzana od czasu do czasu przez poważne gazety (i inne media) jest kompletną, absolutną nieprawdą i mam wrażenie, że jej pojawianie się jest inspirowane przez "trzykulkowych" oszustów.
Jeśli bowiem podejdziesz do stołu (skrzynki, karimaty, płachty papieru, bądź po prostu chodnika) na którym odbywa się gra - przegrasz OD RAZU! 
Nikt nigdy nie da ci wygrać pierwszy raz "na zachętę", żeby wziąć rozpęd i później wyciągnąć od ciebie więcej. Owszem - możesz być świadkiem jak "przypadkowe osoby" wygrywają sto, dwieście a nawet tysiąc złotych i odchodzą zadowolone (albo nie odchodzą, tylko stawiają dalej). Ale osoby te są częścią wieloosobowej bandy, mimo, że nie wyglądają. 

Wygrała miła, starsza pani z dzieckiem, chyba wnuczkiem? Jest członkiem grupy. Wygrał urzędnik w garniturze? Jest kolegą rozdającego karty. Wygrał wyglądający na dwanaście - trzynaście lat dzieciak usiłujący schować w ręku papierosa? 
To ja. 
Tak naprawdę nigdy nie grałem - stałem na czatach i gwizdnięciem ostrzegałem czy policja nie idzie, ale o tym za moment.
W każdym razie stojąc w tłumie obserwującym magicznie pojawiającą się kulkę musisz zdawać sobie sprawę z tego, że WSZYSCY oprócz ciebie są w zmowie, nikt nie pozwoli ci wygrać "na zachętę" nawet grosza, i że media kłamią.

Ale o tym ostatnim wszyscy wiedzą. 

No więc to ostrzeżenie jest głupie i tak samo głupie były historie o "robieniu się zielonym" po zapaleniu papierosa.


Nie pamiętam już marki pierwszej fajki. Nie pamiętam nawet imion kolegów, którzy razem ze mną za parę groszy, przepuszczonych później w salonie gier na fliperach, stali na drogach dojazdowych do centrum handlowego rozglądając się za niebieskimi mundurami. Za to pamiętam dwie rzeczy:
Dziwny smak pierwszego papierosa, który przypomina mi się za każdym razem, kiedy sięgam po nikotynę będąc przeziębionym.
Oraz to, że wcale nie zrobiłem się zielony.


Uznałem więc, że palenie nie jest takie złe. Byliśmy twardzi, prawie dorośli, a palenie papierosów było najmniej nielegalną rzeczą, jaką się wówczas zajmowałem. Można wręcz powiedzieć, że było chwalebne. Gdybym został przyłapany przez rodziców lub znajomych rodziców, powiedziałbym "ja tu nie stoję na czatach dla bandy oszustów, ja tu po prostu palę papierosy".

Ale nie zostałem przyłapany, a biznes z wypatrywaniem policji po jakimś miesiącu, może dwóch nagle się skończył, bo nasi "pracodawcy" dziwnie zniknęli.
Jednak zwyczaj potajemnego popalania pod salonem gier przyjął się.
Oczywiście w późniejszych miesiącach i latach byliśmy łapani wielokrotnie, co niosło za sobą kary najczęściej w postaci zakazu stadionowego (przed domem mieliśmy "boisko" z obowiązkowym trzepakiem w roli bramki), jednak ten pierwszy raz i kilka kolejnych przeszły bez żadnych konsekwencji.

No a później jakoś poszło. 
Papieros był czymś, co łączyło podczas przerw w liceum, na studiach, w pracy.


Nie wpływał jednak dobrze na kondycję.
I kiedy Monisia zaproponowała:
- i10, Najmilsza, chodźcie pobiegniemy w Maratonie Niepodległości, będzie fajnie - powiedziałem "ok", pojechałem z dziewczynami na miejsce, przebrałem się w dres, adidasy, przylepiłem sobie na piersiach numer startowy, wystartowałem, po jakichś dwustu, może trzystu metrach na pierwszym zakręcie uznałem, że ten dystans to jest wszystko co mogę zrobić, dalej Niepodległość będzie musiała sobie radzić beze mnie i wróciłem do domu.

- Rzucam palenie! - oznajmiłem kilka godzin później dziewczynom, gdy wróciły twierdząc, że przebiegły całą trasę ale rzekomo "nie chciało im się czekać na dyplomy".

- Nareszcie jakiś mądry pomysł! - zakrzyknęła Najmilsza.
- Oddaj mi swoje papierosy - zakrzyknęła Monisia.
To oddałem.
Wieczorem kupując nową paczkę doszedłem do wniosku, że rzucanie palenia nie będzie tak łatwe, jak się spodziewałem.

Przede wszystkim od razu zrobiłem się nerwowy.
W momentach, w których dotychczas sięgałem po papierosa - teraz nie było po co sięgnąć. Żucie gum nie jest rozwiązaniem podobnie jak paluszków, cukierków, skórek z boczku czy smyczy Zmory.
Przez kilka dni pogryzałem surowy makaron i tego sposobu też nie polecam - chyba, że ktoś lubi jak go boli brzuch.

Reklamowane w telewizji tabletki nie zadziałały - jedyne, co im się udało zmniejszyć to ilość posiadanych przeze mnie pieniędzy, a przecież rzucam palenie również ze względu na aspekt finansowy.

- Przeczytaj Książkę - poradzili ludzie, którzy przeczytali Książkę.
Tak zrobiłem i mogę z całą pewnością stwierdzić:
Być może ta książka coś daje!
Ale nie mi. 
Jednak ponieważ spotkałem się z opiniami, że jej skuteczność w zniechęcaniu do palenia sięga dziewięćdziesięciu procent - nie będę się naśmiewał z rzeczy, które mnie w niej rozbawiły. Szkoda, że byłem w pozostałych dziesięciu procentach, tym, na których to zadziałało - szczerze gratuluję.


- i10, idź na bioprądy - powiedziały osoby, które poszły na bioprądy.

Dwa dni i sto złotych później facet odłączył od mojej głowy i rąk kable i stwierdził "gratuluję, już pan nie pali".
Piętnaście minut po odebraniu gratulacji, odbierając w kiosku Laki Strajki i resztę z pięciu dych, upuściłem piątaka i stwierdziłem że chociaż się kompletnie mylił co do fajek, to dzięki bioprądom mogę odbierać Radio Zet.
Niestety wyłącznie gdy głowę trzymam poziomo.
Dwa dni później nadzwyczajna umiejętność minęła i całe szczęście, bo spanie na stojąco stało się męczące. 


E-papierosy to jest dobry pomysł.
Kupiłem, mam, sztacham się kilka razy dziennie...
...ale to nie dzięki nim rzuciłem.



Jest prosty sposób. Nie ja go wymyśliłem, ja tylko zastosowałem i dzięki niemu mogę obiecać, że już nigdy nikt nie zobaczy i10 z papierosem.

Co to za sposób... nie napiszę publicznie. Napiszę prywatnie każdej jednej osobie, która CHCE RZUCIĆ PALENIE. Nie prowadziłem żadnych badań, jednak skuteczność mojego sposobu oceniam na jakieś... osiemdziesiąt procent*.

Zatem, jeśli chcesz rzucić palenie - napisz do mnie maila**.

Warunek jest jeden: musisz NAPRAWDĘ CHCIEĆ. W mailu napisz czemu właściwie chcesz rzucić palenie.
Aha! I musisz mieć prawdziwe konto na Facebooku - podaj w mailu link do niego.

Wtedy ja napiszę co trzeba zrobić, ty to zrobisz i w iluśtam** przypadkach się powiedzie.



To na dziś tyle - nie paląc, całkiem spokojnie, biorę się za przygotowania do Świąt.

A później pójdę pobiegać**.






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX