#EPIZODY: O świątecznej atmosferze

O świątecznej atmosferze

Stałem w kuchni wsłuchując się w tykanie zegara, krople uderzającego o parapet deszczu, syk płonącego pod czajnikiem gazu, dudnienie wiatru wpadającego do komina, dźwięk telewizora w dużym pokoju, urywane dźwięki wydawane przez Najmilszą i jej siostrę, szczekanie psa w przedpokoju, miauczenie kota na klatce schodowej, sygnał karetki pogotowia wezwanej do któregoś z biorących udział w strzelaninie przed naszym domem policjantów oraz dźwięk wiszącego kilka metrów od kuchennego okna Błękitnego24 i zastanawiałem się nad dwiema rzeczami:

Po pierwsze - o czym napisać dzisiejszy tekst?
Po drugie - po cholerę Najmilszej i Monisi umiejętność naśladowania strusi?!

O tym, że święta idą wielkimi krokami, przypominała mi leżąca na ziemi sterta paczek z makaronem.
Wczoraj zajrzałem do reklamówki przyniesionej przez Najmilszą  i odkryłem swój prezent.
Następnie ona mi tę reklamówkę z ręki wyrwała mówiąc:
- Nie prosiłam, żebyś zaglądał - co najmniej jakby o zajrzenie do reklamówki z zakupami trzeba mnie było specjalnie prosić.
- Kurde, iksiksiks** - powiedziałem. - Ale fajnie!
A Najmilsza się obraziła o to, że wiem co dostanę.
Nonsens. 
W zamian musiałem obiecać, że publicznie napiszę co ona dostanie, więc piszę: Najmilsza, Monisia, Pan Tateusz, Mama Najmilszej, Zmora - wszyscy dostaną makaron.
Leży pod parapetem. Pół tony. Nagroda w konkursie.

O czym tu napisać?
O puzzlach?
Rzucanie palenia wywołało we mnie ciągłe poddenerwowanie i wśród pomysłów zmiany tego stanu przez: podanie środka uspokajającego, podanie alkoholu, związanie, uszkodzenie mózgu uderzeniem tępym przedmiotem, inteligentnym przedmiotem, zrobienie lobotomii lub wygnanie precz, pojawił się także pomysł żebym ułożył rodzinne puzzle.
- Kto, ja nie umiem? - uniosłem się na wyrażoną przez Najmilszą wątpliwość. - Potrzymaj mi moją zdezorientowaną i rozkojarzoną rzuceniem palenia psychikę!
Tym oto sposobem od paru dni układam "Lunch samobójców" - klnąc Charlsa Ebbetsa za niechęć do kolorów.
Belka, na której robotnicy siedzą jeszcze jakoś poszła, szubienica też. Siedzące postacie (z których trzy palą!) też nie sprawiły trudności nie do przezwyciężenia.

Jednak resztę będę układać metodą brutal force. Przykładam element do kolejnych miejsc układanki i jak nie pasuje - sięgam po kolejny. Na razie pasowały cztery.
Metoda opiera się jednak na założeniu, że historia o tym jakoby klocki puzzle były jak płatki śniegu i nie ma dwóch takich samych** jest prawdziwa.
Jeśli nie - cztery wyglądające na pasujące klocki mogą leżeć nie tam gdzie trzeba i do skończenia "pamiątkowych, rodzinnych** puzzli" będę musiał użyć nożyczek.
Licząc lecące za oknem krople deszczu zamyśliłem się nad  minionym tygodniem. "pięćset piętnaście milionów, siedemset czterdzieści tysięcy dwieście dwadzieścia dziewięć... w zasadzie nic ciekawego się nie wydarzyło... sześćset milionów, niby szczęśliwa kropelka, a i tak skończy w kałuży, w reklamach nieprawidłowo wypowiadają słowo sześćset... a właśnie..."

Reklamy, w których lektor mówi "szejset" zamiast "sześćset" są głupie.

"Sześć miliardów dwieście milionów... rozpadało się... właściwie gdzie jest ta zima...?"
Przeniosłem spojrzenie pod parapet.
"...a tutaj jest. Kartony, makaron... Pan Tateusz też dostanie makaron, dwie paczki!" - przypomniałem sobie jak w ubiegłym tygodniu pożyczyłem od niego prostownik do akumulatora i musiałem kombinować, żeby odnaleźć plus, bo w urządzeniu sam przerobił kable jeszcze za komuny, gdy czerwona izolacja nie istniała.
- Podłącz do żarówki - zaproponowała Monisia słysząc o moim problemie.
- I co? - zaciekawiłem się.
- I jak dobrze podłączysz plus do plusa to będzie świecić.
- A co się stanie jak podłącze plus do minusa?
- Nie będzie świecić!
- Może zrobi się nawet ciemniej? - podsunąłem.
- Możliwe - uznając, że zasługuję tylko na jedną błyskotliwą radę Monisia straciła zainteresowanie kontynuacją rozmowy.
Poniżej jest białą czcionką zapisany sposób w jaki sprawdziłem który kabel jest dodatni, a który ujemny. Zanim zaznaczysz go i przeczytasz - napisz w komentarzu swój pomysł na sprawdzenie tej informacji.

Zadzwoniłem do pana Tateusza.

"...Więc Tateusz dwa makarony. Mama Najmilszej... w zasadzie niewiele się w zeszłym tygodniu widzieliśmy, jeden makaron..."
Przypomniałem sobie, że to jest prezent świąteczny, a nie jakieś idiotyczne nagrody za obecność w opowiadaniach i dołożyłem cztery paczki wstążek. Niech ma. Poza tym - po tym, jak zapomniałem w sklepie dla  Najmilszej zapytać o jakiś kosmetyk, obie uczyły mnie mnemotechniki zapamiętywania.
- i10, musisz sobie coś wyobrażać - radziła Mama Najmilszej. Z każdym słowem powinieneś kojarzyć inne, które rozumiesz po swojemu.
- Jakiś przykład? - zmarszczyłem brew.
- Turkusowy eyeliner** - Najmilsza podrzuciła nazwę kosmetyku od którego zaczęła się rozmowa.
- Dobrze - Mama Najmilszej podniosła palec. - i10, z czym ci się kojarzy turkus?
- Z samochodem - zwizualizowałem sobie w głowie rubrykę kolor w dowodzie rejestracyjnym mojego poprzedniego samochodu. - Albo z dowodem rejestracyjnym.
- Z samochodem, pierwsze skojarzenie. A teraz z czym ci się kojarzy słowo eyelinener, pierwsza myśl, szybko!
- Dreamliner.
Obie przez chwilę na mnie patrzyły.
- Z czym? - zapytały jednocześnie.
- Taki samolot.  Matiz podniebnych szos, można by rzec.
 - Zielony? 
- Nie, często się psuje.
- Aha - Mama Najmilszej szła dalej. - Świetnie, to teraz idziesz do sklepu, myślisz "turkusowy dreamliner" i będziesz pamiętał żeby o co zapytać?
- Jak powie "turkusowy dreamliner" to wystarczy - stwierdziła Najmilsza. - Dadzą mu to, co trzeba.
- Hmmm... mając to w pamięci powiem "Toyota samolot" - oznajmiłem, po czym dyskusja o prawidłowych sposobach stosowania mnemotechnik wróciła do początku.

"Makaron..." - wpatrzony w kartony pod parapetem zastanawiałem się z czym kojarzy mi się to słowo... - "z rosołem chyba?"
W minionym tygodniu nie jedliśmy rosołu. Jak w poniedziałek zrobiłem zupę warzywną - tak na cały tydzień wystarczyła. Przesadziłem z solą.

Właściwie jedyna rzecz warta opisania, jaka się w ubiegłym tygodniu wydarzyła to rozmowa o pracę w charakterze Proroka, ale tę historię chcę opisać po Wigilii - moim zdaniem albo bardzo pasuje, albo bardzo nie pasuje - w obu przypadkach idealnie się na Wigilię nadaje.

A dzisiaj - cóż, pozostaje mi powiedzieć, że siedząc w kuchni, czekając na zagotowanie w czajniku wody na kawę i wsłuchując się w dobiegające dźwięki czuję tę ciepłą, świąteczną atmosferę.

Czego i Czytelnikom życzę.

Aha!
Monisia z Najmilszą nie naśladują głosu strusi tylko kazuarów.
Na wypadek ataku kazuara.






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX