#EPIZODY: O tym, jak byłem u lekarza

16 października 2014

O tym, jak byłem u lekarza

Gran Canaria. Taka wyspa.
Rzadko choruję, a jak już choruję, to leczę się sam.
Grypa? Dużo witaminy C, czosnek, mleko z masłem i miodem, i do łóżka.
Angina? Dużo witaminy C, czosnek, mleko z masłem i miodem, i do łóżka.
Zatrucie pokarmowe? Odstawić czosnek i do łóżka.
Zwykle taka terapia działa, i j
eśli nie liczyć dentystów - mogę śmiało stwierdzić, że żaden lekarz nie widział mnie w swoim gabinecie od jakichś siedmiu czy ośmiu lat*

Prawdę powiedziawszy, nie chodzę też dlatego, że boję się, czy podczas takiej wizyty w pewnym momencie lekarz nie pokręci głową i nie powie:
"Panie i10, musimy porozmawiać" albo "musimy się przygotować na najgorsze", albo "czy myślał pan o zostaniu dawcą?". A ja jeszcze nie chcę ani rozmawiać, ani przygotowywać się na powrót do władzy tych, co za nimi nie przepadam, zaś oświadczenie woli noszę w portfelu odkąd skończyłem osiemnaście lat.
 

Niestety dopadła mnie choroba, na którą nie pomaga ani czosnek, ani mleko, ani leżenie w łóżku, ani nawet nalewka pana Tateusza.

Wszystko zaczęło się jakieś trzy tygodnie temu na działce, gdy Najmilsza wskazała mą pierś i zapytała:
- A co to?
- To ja! Twój koziołek! - odparłem starając się trzymać konwencji tego, czym się akurat zajmowaliśmy.
- Nie, nie - machnęła ręką - coś tu masz i10.
Po czym przystąpiliśmy do oglądania tego, co tam miałem.
Niewielkie kółko o nierównych brzegach.
Kształtu Gran Canaria.
- Może malinka? - spróbowałem zgadnąć.
- Musiałby ci ją zrobić Steven Tyler, to nie malinka - Najmilsza już siedziała przy komputerze wpisując w Google "nierówne plamy wielkości około czterech centymetrów na prawej piersi u mężczyzny".
Wyłączyłem kosiarkę** i zajrzałem jej przez ramię:
- Za mało precyzyjnie kochanie - zarechotałem. - Dopisz "Łódź, Stoki, jeździ Matizem".
Popatrzyła na mnie krzywo, i 
poszerzyła wyszukiwanie kasując "mężczyznę" oraz położenie plamki.
Wynik był jasny.
Na ekranie widniało dwadzieścia różnych, ale dość podobnych do mojego ugryzień kleszcza.
- Na to się nie umiera - wyraziłem swój optymizm - samo przechodzi. Tylko trzeba... eee... - sięgnąłem w głąb pamięci - ... tylko trzeba posmarować masłem**!
Najmilsza sprawdziła.
- Masłem można posmarować, jak kleszcz jeszcze w tobie siedzi. - poklikała - A z resztą nie. Wtedy też nie można. Tak, czy inaczej, musisz iść do lekarza.
- Nie muszę, samo przejdzie - powiedziałem włączając kosiarkę i poprawiając rogi i ogon z sexshopu. - Włącz kamerę.
A Najmilsza odpaliła sexdlaludzilubiacychjaksiekositrawenago.com i wróciliśmy do przerwanego zajęcia.


Dni mijały, na głowie przybywało siwych włosów, Zmora robiła się coraz bardziej zmorowata, Matiz robił się coraz bardziej zepsuty, za oknem robiło się na przemian ciemno i jasno, a plama robiła się coraz większa i bardziej podłużna. Ale jednocześnie coraz bardziej bledła, więc uznałem że się "wchłania".
Jednak kiedy po trzech tygodniach osiągnęła piętnaście centymetrów, jej brzegi nagle się zaczerwieniły, zaś mnie ni z tego ni z owego zaczęła boleć głowa.
Usiadłem do komputera, odpaliłem Google i sprawdziłem co powinienem zażyć. Czosnek? Masło? Może jakiś alkohol?
Mój optymizm był nieuzasadniony.
Ugryzienie kleszcza, borelioza, objawy: plama, osłabienie i ból głowy.
Efekty - kalectwo, śmierć.
Natychmiast poczułem ogarniające mnie osłabienie. Z kąta pokoju usłyszałem przepraszające chrząknięcie,  w sensie w jakim przepraszająco mógłby chrząknąć zasłaniający pół horyzontu, granatowo-czarny, burzowy cumulonimbus w kształcie kowadła**.
Podniosłem głowę nad ekran i zobaczyłem Go** stojącego z kosą w ciemnym kapturze.
- NIEKTÓRZY UTRUDNIAJĄ - powiedział - A TY NAWET NIE POSZEDŁEŚ DO LEKARZA.
Pokazał najszczuplejsze "lubię to" jakie w życiu widziałem.
- NIE ZECHCIAŁBYŚ PO PROSTU ODKRĘCIĆ GAZU?.

Na pogotowiu mnie nie przyjęli. Rzekomo przyjmują tylko nagłe zdarzenia i jeśli kogoś kleszcz ugryzł trzy tygodnie temu, to trudno to zdarzenie nazwać nagłym. Im było trudno, mi nie.
Piętnaście minut później powiedzieli, że mnie pamiętają, i że gdyby kleszcz ugryzł mnie "przed chwilą" - nie mogłaby mi się zrobić "wielka śmiertelna plama".
Poradzili iść spać, a rano pójść do przychodni.

Nie poszedłem - nie będąc pewnym, czy dojdę, tak byłem osłabiony - zadzwoniłem.
- Chciałbym się zapisać do lekarza.
- Jakiego?
- A jakiego macie?  Chyba potrzebuję boreliozologa, jest taki? Kleszcz mnie ugryzł i umieram.
- Niech pan przyjdzie na trzynastą. - powiedział głos w słuchawce. - Będzie lekarz ogólny, jemu pan to powie.
Punkt trzynasta moja blada, śmiertelnie chora twarz pojawiła się w okienku recepcji i podjęła skazaną na niepowodzenie próbę wykonania uśmiechu.
- Ja do lekarza. Miałem być o trzynastej.
- Lekarz właśnie wyszedł - rzuciła nie odwracając się recepcjonistka.
- Co?
- Był do trzynastej. Będzie jutro.
- Dzwoniłem rano - czułem ogarniającą moje umierające na boreliozę ciało furię - i ktoś mi powiedział, że mam przyjść na trzynastą, bo wtedy lekarz przyjdzie, a nie wyjdzie!
- Musiał pan źle usłyszeć - dając do zrozumienia, że skończyliśmy podniosła telefon, wykręciła numer i zaczęła z kimś gaworzyć.
Dając do zrozumienia, że nie skończyliśmy stałem i czekałem, aż przestanie.
- Proszę zawołać kierownika tego bałaganu. Chcę złożyć skargę.
Na te słowa wewnątrz recepcji otworzyły się drzwi i do pomieszczenia wszedł facet w fartuchu.
- Kto chce złożyć skargę?
- Ja - wypiąłem chorą na boreliozę pierś. - Dzwoniłem rano i ktoś, być może ta pani, kazał mi przyjść o trzynastej! No i mamy trzynastą, mamy? - wskazałem palcem zegar - mamy! A od tej pani - przeniosłem palec na recepcjonistkę - dowiaduję się, że się przesłyszałem! Że lekarz był do trzynastej, a nie od trzynastej. Borelioza nie powoduje omamów!
- Pan ma boreliozę? - zainteresował się.
- Mam - posmutniałem.
- Skąd pan wie?
- Z internetu. I mam plamę w kształcie Kostaryki.
- Aha. To chodźmy do gabinetu.
I poszliśmy do gabinetu.
- Trzy tygodnie temu było mniejsze i miało kształt Gran Canaria. A teraz - klepnąłem się ręką - sam pan widzi.
- No tak - przyjrzał się. - Rzeczywiście. Ale ugryzienia nie widzę. Gdzie ugryzł?
Spojrzałem w dół.
- W okolicach San Jose.
- Na wczasach?
- Można tak powiedzieć. Na działce.
- Ma pan tam działkę?
- Gdzie?
- W San Jose.
- Nie, pod Sieradzem.
Przez chwilę obaj patrzyliśmy przed siebie.
Otrząsnął się pierwszy.
- Dobrze, nieważne. Kiedy ugryzł pana ten kleszcz?
- Właśnie nie jestem pewien. Na pewno wcześniej, niż trzy tygodnie temu.
- No, to spokojnie. Jeszcze nie ma pan boreliozy, to tylko rumień. - zaczął wypisywać receptę - Jak nazwisko?
- i10. Ale do tego głowa mnie boli! To objaw.
- Zapewne przeziębienia. - skończył pisać. - Weźmie pan ten antybiotyk przez dziewięć dni. Jedna tabletka dziennie i w czasie przyjmowania nie jeść nabiału. A ten drugi - podsunął drugą kartkę - jest w spraju. Trzeba smarować nim zmiany. Niech pan leży w domu i niech żona, czy ktoś robi panu herbatę i się pana słucha, cokolwiek pan będzie chciał. I koniecznie niech panu robi bardzo smaczne kanapki. Ale przede wszystkim niech się pana słucha! - podkreślił**.
- A za dziewięć dni na kontrolę.
- Dobrze. Dziękuję.
- I proszę powiedzieć w recepcji, żeby przynieśli tu pana kartę.

Po czym w recepcji się okazało, że nie mam żadnej karty, dopiero musimy ją założyć.
I że za następną wizytę będę musiał zapłacić, chyba, że się do tego czasu znowu zarejestruję jako bezrobotny albo ubezpieczę.
Zobaczymy. Moim zdaniem wcale nie jest pewne, że dożyję. W końcu to borelioza...

Z drugiej strony - przez dziewięć dni Najmilsza musi mi współczuć i się mną opiekować. Nie będę więc musiał słuchać jej wykładów na temat  "zasadnicze, bardzo widoczne różnice między wyspami, na które normalni ludzie jeżdżą na wczasy, a Wolinem".








Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX