#EPIZODY: O teatrze

10 października 2014

O teatrze

Byłem w teatrze.
Nie jest to rozrywka jakiej oddaję się codziennie. Nawet nie co tydzień. Łatwiej byłoby mi sobie przypomnieć, kiedy ostatnio byłem w więzieniu, niż w teatrze.

Ale skoro pojawiła się okazja...


- Najmilsza! Pojawiła się okazja! - tymi właśnie słowy ściągnąłem jedyny jasny promyk na firnamencie  mojego smętnego życia przed monitor, na którym miałem wyświetlony oczojebny, mrugający napis "OKAZJA".
- O co chodzi? - stanęła za mną i zaczęła czytać:
- "Zniżka do kina Silverscream przy zakupie..."  przewiń dalej - ponagliła mnie, więc przewinąłem.
- "...stu biletów."
Poczułem pukanie palcem w głowę.
- Sto biletów? Zgłupłeś? Pójdziemy do kina z jednostką wojskową?
- Nie, zobacz - przewinąłem stronę jeszcze kawałek - te bilety można wykorzystać przez dwa lata!  Czyli pójdziemy do kina pięćdziesiąt razy! A jakby chodziła z nami Monisia...
Zamyśliłem się licząc w głowie ile to razy byśmy poszli do kina w składzie trzyosobowym.
- i10, a niby jak często chodzimy do kina? Raz w miesiącu? Góra. Góra raz w miesiącu! I to w dodatku jak ty wybierzesz film, to tych wyjść mogłabym  w ogóle nie brać pod uwagę! Na przykład norweskie kino zaangażowane. Była pusta sala przypominam ci! Pusta sala jeśli nie liczyć tych Norwegów, co się całowali w kącie! A na "Lucy" też przypominam, że poszedłeś sam. Chociaż... w zasadzie nie lubię  fantastyki... Nie rozumiem też, co niby takiego ciekawego jest w Scarlett Johansson...
- Trzydzieści trzy.
- Co?
- Z Monisią moglibyśmy pójść trzydzieści trzy razy. A później poszedłbym na coś sam.
- Ty mnie w ogóle nie słuchasz? Właśnie ci wytłumaczyłam, że ta okazja nie ma sensu! A poza tym...- kobiecym gestem odgarnęła włosy i stanęła z wzrokiem zatopionym w oddali oznaczającym, że powinienem się zapytać co poza tym.
- A co poza tym kochanie?
- A poza tym chciałabym pójść do teatru!
- Po co?
I wtedy Najmilsza się na mnie obraziła.
Powiedziała, że jestem cham i prostak i jeśli ja nie rozumiem, czemu ludzie chodzą do teatru - ona nie rozumie co jeszcze ze mną robi i musi przemyśleć nasz związek.
- Najmilsza, wygłupiam się.... - otworzyłem program pocztowy. - ...wiem po co się chodzi do teatru - przesuwałem maile z ostatnich dni szukając jednego konkretnego tytułu.
- Niby po co? - ton jej głosu wyraźnie wskazywał, że lepiej, żebym nie żartował. 
Znalazłem interesujący mnie mail i kliknąłem.
- Żebyś mogła się pokazać w jakiejś ślicznej sukience - zarechotałem i odwróciłem laptop w jej stronę.

"Drogi i10 - brzmiała treść wiadomości - w ramach Miesiąca Teatrów Groupon proponuje ci wyjście do teatru. Jeśli napiszesz o tym na blogu - bilet dostaniesz za darmo. A tak w ogóle, to masz fajnego bloga."
Prawdę mówiąc treść wiadomości była nieco dłuższa, mail zajmował dwa ekrany, ale jeśli pominąć wszelkie "zobowiązania", "zatemy", "októrymmowy" i "jednakowoże" - sprowadzała się właśnie o tego, co napisałem.
- Hura! Idziemy do teatru! - Najmilsza podskoczyła do góry.
- Zauważ, że muszę napisać o Miesiącu Teatrów na blogu... - przywołałem ją spod sufitu, a w jej wzroku zobaczyłem, że jeśli w celu pójścia do teatru trzeba będzie napisać powieść , lepiej dla mnie, żebym miał już w głowie pierwszy rozdział  - ...oczywiście to zrobię.

Miesiąc Teatrów Groupona



Październik 2014 jest Miesiącem Teatrów, co oznacza, że w tym miesiącu korzystając z linków, które podam na końcu można kupić bilety taniej.
Jest to doskonałą okazją do:
- obejrzenia ciekawej sztuki
- obejrzenia nieciekawej sztuki
- pośmiania się na komedii
- popłakania na dramacie
- zobaczenia jak właściwie wygląda ten cały teatr
- spotkania ciekawych ludzi
i pokazania swojej żony/dziewczyny/sympatii/konkubiny/jakiejś laski w fajnej sukience.

Ale przede wszystkim jest okazją do miłego spędzenia czasu. 
Więc warto.

Zgodnie z obietnicą linki:
Link pierwszy - jeśli z niego skorzystacie i zdecydujecie się na zakup - dostanę osiem procent od każdej transakcji.

http://www.groupon.pl/occasion/czlowieku-troche-kultury 

Link drugi - to w przypadku, gdybyście nie chcieli, żebym dostał osiem procent, ale mimo wszystko chcielibyście skorzystać z oferty Groupona.    

http://www.groupon.pl/occasion/czlowieku-troche-kultury-a-i10-niech-się-wali

Bez względu na to, czy macie zamiar się do teatru wybrać, czy nie - zachęcam do sprawdzenia ile właściwie kosztuje bilet do teatru :) (Nie mam żadnych pieniędzy za ilość kliknięć.)

Powyższa część tekstu była sponsorowana.

A później zadzwoniłem do Groupona, powiedziałem, że świetny pomysł i że wybraliśmy sztukę.
Akurat "my wybraliśmy", Najmilsza wybrała.
Teatr Lutnia - "Pod niemieckimi łóżkami".
- Dobra książka... - zaczęła Najmilsza.
- Nie czytałem.
- ...twoja strata. Poza tym zobacz obsadę.
Zobaczyłem.
- I kto to jest?
- Ten występował w "Rancho" i w "Magdzie M." - pokazała pierwsze nazwisko. - A ten zaś w "Na dobre i na złe", był lekarzem... - popatrzyła na mnie i nie znajdując zrozumienia przeniosła palec na samą górę listy - ...a to jest przecież  Karolina z "Niani Frani"!
- A to wiem.
I z przeciętną znajomością obsady po przekazaniu Grouponowi na co chcielibyśmy iść i przekazaniu nam biletów poszliśmy zażywać kultury.


Zażywanie kultury


Strój do teatru:
Zdaniem Najmilszej - krawat*.
Moim zdaniem - wystarcza marynarka.

Wyżywienie:
Jest na miejscu, nie trzeba brać kanapek ani termosa.

Problem był tylko jeden - wybierając się do teatru należy wziąć pod uwagę możliwe wypadki losowe takie jak zepsucie się pojazdu po drodze, wypadek po drodze, oblanie się kawą po drodze i brak drogi po drodze, bo w końcu, kurde,  mieszkamy w Łodzi, w której rozkopane jest już prawie wszystko, a jeśli nie jest to na pewno za parę dni będzie.
Wziąłem te rzeczy pod uwagę i chociaż pojazd się nie zepsuł, nie przydarzył się wypadek, nikt nie oblał się kawą, a dzięki zaplanowaniu trasy przez Skierniewice udało nam się dotrzeć pod wskazany adres dziesięć minut przed czasem to  nie wziąłem pod uwagę jednego.
Że pod wskazanym adresem nie będzie teatru.
A dokładniej - że nie będzie wskazanego adresu.
Teatr Lutnia mieści się Piotrkowskiej 243 i wiedziałem, że to nie jest ta znana całej Polsce część Piotrkowskiej wypełniona  trotuarem, latarniami, barami, bankami i witrynami z napisem "wynajmę".
To jest ta mniej znana - ta, po której jeżdżą tramwaje - sprawdziłem na mapie.
Ale pomiędzy numerem 239, a 247 nie ma żadnych numerów.
Nic, null, niente.
Przeszliśmy ją kilka razy i za czwartym, czy piątym kółkiem zostaliśmy zaczepieni przez pana degustującego w bramie napój "Janosik" o ile dobrze przeczytałem na butelce.
- Panie kierowniku - zacharczał. - Szukacie może... - odchrząknął i pociągnął łyka, co jednak nie zmieniło... pulmunologicznej barwy głosu   - ...teatru Lutnia?
- Skąd... - byłem zaskoczony, spodziewając się, że zapyta czy szukamy guza, wrażeń, narkotyków, kogoś, kto za niewygórowaną opłatą zgładzi wskazaną przeze mnie osobę. - ...skąd pan wie?!
- A bo przed spektaklem wszyscy szukajom. Dlatego śledzę repertuar.  - wyszczerzył zęby i machnął butelką. -  Za tamtym rogiem w prawo. Dorzuci kierownik pięćdziesiąt groszy do wina?
Z podziwu dla znalezienia odpowiedniej niszy na rynku (a raczej bramy) dorzuciłem złotówkę.

Nie spóźniliśmy się, jednak gdy tylko usiedliśmy - jeden z aktorów, chyba ten co grał w "Rancho", wyszedł na scenę i się zaczęło.

Sztuka była świetna, uśmialiśmy się.
W zasadzie "Pod niemieckim łóżkami" jest parodią działania polskich mediów przedstawioną w bardzo, bardzo krzywym zwierciadle... ale nie będę więcej opowiadał, żeby każdy sam mógł się przekonać.
Co ciekawe - mimo, że aktorów było troje - miałem wrażenie, że jest ich więcej - bo po kolei wcielali się w coraz to inne postaci popkultury, od "Damiana Olbrańskiego", poprzez "braci Mroczak", aż po scenarzystkę "Ilonę Łapkowską" i w Jana Pospieszalskiego,którego nazwisko nawet nie padło, ale postać została przez Bartosza Opanię genialnie sparodiowana przy pomocy kilku gestów.
Pojawili się politycy, o których nie napiszę,  bo po co o nich pisać.
W każdym razie było świetnie.
Jak to w nowoczesnych sztukach była interakcja z żywo reagującą publicznością i całkiem nie jak w nowoczesnych sztukach nie było nagości, seksu ani zjadania kotów.
Na koniec, gdy wszyscy wychodzili, poszedłem na zaplecze zwane z niemiecka garderobą i poprosiłem aktorów o zdjęcie, a oni się zgodzili.

Aktorzy z Kubkiem Nie Rzucającym Cienia. Czemu nikt nie patrzy na aparat?
Bo po mojej lewej stronie stała Najmilsza.



Przede wszystkim został osiągnięty najważniejszy cel:



Po zakończeniu przedstawienia - gdy przy szatni  pomagałem Najmilszej założyć kurtkę, wszyscy, dosłownie wszyscy, którzy koło nas przechodzili na moment zatrzymywali wzrok na jej sukience. Mężczyźni z podziwem, a kobiety... jak to kobiety, różnie.


A ja stałem dumny jak paw, mimo, że byłem jedyną osobą pod krawatem jeśli nie liczyć kelnera.





Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX