#EPIZODY: O knedlach

O knedlach



Gdy po zakończeniu drugiej wojny światowej na Ziemie Odzyskane zaczęli przybywać osiedleńcy - byli wśród nich moi dziadkowie.
Mając do wyboru dowolne miejsce, w którym mogli zamieszkać, jak na przykład Wrocław, Opole, Szczecin, Międzyzdroje, czy Gdańsk* - wybrali najmniejszą dziurę gdzieś w połowie drogi do wszystkich wyżej wymienionych.
Dzięki temu mieli wszędzie daleko.

Dziura składała się z ośmiu gospodarstw na krzyż i krzyża na środku dziury. Nosiła nazwę Hitleralgemajnecajtung, czy jakoś równie idiotyczne, więc pierwszą rzeczą,  jaką zrobili moi dziadkowie była zmiana nazwy dziury.
Dziadek Lutek podłożył więc bombę pod tablicę z nazwą dziury i rozpalił na niej ognisko. Dzięki temu tablica zniknęła, a wraz z nią pięć z ośmiu gospodarstw. Jedno z pozostałych zajęli dziadkowie, a dwa kolejne znajomi, po których jak mi się wydaje, dziadek zadzwonił.
. Chociaż może nie dzwonił, może przyszli tam razem z nim, nie jestem pewien tej części rodzinnej legendy. W każdym razie były trzy gospodarstwa i cztery rodziny przybyłe z podkieleckiej miejscowości, którą Niemcy zrandomizowali z pejzażem jednym celnym trafieniem sporej bomby. Po powrocie z wojny dziadek ze znajomymi chwilę postali nad kraterem, po czym pomyśleli "a chrzanić to" i pojechali szukać szczęścia pod Pyrzycami.
O, tak było, nikt po nikogo nie dzwonił.

Po wysadzeniu oryginalnej faszystowskiej tablicy dziadek wziął deskę i przy pomocy sera zmieszanego z mlekiem** napisał na niej nową nazwę miejscowości.
Nowy Jork.
Niestety kilka miesięcy później władze Polski Ludowej nie znajdując uznania dla pomysłu ojca mojej mamy, nadały dziurze inną, całkowicie głupią i nie pasującą nazwę i to jest powód, dla którego Nowy Jork nie leży w okolicach Pyrzyc, oraz powód dla którego dziura nie rozwinęła się w wieś, następnie w miasteczko, później w miasto by na koniec stać się centrum czegośtam.
Z nazwą, jaką nadały władze po prostu nie mogła.
Ale w momencie, o którym opowiadam, na desce było napisane Nowy Jork.

Ponieważ Niemcy opuszczający dziurę złośliwie zaminowali wszystko, co było do zaminowania - następnym krokiem było pozbycie się materiałów wybuchowych z domów, szop, stodół, piwnic, obejść. Jednak bomby zamontowanej w koniu nie udało się obejść, przez co gdy jeden ze znajomych dziadka po gospodarsku poklepał zwierzaka - zwierzak wybuchł i  liczba rodzin zaczęła się zgadzać z liczbą gospodarstw.
A obok miejscowości powstał z konieczności symboliczny (i nowojorski) cmentarz. Cmentarz ten był naprawdę symboliczny, na co mogą wskazywać tradycyjne, funkcjonujące do dzisiaj nazwy pobliskich dziurze terenów. W Nodze Stasia jako dzieciak chodziłem na szaber na porzeczki, nad Nerkowym Stawem spędziłem wiele godzin usiłując złapać jedyną zamieszkującą ten zbiornik rybę, zaś  Dąb Na Którym Wisiały Flaki był moim ulubionym miejscem wspinaczek i budowania domków, dopóki w latach osiemdziesiątych wojewódzki konserwator przyrody nie stwierdził, że drzewo ma milion lat, zostało zasadzone przez jakiegoś Ottona, należy je ogrodzić i zabetonować, po czym historyczne z wielu powodów drzewo uschło.  

Zjadłszy to, co zostało z wybuchniętego konia (po oddzieleniu od tego,co zostało z wybuchniętego Stasia) nowojorczycy zaczęli się zastanawiać co dalej.
Była jesień, spichlerze były puste oprócz tych, które były wypełnione minami.

I gdy w losowaniu babcia wyciągnęła najkrótszą zapałkę, oznaczającą konieczność stania się dla nowojorczyków najbliższym posiłkiem, dziadek wyciągnął rękę i powiedział:
- A może byśmy spróbowali zjeść tamto o?!
Gdyby tego nie zrobił - moja mama nie miałaby szans się narodzić, co byłoby dla mnie bardzo przygnębiające.

Prunus domestica, na którą wskazał dziadek Lutek obwieszona była granatowymi owocami.
Jak mówi historia rodzinna - sąsiad odłożył siekierę, podszedł do drzewa, odgonił pasącą się pod nim krowę, zerwał jeden owoc, wsadził do ust, pożuł i powiedział, że jeśli o niego chodzi, to szału nie ma, wolałby zjeść babcię.
Ale już pozostała piątka odkładając chleb, który mieli przygotowany do przegryzania pieczeni, podchodziła do śliwy i kosztowała jej owoców.
Wynik głosowania wynosił najpierw trzy do trzech, ale po awanturze dziadek zmienił swój głos.
I przez całą jesień i zimę nowojorczycy żywili się śliwkami, bo drzewo, które wskazał dziadek Lutek było jednym z dwudziestohektarowego śliwowego sadu.
A na wiosnę władze ludowe zmieniły nazwę dziury i otworzyły w pobliskiej wsi sklep Społem dzięki czemu problem głodu znikł.

Jednak jesień i zima spędzone w towarzystwie osiemdziesięciu sześciu ton śliwek odcisnęły piętno na małej nowojorskiej społeczności.
Pierwszy przepis wymyśliła po miesiącu moja babcia dając dowód, że czasem nie warto kogoś zjadać.
Wymyśliła "śliwki bez pestek".
Przyjęło się.
Później przez jakiś czas kombinowano z potrawami o nazwach "dwie śliwki bez pestek", "trzy śliwki bez pestek", oraz różnych kombinacjach "połówka z jednej śliwki i połówka z innej".
A gdy nadeszła wiosna - zeszyciki wszystkich trzech gospodyń zapisane były przepisami na spożywcze wykorzystanie owoców prunus domestica.
Niektóre, jak "śliwka z piachem" się nie przyjęły, ale inne trafiały w gust gości w sposób piorunujący - goście ci nieśli dalej sławę "dziury, w której jak zrobią śliwki to nie ma zmiłuj".

Przepisy te babcia przekazała swoim córkom. Wśród nich mojej mamie, która podczas naszej ostatniej wizyty w Szczecinie powiedziała:
- Najmilsza, nauczę cię robić knedle.

I jak powiedziała, tak zrobiła.
Wiele godzin nauki nie poszło na marne - ponieważ siłą rzeczy przyglądałem się temu wszystkiemu - mogę teraz przepis na Boskie Knedle przekazać Czytelnikom bloga.

BOSKIE KNEDLE


Knedle można przygotować w dowolnym miejscu - my zrobiliśmy to dzisiaj na działce - stąd część przepisu można zmienić, sami zobaczycie. Ja jednak przestrzegam przed nieostrożnymi modyfikacjami - mogą one spowodować szkody, których nie da się odwrócić!

Najpierw zatem ostrzeżenie - jesteśmy w Unii i ten tekst może przeczytać jakiś obcokrajowiec:
Przygotowując knedle zawsze pamiętaj o bezpieczeństwie swoim i osób będących w pobliżu!
Jeśli podrzucić garść mąki i podpalić - wybuchnie**!
To tyle ostrzeżeń (i ciekawostek).


Zacznijmy od składników:


Pół kilo ziemniaków - normalnych ziemniaków, nie ma co się nad nimi rozpisywać
Trochę mąki - nie potrafię dokładnie powiedzieć ile. W przepisie jest "trochę mniej mąki niż ziemniaków" i chodzi o objętość, nie o wagę.
Dwa jajka - kurze.
No i śliwki. Najlepsze by były małe, wielkości złotówki, jednak pod Sieradzem o takich nie słyszeli - mają tylko wielkie jak pięć dych. Takie należy przekroić na pół (zresztą te małe też trzeba przekroić na pół - chyba, że chce się zrobić Boskie Knedle z Pestką Niespodzianką), ale później do knedla i tak trafią dwie połówki, a w naszym przypadku jedna... ale nie uprzedzajmy wypadków.

Oraz dodatkowo:
Śmietana - dwunastka.
Piwo - jakie kto lubi, byle w szklanej butelce.


KROK PIERWSZY


Ziemniaki obieramy.
Śliwki myjemy i przecinamy na pół - wyciągamy pestki i zbieramy je do woreczka.
Otwieramy piwo i patrzymy, czy dobre.
Z jajkami, mąką i śmietaną na razie nie robimy nic.




Następnie gotujemy ziemniaki.
W wodzie.
Aż się ugotują.
Hmmm...
dwadzieścia minut gotujemy ziemniaki.
Aż się ugotują.

Wyciągamy ugotowane ziemniaki i tu następuje

DRUGI (BARDZO WAŻNY) KROK.

Wszystkie kroki są bardzo ważne. Przy tym jest informacja, że jest bardzo ważny, ale pominięcie któregokolwiek z nich spowoduje, że danie nie tylko nie wyjdzie - ale może wybuchnąć, albo być trujące!

Zatem drugi krok polega na zmiażdżeniu ziemniaków.
Źle zmiażdżone ziemniaki spowodują, że będziemy mieli kopytka a nie knedle, a brak zmiażdżenia sprawi, że potrawa nie będzie się lepić, a powinna. Ale nie uprzedzajmy - na razie jesteśmy przy miażdżeniu ziemniaków.

Tradycyjnym - stosowanym przez moją mamę i babcię sposobem było używanie widelca.

Widelec i ziemniak. Widelec z  lewej.
























W tym (bardzo ważnym) kroku panuje jednak pewna dowolność w wyborze narzędzi.

Można użyć tego:



Lub tego:




W ostateczności tego:



...albo miksera.
Prawdziwy wielbiciel knedli powinien jednak zaopatrzyć się w narzędzie, które kosztuje dychę u Ruskich, a kartofle miażdży lepiej od wszystkich powyższych.
Wygląda tak:





 i działa w ten sposób:




 KROK TRZECI

Ziemniaki mamy zmiażdżone, żadnych grudek, dosypujemy do nich mąkę i do całości dodajemy jajka.
Bez skorupek.



 Całość mieszamy.
Tu uwaga: przed rozpoczęciem mieszania należy albo umyć ręce - albo zatrudnić do tego zadania kobietę (która umyła ręce). Ja wybrałem to drugie rozwiązanie. W razie oporów można posłużyć się argumentem, że kobiece ręce lepiej mieszają ciasto niż męskie, bo cośtam.



 KROK CZWARTY


Zmieszane w jednolitą (i dość niesmaczną) masę ciasto wywalamy (kobieta wywala) na stolnicę.
Jeśli ktoś ma stolnicę.
Ponieważ nikt normalny nie ma jej na działce, my też nie - w roli stolnicy może wystąpić stół. Należy go wcześniej umyć i zdjąć z niego drobne przedmioty, fajki, długopisy, telefony, buty i takie tam.
Przed położeniem ciasta na stolnicy (lub stole) należy ją (go) posypać mąką, żeby się to wszystko w cholerę nie przykleiło.

 
Na rozsypanej mące można pisać. A jeśli wziąć garść, podrzucić i zapalić zapalniczkę...


 



Jak widać nie założyłem worka :/

UWAGA - OSTRZEŻENIE:

JEŻELI PODCZAS ROBIENIA KNEDLI ZECHCESZ ROBIĆ IM ZDJĘCIA I Z TEGO POWODU BĘDZIESZ WSZYSTKO ROBIĆ NA DWORZE - POWIEW WIATRU MOŻE UPIERDZIELIĆ CI MĄKĄ UBRANIE - Z TEGO POWODU WARTO ZAŁOŻYĆ NA SIEBIE JAKIŚ WIELKI PLASTIKOWY WOREK!

KROK PIĄTY

Ciasto należy rozwałkować.
I tu pojawia się... piwo (które wypiliśmy patrząc na gotujące się ziemniaki).
Jeśli przyjrzeć się poniższemu zdjęciu - widać co posłużyło jako wałek.




 ... a jeśli komuś się nie chce przyglądać:




 KROK SZÓSTY


Znanym i popularnym sposobem jest wycinanie z rozwałkowanego ciasta kółek przy pomocy kubka...



Kółko wycięte za pomocą "Kubka Nie Rzucającego Cienia"


...jednak jest to sposób na robienie pierogów, a my robimy knedle.
Rozwałkowane ciasto tniemy więc zwykłym nożem o tak:




...tylko trochę prościej.

KROK SZÓSTY


Ciasto rozwałkowane i pokrojone - pozostaje owijać nim śliwki.

I teraz, ponieważ kupiłem ZA DUŻE śliwki - przekrojenie ich na pół było niewystarczające. Te połówki podzieliliśmy na ćwiartki i dopiero wtedy pojedynczy knedel nie miał wielkości piłki do siatkówki.
Jednak nastąpiła utrata odpowiedniego kształtu.
Knedel powinien być w miarę okrągły, nasze były w miarę nieokrągłe.
Co W ŻADEN SPOSÓB nie wpływa na smak!
Kupując śliwki warto pamiętać, żeby były małe.
Wzór jest prosty:

Małe, okrągłe śliwki = małe, okrągłe knedle.


Zaś jeśli chodzi o zawijanie - ważne, żeby w cieście nie zostawały dziury, przez które widać śliwkę




I to w zasadzie było by tyle.
Ulepione knedle wrzucamy do wrzącej wody.
Trzymamy je tam aż wypłyną, a nie - jak twierdziłem - piętnaście minut.
Jeśli będziemy je trzymać piętnaście minut - w efekcie otrzymamy zupę śliwkową, czy danie numer osiemset sześć z zeszycika mojej babci.
Danie, które jest jadalne, owszem, ale kompletnie nie nadawało się do sfotografowania, więc zamiast niego wrzucę placek mojej mamy.

Ze śliwkami.





Jeśli knedle wyjmiemy o czasie, a nie jak idioci, gdy się rozgotują - należy je polać śmietaną i posypać cukrem, cynamonem, wanilią, wiórkami kokosowymi, czekoladą, olejem silnikowym, czy czym kto lubi.

Smacznego!


Aha! Co do pestek:
Te pestki, które zbieraliśmy do woreczka bierzemy i idziemy z nimi gdzieś w pobliżu domu zasadzić drzewa. Za dwadzieścia lat będą jak znalazł.







Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX