#EPIZODY: O legendzie

14 września 2014

O legendzie

Wyjechaliśmy z Najmilszą na wczasy.
To nie są takie prawdziwe wczasy, bo po pierwsze: spędzamy je z moją rodziną, a po drugie: z tego powodu, co po pierwsze - nic nie płacimy. Nad morzem mieszkaliśmy u mojej siostry, a w Szczecinie zatrzymaliśmy się u rodziców.
Ale postanowiłem wyjazd  nazywać wczasami - dzięki temu będę miał argumenty w nieuchronnej dyskusji pod tytułem "dlaczego w tym roku nie wyjechaliśmy na wczasy".
- Jak to nie wyjechaliśmy?! - powiem oburzonym głosem. - A WE WRZEŚNIU TO CO?

Po czym zostanę zakrzyczany i dyskusję przegram. Ale argument będzie.

Żeby wszyscy mieli przyjemność z WCZASÓW - Zmorę zostawiliśmy rodzicom Najmilszej. Oni będą mieli frajdę, pies będzie miał frajdę, i my będziemy mieli frajdę, bo jak ich znam - po powrocie będziemy mogli z Najmilszą siąść w pokoju i Zmorę do siebie turlać, mimo że przed wyjazdem Najmilsza zapowiedziała "karmcie ją tylko tym co w puszkach". Już widzę, jak będą!

Jak wspomniano - wyjazd rozpoczęliśmy od wizyty nad morzem.
Było bardzo pogodnie. Gdy facet od prognozy pogody z TVN mówił: "burze!" - cały dzień świeciło słońce. Dałem spokój z TVN. Gdy kolejnego dnia babka w TVP 1 przepowiadała opady i przymrozki, a więc nieuchronną gołoledź - do słońca dołączył upał. Skreśliłem TVP 1 i od razu TVP 2, bo zauważyłem, że pokazują tę samą mapę.
Na czas prognozy pogody dla Dziwnowa Polsat zmienił swoje logo na wielką kroplę i przepowiedział powódź. Wirtualna z Onetem zapowiedzieli wybuch wulkanu, zaś Google - wydawałoby się firma, która wie wszystko - uderzenie meteorytu.
A tu słońce, bezwietrznie i upał.
- i10, nie słuchaj prognoz pogody - wyjaśnił mi szwagier. - To jest tak, że w pobliżu nie ma swojego pensjonatu nikt z rządu.
- I co? - zainteresowałem się wpływem ilości pensjonatów rządowych na prognozę pogody.
- I to, że oni nie chcą, by ludzie przyjeżdżali do Dziwnowa. Oni chcą, żeby ludzie jeździli do ich pensjonatów! W góry! Albo do Sopotu!
Szwagier przedstawia mi tę teorię spiskową od wielu lat, nigdy w nią nie wierzyłem. Uważałem, że to podobne bzdury jak to, że Kennedy'ego zabiło CIA, albo że w Klewkach byli Talibowie.
W tym roku doszedłem jednak do wniosku, że coś w tym musi być.

Tak więc w promieniach słońca spędzaliśmy WCZASY na szczecińskim wybrzeżu odwiedzając okoliczne plaże i miejscowości. Mimo upału wszystkie raczej puste, w końcu mamy wrzesień**.
Odwiedzając te miejsca przekazywałem Najmilszej wiążące się z nimi podania i legendy. Nawet, jeśli były to podania i legendy znane do tej pory jednej osobie. Mi.
Dzięki temu wycieczka była dla Najmilszej ciekawsza i dzięki temu podczas nieuchronnej dyskusji będę mógł mówić, że na WCZASACH byliśmy w miejscach legendarnych.

Tak dotarliśmy na przykład do Trzęsacza, z którym wiąże się ciekawa, całkowicie prawdziwa historia.
W miejscowości stoi jedna ściana kościoła.
- O tu stoi jedna ściana kościoła - powiedziałem Najmilszej, wskazując jedną ścianę kościoła. - Wiąże się z nią pewna historia...

LEGENDA O JEDNEJ ŚCIANIE KOŚCIOŁA W TRZĘSACZU

- Dawno, dawno temu, a konkretnie w tysiąc dwieście którymś roku, żyła tutaj pewna niewiasta - powiedział i10 i spojrzał Najmilszej głęboko w oczy. - A słynęła ona z urody tak wielkiej, że przyjeżdżali do niej młodzieńcy nawet z Kamienia Pomorskiego!
- I z Łodzi? - zaśmiała się Najmilsza.
Choć perłowy śmiech ukochanej brzmiał dla i10 jak cudna melodia na świetnej letniej housowej imprezie - postanowił w miarę trzymać się realiów epoki i zbytnio nie odbiegać od faktów historycznych.
- Z Łodzi nie przyjeżdżali - rzekł. - Łodzi wtedy nie było. Znaczy była, ale jej mieszkańcy siedzieli na drzewach i rzucali w siebie odchodami.
Najmilsza na chwilą zrobiła nadąsaną buzię, ale i10 przygarnął ją męskim ruchem** i ponownie zajrzał głęboko w oczy.
- Dziewczyna była tak piękna, że w ogóle nie chciała znać nikogo z Łodzi, ale niech ci będzie, przyjeżdżali do niej nawet z Rzymu.
- Czy była podobna do mnie?
- Nie.
Źrenice, w które wpatrzony był i10 zwęziły się, więc dokończył szybko:
- Była od ciebie dużo brzydsza.
I tym sposobem mógł kontynuować.
-...przyjeżdżali do niej w konkury chłopcy z całego świata. Z Rzymu, z Nowego Jorku, nawet z Australii. Ale ona żadnego nie chciała.
- Czemu?
- No właśnie nie wiadomo.
Ponieważ opowieść toczyła się na ławeczce przed rzeczoną ścianą - zaczęła się jej przysłuchiwać przygodna para turystów, która doszła do wniosku, że i10 wie, co mówi.    
- Jak to nie wiadomo? - kobieta była wyraźnie rozczarowana.
- Zaraz do tego dojdę - i10 wyjął z torby opakowanie Desmoxanu i wycisnął jedną tabletkę na dłoń. Najmilsza podała z plecaka do popicia wodę.
-
Nie wiadomo... - i10 podrzucił tabletkę do góry, i otworzył usta, jednak tabletkę schwytała w locie przelatująca mewa. Wycisnął więc drugą tabletkę i już nie podrzucał, tylko połknął i popił - ...nie wiadomo,  ponieważ była to dziewczyna niemowa.
- Ideał kobiety - mężczyzna z przysłuchującej się pary pokiwał głową, a jego towarzyszka szturchnęła go w bok.
- Dokładnie - potwierdził i10  i widząc wzrok Najmilszej dodał - choć są kobiety, których warto słuchać!
I po tym oczywistym kłamstwie kontynuował:
- Była piękna, była niemową i postanowiła pójść do klasztoru. Jednak tak się złożyło, że w okolicy nie było żadnego klasztoru "O ja nieboga, co ja pocznę" - mówiła piękna dziewczyna do siebie.
- Mówiła? - Najmilsza spojrzała powątpiewająco.
- W myślach mówiła.- i10 nie dał się złapać -  Niemi mogą mówić do siebie w myślach! Nie przerywaj, tylko słuchaj.
- A nie mówiłem? - wtrącił turysta czym zarobił na kolejnego kuksańca.
- No i ta piękna dziewczyna nieboga ogłosiła konkurs. "Wyjdę za tego, który zaprojektuje najfajniejszy kościół" powiedziała. W myślach powiedziała! I zapisała to na kartce.
- To kościół czy klasztor? - chciała wiedzieć Najmilsza, a turyści uciszyli ją syknięciem.
- Kościół, klasztor, jeden diabeł. Wtedy na kościoły mówiło się klasztor. Kazała zaprojektować kościół. I zjechali się architekci z całego świata. A ponieważ to było dawno temu - architektów było niewielu. Raptem siedmiu.
- Siedmiu? - zdziwiło się kilka głosów, bo w międzyczasie grupa słuchaczy powiększyła się o wycieczkę z Bytomskiej Fabryki Rzeczy, Które Się Robi w Bytomiu.
- Tak - potwierdził i10. - Wtedy na świecie było siedmiu architektów, a sława pięknej dziewczyny była tak wielka, że przyjechali wszyscy. Nawet ten zezowaty z Pizy. Jednak dziewczynie najbardziej przypadł do gustu projekt młodego architekta z Haiti. Widać było, że chłopak nie miał pojęcia o budowaniu z cegieł, ale dziewczynę urzekły orientalne kształty.
- Haiti nie leży w Oriencie - rzucił z tłumu jakiś mądrala.
- A czy ja mówiłem, że młodzieniec z Haiti zrobił projekt na modę haitańską? Zrobił projekt orientalny! Wiecie, co z nim zrobić - i10 zwrócił się do stojących obok mądrali turystów i przy dźwiękach kopniaków i świstów uderzających  lasek kontynuował:
- ...niestety, mimo, że projekt haitańczyka był najpiękniejszy - rodzina nie pozwoliła jej się z nim ożenić.
- Wyjść za mąż - wyrzęził mądrala i stracił przytomność.
- Tak - i10 rozejrzał się po twarzach - wyjść za mąż też nie.
- Czemu? - zapytała strwożonym głosem Najmilsza.
- Bo to był murzyn!
Przewodnicy niemieckich wycieczek szybko przetłumaczyli ostatnie zdanie swoim podopiecznym, a ci pokręcili
aryjskimi głowami z dezaprobatą dla, choć historycznego, to jednak rasizmu.

- I wtedy architekt z Haiti rzucił klątwę.
- Jaką? - zaszemrał tłum.
- Zapowiedział, że jeśli nawet kościół tutaj powstanie, wpadnie do morza! I tak się stało. Zaraz po tym, jak zjedzono ostatni kawałek Haitańczyka, mieszkańcy zbudowali kościół sami. Po to, żeby śliczna dziewczyna nie musiała nigdzie wyjeżdżać. To jest ostatnia ściana tego kościoła! - i10 wyciągnął rękę w stronę ostatniej ściany.
- I trzeba wiedzieć, że w momencie zbudowania w roku tysiąc dwieście którymś, kościół stał... - podniósł rękę w stronę nieba i zakończył:
- DWA KILOMETRY OD MORZA!
Zawiesił na chwilę głos i lekkim kopnięciem odsunął mewę, która siedząc na ziemi i machając skrzydłami  usiłowała wyżebrać kolejną tabletkę Desmoxanu.
- Niestety wtedy zadziałała klątwa. Kościół zaraz po wybudowaniu zaczął przesuwać się w stronę brzegu. Mieszkańcy Trzęsacza robili wiele, żeby powstrzymać ucieczkę budynku. Przywiązywali go do drzew, do słupów wysokiego napięcia, ale w końcu to budynek, nie pies! Wieczorem przywiązany, a gdy rano wszyscy się budzili - liny były zerwane, zaś wierzący i praktykujący mieli do świątyni sto metrów dalej.
Dwie starsze kobiety zemdlały, służby porządkowe szybko zrzuciły je z urwiska i i10 mógł kontynuować:
- Pojawił się nawet pomysł, żeby budynek przyspawać, jednak pamiętajmy, który był to rok! Pierwsza spawarka miała się pojawić dopiero za sześćset lat! Pomysł więc nie został zrealizowany...

Tu przerywając opowieść, i10 wycisnął kilka tabletek Desmoxanu, by rzucić je ptakowi, który w międzyczasie pokazywał pantomimę obrazującą przesuwający się kościół i próby jego powstrzymania, a obecnie stał i wpatrywał się błagalnie wielkimi, mewimi oczami.
Chowając prawie puste opakowanie do kieszeni i10 rozejrzał się po obserwujących go twarzach, kamerach i osłaniając ręką twarz przed naprędce ustawionymi reflektorami, kontynuował.
- I ten kościół tak się przesuwał, przesuwał...  aż spadł. Została ta tylko ściana. Wszystko przez klątwę Woodoo.

Słuchacze pokiwali głowami i pomału rozeszli się do swoich zajęć. Umilkł terkot kamer, śmigłowce telewizyjne jeszcze chwilę powisiały w powietrzu, ale widząc, że to koniec - też odleciały.
Przed ścianą został tylko i10 i Najmilsza.

Tak. Przed ścianą ruin kościoła zostałem tylko ja i Najmilsza. Mewy siedzącej na moim ramieniu i pogwizdującej "Wind of Change" nie liczę.
I chociaż legenda o ścianie jest równie prawdziwa jak oficjalne prognozy pogody dla Dziwnowa to naprawdę ją opowiedziałem.

Wracając do tematu: opaliliśmy się, nazbieraliśmy muszelek i odwiedziliśmy wszystko, co warte odwiedzenia w tym:
Wapnicę i jezioro, w którym żyje smok;
wzgórza, na których Hitler próbował nawiązać kontakt z UFO;
przejście graniczne w Świnoujściu i zrobione przez Indian podkopy,
oraz miejsce, w którym wbrew temu, co twierdzą książki NAPRAWDĘ odbył się chrzest Polski,

po czym przenieśliśmy WCZASY do Szczecina.
O czym - ze względu na objętość tego tekstu opowiem w tygodniu.



Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX