#EPIZODY: O blogu, bólu i bulgotaniu

20 lipca 2014

O blogu, bólu i bulgotaniu

Monisia "załatwiła" Najmilszej spotkanie ze stylistką.
- Czyli z osobą, która ci powie, jak masz się ubrać? - chciałem wiedzieć.
- W sumie... tak. Ty mógłbyś to tak ująć.
- Czyli nie wiesz, jak się ubrać, jeśli ktoś ci nie powie? - spojrzałem na strój Najmilszej i postarałem się, żeby w moim wzroku widoczne było powątpiewanie. Całe mnóstwo powątpiewania. Spojrzenie jakim obdarzam ludzi pytających czy mam samochód.

- Stylistka jest doradcą wizerunkowym, ukrywa wady, eksponuje zalety, wybiera kolory, kroje, fasony, jest na bieżąco w aktualnych trendach, zna się na...
- Dobra, zapomnij, że pytałem. Uważam, że nie masz żadnych wad i nikt ci nie tylko nie musi, ale i nie może powiedzieć jak się masz ubrać. Tobie?! Pomyśl! - popatrzyłem na nią. - W ogóle, to komu trzeba mówić jak się ma ubrać? Przecież dzieciom tylko.
- Twój wygląd dowodzi, że nie wiesz o czym mówisz, zwłaszcza te durne buty - spojrzała krytycznie na gumowe pantofle z dziurkami, bardzo wygodne obuwie. - Czy my mamy błotnisty ogród, albo jakąś uprawę pieczarek, czy ryżu żebyś ty w tym, jak ogrodnik chodził między ludźmi? Nie mamy. Więc mi i10 nie opowiadaj nic o modzie. Tam będzie Znana Stylistka, a poza tym jest jeszcze jedna rzecz - zakończyła.
- Jaka?
- Będą zdjęcia.

I o to mniej więcej w całej sprawie chodziło.

Pewna agencja modelek zorganizowała casting, na którym znana fotograf miała zrobić... fotografie. Ponieważ Monisia wyczuwa takie castingi dwudziestym ósmym zmysłem (i prawdopodobnie aplikacją do wyszukiwania castingów, a jeśli nie ma takiej aplikacji, to jak najszybciej ktoś powinien ją zrobić) - powiedziała mej ukochanej, że wyśle organizatorom jej, czyli tej ukochanej zdjęcia. I wysłała.
Co ciekawe - Najmilsza została zaproszona do udziału, a Monisia nie. Zadziwiło to obie siostry, mnie jakoś nieszczególnie.
- Skarbie zawsze mówiłem, że nadajesz się na modelkę, pozwól mi zrobić zdjęcia i wrzucić na bloga.
- Nie, bo twoi czytelnicy mnie zjadą.
- Nie zjadą, to mili ludzie, oprócz (tu wymieniłem osoby, które przez swoje wredne komentarze zasłużyły sobie na zaliczenie do grupy zwanej "oprócz').
- Nie zgadzam się. Poza tym tam zdjęcia będzie robiła znana fotograf.
Tu poczułem się urażony. Że niby moje zdjęcia są złe? Może czasem są nieostre, niedoświetlone, prześwietlone, może kadr nie jest najlepiej dobrany, kolory nie odpowiadają rzeczywistości, ale powiedzmy sobie wyraźnie - przecież po coś wymyślono Photoshopa!

Po południu moja towarzyszka niedoli doszła do wniosku, że do zdjęć jest zbyt blada.
- Widzisz, ja bym ci zrobił takie, na których byłabyś opalona bez opalania - powiedziałem z przekąsem.
- Bo byś niedoświetlił. Muszę się opalić.
Ponieważ na zewnątrz świeciło piękne, letnie, absolutnie pozbawione chmur słońce - Najmilsza zadzwoniła do Monisi, żeby ją namówić na solarium.
- Co  myślisz o przedłużanych rzęsach, do tej pory to mi się to nie podobało, ale Agnieszka mówiła, że jeden na jeden jest naturalnie, chyba, żeby metoda włoskowa, ponoć efekt trzy de, idziemy na solarium?
Wysłuchawszy kilkunastominutowej odpowiedzi powiedziała:
-To przynieś - napisałbym, że odłożyła słuchawkę, ale nie żyjemy w czasach słuchawek, powiedzmy, że przejechała palcem po ekranie.

Godzinę później okazało się, że nigdzie nie idą, bo postanowiły wypróbować stare, przenośne solarium swojej mamusi. Mama Najmilszej (i Monisi)  posiada bowiem przeróżne starocie, na przykład kiedyś miała prodiż, ale zepsułem. 
Jak się okazało miała też przenośne solarium.

Żeby je przywieźć - Monisia musiała pewnie wziąć taksówkę - będzie gderać, że po nią nie pojechałem, że nie pomogłem.
Ale jakoś nie. Przywitała się ze Zmorą, wzięła mojego papierosa, a Najmilsza słowami "i10 zooobacz, czy działaaaa" poprosiła o uruchomienie urządzenia.
Solarium wyglądało trochę jakby mogło zostać użyte do wyprodukowania dużej ilości mgły nad jakimś lotniskiem, o czym świadczył wykonany cyrylicą napis CDEŁANO B CCCP.
Militarne skojarzenia mógł wywoływać też zgniłozielony kolor i powtykane gdzieniegdzie liście, ale okazało się, że pochodzą one z choinki Mamusi (którą miałem wyrzucić, ale akurat mi się nie chciało, więc wyniosłem na strych i podsypałem tymi właśnie liśćmi (liściami?). Podchodząc do urządzenia poczułem się jak promoskiewski separatysta.
Po odgarnięciu leśnego maskowania ustrojstwo zaczęło wyglądać jak zwykły radar, który powinien zostać podłączony do jakiegoś generatora  i węża wsadzonego do wiadra ze stężoną mgłą. 

- Będziecie się u nas opalać? Obie? - z tyłu maszyny za licznikiem nie wiadomo czego, wyskalowanym w wiorstach na sekundę, znalazłem wtyczkę. Wsadziłem ją do kontaktu. Z boku zapaliła się żaróweczka "Po nasmarowaniu się balsamem naciśnij OGNIA". 
- Nie i10, nie licz na to - prychnęła Najmilsza - będziemy opalać tylko buzie. Poza tym pomyśl. Chciałbyś, żeby mi tam robili zdjęcia ciała?
- Kochanie, masz bardzo ładne ciało... - zastanowiłem się - ... i rację. Nie chciałbym. Opalajcie buzie. Wygląda, że działa. Raczej prześwietla niż opala, ale chyba sprawne.
Dziewczyny założyły okulary jak do stu metrów dowolnym. Pośmiałem się z nich, włączyłem internet, one włączyły urządzenie, w pokoju zrobiło się fioletowo jak przy efekcie Czerenkowa, wszystkie bakterie zdechły, na ścianach widoczne zrobiły się ślady seksu, co rozumiałem. I na suficie się zrobiły widoczne, czego nie rozumiałem, dopóki nie przypomniałem sobie, jak któregoś razu z Najmilszą nawdychaliśmy się helu. 
Po chwili urządzenie piknęło, pies zawył i wlazł pod stół, ja straciłem zasięg i przez trzy minuty, bo tyle trwał seans poczerniający, narzekałem czyniąc w tym czasie porównania do Czarnobyla i Fukushimy.
Narzekać na szczęście mi wolno.
A gdy upiększanie się skończyło, Monisia spakowała sprzęt do kejsa oznakowanego "Własność - Armia Czerwona", poprosiła, żebym go któregoś dnia przywiózł i poszła w cholerę.
- I jak? - Najmilsza wpatrywała się w lustro. 
Wiadomo o co pyta!
- Na wiór słonko. Zjarałaś się na Claudię Schiffer.
- Mówisz o Naomi Campbell?
- Dokładnie. Jesteś jak Naomi po nieprawidłowo przeprowadzonym zabiegu wymiany oleju w lokomotywie. W kopalni. Podczas pożaru.
- Mówisz? - nie była przekonana.
Szczerze powiedziawszy ja też nie widziałem specjalnej różnicy, więc tylko kilka razy powiedziałem, że po prostu ładnie się opaliła i niedługo później poszliśmy spać. Odkąd współautorka zabrała Różę do siebie, kładziemy się z Najmilszą wcześniej. Mamy nadzieję, że wróci i chcemy się wyspać na zapas, bo przy Róży, na spanie to człowiek raczej liczyć nie powinien.

Kilka minut po północy obudziłem się z wiedzą, że durne okulary do pływania to nie był bezsensowny wymysł modowy.
- Najmilsza...
- Co?
- Coś mi się stało w oczy.
- Co?
- Nic nie widzę.
- Bo jest ciemno. Śpij, nie budź mnie.
- Najmilsza...
- Co kochanie?
- Oczy mnie bolą.
I bolały. Czułem w oczodołach narastające szczypanie. 
Po chwili minęło i stało się narastającym wierceniem bardzo płaskim śrubokrętem płaskim.
Rzadko miewam takie uczucie, w zasadzie to był dopiero drugi raz, ale pamiętałem pierwszy i jego okoliczności. Było to wiele lat temu...

...Wiele lat temu:

Gruby kierownik warsztatów szkolnych pochylił się nad chłopcem ze spawarką.
- i10, nie spawaj bez maski, bo naświetlisz oczy.
- Psorze, z moim nosem muszę bez maski - odpowiedział chłopiec i spawał dalej, bo był młody, ambitny i lubił wszystko sprawdzić samemu.
Kilka godzin później okazało się, że są momenty, w których warto zaufać starszym, a ta rozmowa była takich momentów przykładem wręcz idealnym.

Czasy współczesne:

Wiedziałem co mi jest. 
Przypomniałem sobie ból i obudził się we mnie tamten chłopiec.
- Najmilsza...
- Co?
- Chcesz ze mną chodzić?
- Co?
- Żartuję. Naświetliłem oczy.
- Co zrobiłeś?
Wyjątkowo płaskie śrubokręty płaskie zamieniły się w drobny żużel, który niewidzialna ręka wcierała mi w oczy przy każdym poruszeniu głową. Starając się nie poruszać głową, żeby czuć tylko śrubokręty, wyjaśniłem Najmilszej, że naświetlenie oczu jest bardziej bolesne niż poród i jedyne, co się z nim może równać to kopnięcie w jaja lub ból zęba.
Pamiętałem te kilka godzin po zajęciach spawania. Zostawiły wspomnienie na całe życie. Jak pierwszy seks, pierwszy papieros, pierwsze walnięcie prądem, pierwszy kac, pierwsze uczestnictwo w porodzie i pierwszy Matiz. 

Pomóc mogło tylko jedno - zimna woda i coś przeciwbólowego*
Wyżarłszy apteczkę - resztę nocy i sporą część poranka spędziłem z twarzą zanurzoną w pełnym lodowatej wody zlewozmywaku. Przez kolejne męczące godziny, gdy robiło się cieplej, a cierpienie wzrastało, bulgotałem do Najmilszej, przypominając że żyję. 
- Ale co to za życie, bul, bul - bulgotałem. - Wolałbym nie żyć. Dopuść zimnej.
A ona, dowodząc, że możemy na siebie liczyć - dopuszczała.

I właśnie w takich przypadkach osobom nie posiadającym pralki z odłączanym wężem niezastąpiona wydaje się rurka do nurkowania. 
Na szczęście w naszej pralce wąż się odłącza, bo o ile pamiętam rurkę do nurkowania trzymam razem z butlą do nurkowania i maską tam gdzie zawsze. W sklepie ze sprzętem dla płetwonurków.

Wąż umożliwiał mi samodzielne sięganie nad głowę i odkręcanie niebieskiego kurka. Mogłem Najmilszą poprosić, żeby się położyła, sam sobie poradzę i wydyszeć w indesitową rurę, że moja wdzięczność normalnie nie da się opisać, na pewno nie w tej chwili, bo przed oczami stoi mi rząd śrubokrętów płaskich.

Słońce już dawno grzało, na zewnątrz dzieci zrywały kwiaty i wplatały je sobie we włosy, ptaki śpiewały, pan Zdzichu pięć razy przejechał wózkiem, gdy ostatni raz odetchnąłem przez 3/4 cala, wyjąłem pomarszczoną twarz ze zlewu i utonąłem.
Wygłupiam się. 
Byłem bardziej zmęczony niż obolały, poszedłem się położyć. Po odgonieniu Zmory i przyłożeniu twarzy do poduszki, nie tyle zasnąłem, co straciłem przytomność.

Za to na drugi dzień nie było mi nic oprócz opuchlizny wokół oczu, bo ich "naświetlenie" nie jest niczym innym, jak megaciężkim ** zapaleniem spojówek.

Kolejnego dnia Najmilsza sama się odwiozła na dworzec, i kilka godzin później wróciła.

Jej zdaniem zdjęcia będą raczej "takie sobie".
To, że Znana Stylistka chciała dostać od Najmilszej bluzkę, którą ta miała na sobie, było sympatyczne za pierwszym razem, za drugim dziwne, a za trzecim wkurzające. W każdym razie Znana Stylistka wkurzona tym, że Najmilsza kazała jej "pójść i sobie kupić w takimtoatakim sklepie" ubrała Najmilszą bez gustu, źle i niemodnie.
- I powiedziała, że powinnam sobie zrobić botoks i przyczepiać włosy jak ona - wysyczała do Monisi przez telefon - Słuchaj! Ona się kompletnie na tym nie zna! 

- Kochanie - po zakończeniu rozmowy pocałowałem niewymagające botoksu usta i przytuliłem śliczną, puszystą fryzurę do swojej obolałej gęby. - Jakbyś sobie jeszcze coś przyczepiła, to byś wyglądała jak Danuta Rinn.
- Violetta Villas?
- Vłaśnie.






Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX