#EPIZODY: O tablecie

O tablecie


Pierwsze teksty jakie wyszły spod mojego pióra, nie zostały napisane żadnym piórem, tylko według świadka tego wydarzenia - mojej mamy -  kredką świecową koloru czerwonego.

Ponieważ rzecz działa się w gospodarstwie dziadków na wsi, gdzie zawsze było mnóstwo zwierząt,  postanowiłem opisać to, co widzę. Z niezrozumiałej dzisiaj przyczyny nie wybrałem krowy, świni, kury ani barana. Pierwszym napisanym na drzwiach stodoły słowem  był "kot". Cóż, człowiek był młody i głupi. Na tyle głupi, żeby zapomnieć litery "t" w pierwszym napisanym wyrazie, więc w sumie wcale nie wiadomo, czy nie chciałem napisać "koń" albo nawet "Kołobrzeg"! 

Według mojej mamy wyraźną wskazówką była próba umieszczenia pióra, czyli wspomnianej kredki świecowej we wspomnianym kocie. 



Zwierzę mnie podrapało i uciekło, a ja przestałem lubić sierściuchy.



Ale nie przestałem lubić pisania.

W szkole pisałem długopisem i czasem ołówkiem. Kredą rzadko, bo nauczyciele woleli, żeby to, co miałem do napisania nie pojawiało się na tablicy. Wyjątkiem od tej reguły była matematyczka - magister Wiśniewska-Przeróbtonaułamekdziesiętny. Kredą zużytą tylko przeze mnie na jej lekcjach, można by zlikwidować kwestię głodu na świecie*.  



W tym samym czasie, choć dużo rzadziej, do pisania używałem też farby w puszce lub spraju**, co czasem miało konsekwencje, a czasem nie. Konsekwencją na przykład napisu na ścianie szkoły "dyrektor jest psychiczny" był apel, w trakcie którego kazano wandalowi wystąpić, albo co piąty uczeń zostanie powieszony. Szybko sprawdziłem, który jestem w rzędzie i spokojnie wlepiłem wzrok w okna gabinetu pielęgniarki.  
Chociaż następnego dnia korytarze szkolne nieco się przerzedziły - co było wielkim plusem - uważałem za nieludzkie karanie pozostałych uczniów dyndającym widokiem za oknami, zwłaszcza że Nowak, który wisiał na innej gałęzi niż pozostali, huśtał się niesynchronicznie**.
W ramach protestu kolejnej nocy podkradłem się, by na murze napisać "Solidarność z wisielcami", jednak już po pierwszym wyrazie skończyła mi się farba. Jej resztką nad "n" domalowałem szubienicę, machnąłem ręką i poszedłem do domu.
Ten drugi napis konsekwencji nie miał, przynajmniej dla mnie.

No i czasem, jak każdy, pisałem patykiem po ziemi, nogą po piasku oraz szminką po lustrze... chociaż nie - szminką po lustrze mi się nie zdarzyło.

To było pisanie analogowe.

Wszystko zmieniło się gdzieś w latach dziewięćdziesiątych gdy rodzice kupili mi ZX Spectrum**.
Co prawda sens miały tylko trzy komendy "load", "run" i "exit", ale gdyby ktoś chciał - mógł napisać znacznie więcej.
Ja akurat nie chciałem - czekałem na nowszy sprzęt i taki właśnie sobie kupiłem na przełomie tysiąclecia i mam go do dzisiaj.

A technika nie czekała na mnie. Japończycy nie powiedzieli  "Chotto, yoi, nan i10 no tame ni yoi koto wa, sekai no nokori no tame ni yoidesu**", tylko poszli naprzód i zlecili Chińczykom zrobienie tabletów.

Tak więc jakieś pół roku temu po raz kolejny odwracając mój złomowaty laptop do góry nogami, bo tylko tak daje się uruchomić powiedziałem: 
- Chcę tablet - okraszając wypowiedź kilkunastoma słowy, których przytoczenie niewiele zmieni w niniejszej historii, więc ich nie przywołam.
Normalni ludzie po takiej deklaracji idą do sklepu, kupują sprzęt i dzięki temu spełniają swoją zachciankę. To co mnie od nich odróżnia to sposób zarabiania na życie. Choć nie jestem już bezrobotny de iure, bo wylogowałem się z urzędu pracy, to stałej pracy przecież nie mam, co czyni mnie bezrobotnym de facto.
Ale miesiące wyrzeczeń, odejmowania od ust, (a w jednym przypadku od mordy) sobie, Najmilszej i Zmorze przyniosły efekt.
Uzbierałem sumę, z którą po tablet nie musiałem iść do Biedronki.

A gdzie?
No do Saturna.
Wygłupiam się. Potrzebowałem kupić tanio.
Więc gdzie?
Nie do Saturna.
W NieSaturnie sprzedawcy uparli się, żeby mi sprzedać coś co się nazywało Kiano. 
- Po co panu firmowy tablet, to jest lepsze od firmowego, po co płacić za markę? - przekonywali.
Nie wyjaśniałem im, że mam "prawie samochód", w którym właśnie nie zapłaciłem za markę i konsekwencje tego kroku ponoszę za każdym razem, gdy potrzebuję się przemieścić**.
Powiedziałem sprzedawcom, że mogą mnie mieć za idiotę, ale nie kupię czegoś, co w swojej nazwie zawiera "Kia" i wyszedłem.

A później zrobiłem to, co powinienem zrobić wcześniej.
Usiadłem i pomyślałem.
Nieskładnie mi szło - rzucenie palenia nie sprzyja koncentracji myśli, w końcu jednak po kilku, kilkunastu minutach doszedłem do właściwych wniosków, wróciłem do NieSaturna, na tablecie Kiano włączyłem przeglądarkę i w pasku adresu wpisałem adres znanego portalu aukcyjnego**.

Oraz nazwę tabletu, który chciałem mieć.
Pierwszy sprzedawca proponował sprzedaż za połowę ceny... NieSaturna.
Zadzwoniłem do gościa i usłyszałem, że trzeba od razu kupić dziesięć sztuk. 
Po chwili rozmowy zszedł do ośmiu, później do pięciu, na koniec do trzech. 
Niestety chciałem tylko jeden, poza tym płatność wyłącznie przelewem oznaczała, że facet sprzedaje tablety tak, jak ja kubki, a co nas różni, to że ja kubki naprawdę mam.
Więc podziękowałem.
Drugi sprzedawca  powiedział, że cena jest niska, bo tablet uległ zalaniu.
- Ale jak się go wysuszy, to powinien działać - zapewnił.
- A pan go nie może wysuszyć? Wie pan, najchętniej kupiłbym od razu suchy.
Chwila milczenia...
- Mogę... ale nie wiadomo ile to by trwało.
Spryciarz.
- Poczekam.
- Pan będzie czekał, a ja potrzebuję pieniędzy teraz.
Z taką argumentacją nie mogłem się nie zgodzić, jednak - mimo że lubię absurd - to w dawkach umiarkowanych, a koncepcja zakupu urządzenia, z którego będzie lecieć woda, zawierała go zbyt wiele. 
Zatem też podziękowałem.
A sprzedawca numer trzy nie odbierał telefonu, co mnie nieco zniechęciło, wysłałem do niego i dwóch kolejnych takiego samego maila pt. "pytanie o przedmiot", w którym prosiłem o informację czy przedmiot jest: bez śladów używania, sprawny, suchy, istniejący i czy można go kupić za pobraniem. Na końcu imię, nazwisko, numer telefonu, nara.
Więcej tabletów w niskich cenach nie było.
Więc zacząłem się przyglądać temu, który miałem w ręku.
I może nawet bym go w swojej głupocie kupił, gdyby nie to, że zadzwonił telefon.
- Pytał pan o tablet Samsunga?
Szybcy byli skubani, minęła może minuta? Dwie?
- Tak, pytałem.
- No więc mój sprzęt jest sprawny, istniejący, można kupić za pobraniem i nie ma żadnych śladów używania, bo jest nowy.
- Nowy?
- Nowy.
Po czym kupiłem go tanio, a nawet bardzo tanio, bo sprzedawca ma sklep, w którym telefony i tablety są... no tanio.


Sklep nie ma strony internetowej, ponieważ jego właściciel zamiast zająć się zrobieniem strony - zajmuje się czytaniem #Epizodów.
A ponieważ zapytanie wysłałem z maila i10@onet.pl - ...sami rozumiecie.
No i dogadaliśmy się, że on mi sprzeda tablet taniej, a ja w zamian nie zrobię nic.
Fajna umowa, jednak troszkę mi nie leży...

-------------------------------------------------
Blok reklamowy
Jeśli chcesz kupić tanio telefon, tablet, akcesorium albo coś - sprawdź cenę. Żeby to zrobić zadzwoń pod 
883001665 i pogadaj z Michałem.
(Koszt połączenia niczym się nie różni od kosztu połączenia z innym podobnym numerem**. )


Koniec bloku reklamowego
 
-------------------------------------------------
 
Zatem w ewolucji pisarskiej widząc przed sobą przepaść śmiało zrobiłem krok naprzód.

Czy to coś zmieni we wpisach na blogu... nie wiem.
Powinno być łatwiej.
Na pewno będzie łatwiej grać w gry - co z pisaniem tekstów, robieniem zdjęć jedzenia, sprawdzaniem pogody, słuchaniem muzyki i innymi rzeczami, które każdy właściciel tabletu robi?

Napisze jak sprawdzę.

Jeśli wszystko dobrze pójdzie - ten wpis jest ostatnim dodanym z komputera.
Kolejny powinien być z tabletu, a co dalej?

Przy moim tempie rozwoju technicznego przekonamy się nieprędko.








Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX