#EPIZODY: O makaronie po japońsku

O makaronie po japońsku

Akurat rozkręcałem laptopa, żeby sprawdzić czy mogę dołożyć do niego trochę RAM-u, gdy od strony hotelowych drzwi naszego pokoju dobiegło skrobanie.
W japońskich hotelach skrobanie w papierowe drzwi (zwane shoji) jest odpowiednikiem naciśnięcia dzwonka, krzyknąłem więc:
- Antre!
Po czym drzwi się rozsunęły ukazując hotelową gejszę**.

- i10-san, dyrektor kazał panu przypomnieć, że dzisiejszego wieczoru jesteście umówieni na popełnienie tradycyjnego harakiri.
- Co? - grzebiąc w pamięci zastanawiałem się o czym ona mówi.
- Dzisiaj po kolacji, harakiri, dyrektor - Najmilsza uznała, że przyda mi się streszczenie wydarzeń.
I wtedy przypomniałem sobie jak  poprzedniego wieczoru w recepcji wdałem się z kimś w dyskusję na temat dań, po czym mój rozmówca zaproponował zakład, że nie mam walizki wypchanej makaronem lepszym niż ichni******, a Najmilsza zapytała "a o co, tak konkretnie chce się pan założyć?".
A więc to był dyrektor hotelu?



- Tak mógłby kończyć się pierwszy dzień relacji z pobytu na wycieczce, gdybyśmy byli na prawdziwych wczasach! - Najmilsza wyłączyła monitor i odwróciła się w moją stronę.

Szkopuł w tym, że aby pojechać na wycieczkę i pisać z niej relacje - najpierw należy wygrać konkurs, a do wzięcia w nim udziału niezbędne jest przedstawienie przepisu na danie.
W składzie tego dania musi się znajdować makaron i to jest jedyna obowiązująca zasada.

- Ok. To może rosół? - kilka godzin wcześniej pierwsza złożona przeze mnie propozycja przepisu wzbudziła u Najmilszej podobny entuzjazm, jakbym poformował, że z powodów religijnych Oklahoma zmieniła nazwę na Oklahuma**.
- Kochanie, ale posłuchaj - nie zrażony brakiem reakcji kontynuowałem radośnie - niech to nie będzie twój rosół, o nie!
- A czyj?
- Twojej mamy!
O tym, że wybrałem niezwykle niewłaściwy moment, dla zacierania różnic zdań między mną i mamą Najmilszej, poinformował mnie krystaliczny brzdęk upadających na podłogę drobnych sopelków w jakie zamieniła się obecna w pomieszczeniu woda.
"Resublimacja" - pomyślałem i z mniejszym entuzjazmem spróbowałem się wytłumaczyć:
- Żartuję, żartuję. Przecież że nie rosół. Musi być coś innego. Przecież wszyscy zrobią rosół. - podrapałem się po szyi i coś mi się przypomniało- ...a poza tym jak to na "prawdziwych wczasach"!? - i besztając się w myślach za brak refleksu zakończyłem:
- Dziwnów ci się nie podobał?.
Najmilsza oparła ręce na stole.
Skrzyżowanie naszych wzroków niosło telepatyczny przekaz zrozumienia i propozycję wzajemnego wybaczenia rosołu oraz wczasów.
- i10, twierdzisz, że moja mama robi lepszy rosół ode mnie?!
A nie, nie niosło, nad telepatycznymi przekazami muszę jeszcze trochę popracować.
- Słoneczko... - sięgnąłem ręką do jej kolana, a ono w imieniu całej Najmilszej odsunęło się dając mi znać, że powinienem natychmiast przekonująco wytłumaczyć kwestię rosołu.
- Słoneczko.... - powtórzyłem - ...nie lepszy, absolutnie twój jest najlepszy, ale widzisz: żeby wygrać konkurs, trzeba znać przepis na oryginalne danie. A tylko twoja mama dodaje do rosołu... seler. - zakończyłem chyba mało przekonująco, bo kolano skrzywiło się pogardliwie.
- To wymyśl ORYGINALNY przepis! - powiedziała Najmilsza, zaś kolano zderzyło się z drugim i przysiągłbym, że usłyszałem dźwięk zatrzaskującego sejfu.

Są polecenia, do których nie można się nie zastosować.

Pisanie oryginalnego przepisu zacząłem od zadania sobie odpowiedniego pytania.
Brzmiało: "Jak brzmi odpowiednie pytanie?"
Następnie, żeby nie wpaść w nieskończoną pętlę zadawania sobie odpowiedniego pytania, zmieniłem je na: "Co takiego wiemy o makaronie, oprócz oczywiście tego, że się pali?"

Wiemy całkiem sporo, powszechnie znana jest nawet dziwaczna historia jego wynalezienia**, ale przede wszystkim można o nim powiedzieć jedno:

Makaron powinien być al dente!

(Aldentość makaronu sprawdzamy przy pomocy widelca lub twardościomierza, pamiętając by w celu zachowania bezpieczeństwa swojego i najbliższych korzystać wyłącznie z urządzeń posiadających odpowiednią homologację.)

Ustaliwszy priorytety zacząłem kilkudniową okupację kuchni, w której przecież, jak mawia Mama Najmilszej, czuję się jak "rybak w wodzie".

Z wymyślonych (i przetestowanych) przez te kilka dni przepisów w mojej pamięci utkwiły trzy.
Najbardziej ten, który utkwił również w moim żołądku, czyli makaron ze śmietaną. W skrócie chodziło o to, żeby kupić śmietanę i maczać w niej pokruszony makaron jako przekąskę i okazuje się, że albo dodałem za dużo szafranu, albo niestety "Chrupiące Świderki w Śmietanie", choć pyszne - mogą niektórym osobom zaszkodzić.
Druga fantastyczna potrawa, "Makaron z Sową" wymagała, po pierwsze - złapania sowy, po drugie - można ją przyrządzać wyłącznie na wiosnę, a konkurs jest już teraz.
Zatem mam przyjemność przedstawić trzecią z potraw:

"Makaron Et Dix Avec Feuille"



Potrawa jest prosta w przyrządzaniu, a jej podanie zapewni chwile ekstatycznej wręcz radości.

Składniki:

- makaron Czaniecki Literki
- główka sałaty
- papryka świeża
- oliwki

Z opakowania makaronu wybierz litery A,D, J, M, N, O, S, W, Y, po dwie literki "E" i "I", a także trzy literki "Z"

Wrzuć je do wrzącej, posolonej wody, (którą wcześniej zapraw łyżką stołową oleju, dzięki czemu makaron się nie poskleja w wielką sklejoną literkową grudę).


Od tego momentu masz cztery minuty i ani sekundy dłużej, makaron ma być al dente!
W tym czasie zatem:

- oderwij z sałaty jeden dość słuszny liść, umyj go i zostaw do obeschnięcia,
- ostrym nożem uciachaj z papryki niewielki plaster i przytnij go tak, by przypominał haczyk na ryby,
- przekrój oliwkę na pół.

Następnie wyjmij makaron, zjedz literkę "O" sprawdzając czy ma właściwą twardość i jeśli tak będzie - za pomocą pęsety (lub szpilki) ułóż na talerzu odpowiedni napis.
Przykryj całość sałatą... i gotowe!




Po zdjęciu liścia osoba, dla której przygotowaliśmy danie odsłania treść napisu.



Podawać z pierścionkiem i z keczupem lub sosem czosnkowym.



I to mogłoby być na tyle, gdyby nie fakt, że Najmilsza również przygotowała swój przepis na Makaron Literki.

W jej wersji jest to jednak deser, który należy podawać z bitą śmietaną oraz pokruszonymi tabletkami relanium, a ponieważ do jego przygotowania należy się zabrać kilka miesięcy wcześniej - nie będę podawał szczegółowego przepisu pozostając przy fotografii:








Wpis NAPRAWDĘ bierze udział w konkursie Makarony Świata.

Warto zajrzeć do linka i sprawdzić jak sobie radzi :)



zBLOGowani.pl

Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX