#EPIZODY: O urodzinach

1 czerwca 2014

O urodzinach

Najpierw napisałem opowiadanie...

Ale zacznijmy od początku:
Najmilsza miała urodziny. Jak to kobieta - osiemnaste.
- Wymyśl coś i10, gadzie zimnokrwisty. A jak dostanę kwiaty, to cię rzucę - udzieliła tydzień wcześniej nieuprzejmej odpowiedzi na uprzejme pytanie "kochanie, a co chciałabyś dostać".
- To może mały mikser? Taki wiesz... do...
Zamilkłem, bo nawet na mnie nie popatrzyła. Gdyby w tym momencie zobaczył mnie Rodin - poszedłby dospawać swojemu "Myślicielowi" nad głową znak zapytania. Podrapałem się po brodzie. Skomplikowana sprawa.
- Ty, a przydałby ci się pasek rozrządu do Matiza?
Tym razem popatrzyła, ale w taki sposób, że cofnęło mnie razem z fotelem.
- Czasem, to jak się ciebie posłucha i10, to się człowiek zastanawia czy ty jesteś normalny - powiedziała głosem o brzmieniu jakie mogłaby wydawać granitowa płyta, gdyby na niej wyskrobać dwie daty, napis "i10" i próbować ją wepchnąć na wierzch, dajmy na to... kanału samochodowego. 
- Ale jeździć Matizem to lubisz, a bez paska... - spojrzałem na nią - ...dobra, dobra, żartuję. Co chcesz dostać?
- Wymyśl coś. Zaskocz mnie. I bądź kreatywny. Nie zabawny.. - podeszła do półki i pstryknęła palcem w książkę kucharską "Sto potraw, które przyrządzi nawet idiotka", prezent, jaki dałem na urodziny Monisi, a którego ta nie zabrała twierdząc, że sam powinienem z niego korzystać* - ...rozumiesz? Nie zabawny, tylko kre-a-tyw-ny!
- Monohydrant kreatywny - mruknąłem rozpatrując w myślach listę "kreatywnych" prezentów jakie mógłbym zrobić dysponując nader ograniczonymi funduszami. Czy namazanie na ścianie mojego nowowynajętego mieszkania wielkiego serca będzie wystarczająco kreatywne? Własną krwią? Ale kurde, później będę musiał to zamalować i na pewno zrobi się afera pod tytułem "a gdzie mój prezent", zatem serce nie... Może ufarbować Zmorę na różowo?
- Co tam mruczysz? 
- Nic, myślę.
I wtedy wpadłem na pomysł.
- Mam! Chcesz opowiadanie?
Zastanowiła się.
- Ale nie głupie, tylko fajne?
- Spoko, będzie fajne.
- Ale już wiem co dostanę, czyli mnie nie zaskoczysz - posmutniała.
- Spokojnie, będzie dobrze. 

Po rozmowie sprawdziłem ceny pasków rozrządu, bo wiadomo - zabawa, zabawą, ale Matizy na dobry humor nie jeżdżą** i przekonawszy się, że stary pasek będzie musiał wytrzymać dopóki nie wygram w totolotka lub nie napadnę na bank - usiadłem do komputera i najpierw napisałem opowiadanie.

Zacząłem od:
"Droga Najmilsza,

Za chwilę pójdę na pocztę i wyślę list. Ale nie taki prawdziwy list, bo nie będzie w nim żadnego tekstu. 
Wrzucę tam jedynie kod QR, który gdy go odkodujesz wyświetli Ci adres e-mail. Ponieważ jesteś bystrą dziewczynką napiszesz pod ten adres jakąś wiadomość, ciekawe jaką? Tak naprawdę nie ma to znaczenia, bo jakakolwiek by nie była, na e-mailu będzie założony autoresponder, który w odpowiedzi zasugeruje Ci bliższe przyjrzenie się piątce karo leżącej na półce w Twoim pokoju..."

Upewniłem się na poczcie, że koperta z kodem dotrze w dzień urodzin, i żeby Najmilsza dostała ją do rąk własnych - wysłałem poleconym. Pani w okienku dwa razy pytała, czy nadawcą na pewno ma być Tajemniczy Wielbiciel.
Adres maila po odczytaniu kodu to tajemniczymail@onet.pl. 
Czyli wszystko w nastroju tajemniczości, niejasności i niedomówień prawie jak w Urzędzie Pracy podczas rejestracji.

"...Przyjrzysz się tej piątce i ku swojemu zaskoczeniu odkryjesz, że na karcie jest napis, którego wcześniej nie zauważyłaś.
Napis sugeruje, że nie tylko karta do gry jest rzeczą, której nie przyglądałaś się uważnie.
Jest nią także biurko..."

Piątka karo pochodzi sprzed roku, gdy Najmilszej udało się wygrać ze mną w  makao. Zatrzymała ją na pamiątkę tego wydarzenia. Przed położeniem na półce zrobiłem na karcie adnotację "schyl się i rozejrzyj w miejscu, w którym spędzasz najwięcej czasu".
Układając zagadkę nie wziąłem jednak pod uwagę, że w urodziny siostry 
zechce nas odwiedzić Monisia, która stwierdziła:
- Ludzie spędzają najwięcej czasu w łóżku! - po czym obie uklękły i zaczęły oglądać spód lekko rozchwianego mebla.
Po dwóch minutach oganiania się od liżącej je po czołach Zmory odsunęły łóżko, znalazły pięć 
złotych i myśląc, że to koniec zagadki oznajmiły, że lipa.
To był pierwszy raz, gdy musiałem podpowiedzieć. Wyjaśniłem, że układając scenariusz nie brałem pod uwagę obecności Monisi, że dalsza część zagadki nie znajduje się pod łóżkiem tylko pod biurkiem i że pięć złotych jest moje.
Monisia powiedziała, że spoko, zagadka jest po prostu oparta na niewiedzy o sposobach spędzania większości czasu przez normalnych ludzi. Dodała, że wcale nie musi pomagać Najmilszej, tym bardziej, że spodziewa się wielu innych błędów rzeczowych i demonstracyjnie wrzucając piątaka do kieszeni siostry poszła sobie.

"...No i słusznie, bo kto normalny ogląda biurko od spodu? Jednak, ponieważ zechcesz kontynuować zabawę, zajrzysz pod nie i znajdziesz tam przyklejoną kopertę. A w kopercie niespodzianka. Kartka A4 i napis sugerujący zastosowanie tytułu piosenki U2.
Ponieważ już dawno domyślisz się, że autorem zabawy nie jest Twoja pokręcona siostra - prawdopodobnie przypomnisz sobie, że piosenką U2 o jakiej ostatnio rozmawialiśmy była Unforgetable Fire. Olejesz Unforgetable, domyślisz się, że chodzi o fire! Gdy podgrzejesz kartkę pojawi się na niej napis atramentem sympatycznym. Po turecku..."
 
Pożegnawszy Monisię i umówiwszy się z nią wieczorem na urodzinowego drinka Najmilsza znalazła kopertę z napisem "Unforgetable CO?" Podstawiła tytuł, domyśliła się, że chodzi o podgrzanie, "wyświetlił się" napis. Po turecku.

"...Ale od czego jest translator Google. Przetłumaczony napis każe Ci się przejrzeć w lustrze, pewnie trochę się poprzeglądasz. Później  podejdziesz bliżej i na ramie lustra znajdziesz naklejkę z adresem internetowym..."

Najpierw Najmilsza sprawdziła co da wpisanie "Aynaya bakın" w wyszukiwarce, a potem od razu wrzuciła w translator
. Dobrze, że Monisia wyszła wcześniej, na etapie oglądania lustra by się zawiesiły.
No ale wyszła, więc Najmilsza oglądała się tylko chwilę i to patrząc czy czegoś jej nie napisałem w nocy na czole. Później zaczęła przyglądać się ramie. Znalazła adres po kilku minutach, wpisała go w komputer...


"...Pod tym adresem znajdziesz okienko z hasłem do wpisania.
Podpowiedź pod okienkiem będzie brzmiała „hasło zna Faraon, którego znajdziesz vis'a'vis Poczty". 
Wiem, zawiłe, ale nie do końca, jeśli nawet pójdziesz sprawdzać ilu Faraonów jest zameldowanych we wskazanej lokalizacji – zauważysz, że tam jest biblioteka. Nawet nie musisz tej książki pożyczać, domyślisz się, żeby zajrzeć do pierwszego tomu i znajdziesz tym razem piątkę pik. Na karcie jest prośba, byś przypomniała sobie gdzie widziałaś tę kartę po raz pierwszy..."

- Faraon, którego znajdę vis'a'vis poczty? To będzie w bibliotece, prawda? - Najmilsza popatrzyła na mnie rozradowana, widać było, że poszukiwania sprawiają jej frajdę. - To od razu odniosę swoje książki.
I odniosła. I na miejscu zajrzała do najlepszej (moim zdaniem) z książek gościa, który nie nazywał się Bolesław Prus. A w książce była piątka pik z napisem "skąd mnie pamiętasz? tym razem nie patrz w górę."
Rok, półtora roku temu pokazywałem Najmilszej sztuczkę z piątką pik materializującą się na drzewie*** nad jej głową. 
Copperfildziłem w pobliskim parku.

"...No na drzewie! Ciąg dalszy podpowiedzi sugeruje, byś 'tym razem nie patrzyła w górę'. Dość oczywista podpowiedź, mało kreatywna, wybacz :)
Pod nogami znajdziesz wbity w ziemię gwóźdź. Jest na nim wygrawerowany napis 'Tam Gdzie Się Poznaliśmy Dwóch Topoli Brak'..."

W tym miejscu sprawa nieco się skomplikowała. Choć Najmilsza pamiętała na którym drzewie "zjawiła się" karta i znalazła gwóźdź, to nie przyjrzała mu się niestety. Uznając, że czubek wskazuje kierunek rycia, poszła do piwnicy po szpadel. 

Pozwoliłem jej wykopać półmetrowy okop, zanim wykazałem litość i zasugerowałem obejrzenie gwoździa. Następnym razem nie będzie z Monisią rechotać z "i10 wykonującego najprostsze prace".
Przestała się wściekać, gdy dostrzegła romantyczny (i znowu tajemniczy) napis na gwoździu, co potwierdza moją teorię, że żeby kobiecie przeszedł gniew - należy ją zaciekawić (na przykład używając zdania  "Niewaszne, sze jezdem pijany w czszy dufy, kochanie, norrrrmalnie nie uwieszysz skim pi-em!").
Najmilsza z gwoździem, cała ucieszona poszła szukać Brakujących Topoli w miejsce naszego poznania. Czyli pod Pocztę.


"...No bo ich nie ma. I nie pamiętam, żeby kiedykolwiek były. A że kiedyś być musiały podpowiedziały mi dwa wielkie pieńki.
Znajdziesz je i zdmuchniesz z jednego piach..." 

Znalazła pieńki. Ten z lewej był posypany piachem...

"...Na środku tego z lewej  jest przykręcona metalowa tabliczka..." 

...żeby Pan Zdzichu nie odkręcił tabliczki przed urodzinami. 

"...a na tabliczce nic nie ma. Haaaa! Domyślisz się, że powinnaś ją odkręcić, zapewne skombinujesz śrubokręt..."

Najmilsza nie skombinowała śrubokrętu. Znalazłszy tabliczkę skombinowała łom.

"...Po odkręceniu..."

po oderwaniu łomem...


"... przeczytasz na spodzie napis „biały w antykwariacie”.
TYLKO TY znasz odpowiedź na to pytanie i o ile w ciągu całej zabawy chętnie Ci podpowiem, jeśli zajdzie potrzeba – to jednak nie tym razem :D
W końcu (albo od razu) przypomnisz sobie antykwariat i jako hasło na stronie wpiszesz odpowiednie słowo..."

To prawda - ta sugestia jest niezwykle hermetyczna. Biały w antykwariacie? Kruk, prawda? Otóż nie. Na początku Piotrkowskiej, nie pamiętam pod którym numerem jest mój i Najmilszej ulubiony antykwariat, schodzi się po schodkach w dół i trafia w miejsce zaczarowane, pełne miliona książek (bo w antykwariatach się sprzedaje książki****). Miejsce zawiadywane jest przez faceta znającego swój asortyment jak własne... coś, co zna równie dobrze. Klient podaje tytuł albo autora, a facet z pamięci informuje czy i gdzie szukana książka leży. I o czym jest.
Nie on jest jednak najbardziej niesamowity, tylko czające się przed wejściem gołębie. Po każdym otwarciu drzwi wlatują do wnętrza, szukając tam... nie wiadomo czego. Żarcia? Wiedzy?? Właściciel je odgania, ale jeśli już wlecą, to daje spokój. Spacerują dostojnie pomiędzy klientami antykwariatu. Nie fruwają - spacerują, w końcu to antykwariat, nie plac zabaw.
Zatem "biały w antykwariacie" to "gołąb" i tak też wpisała Najmilsza w miejsce hasła za pierwszym razem. 

"...Otworzy Ci się zdjęcie boiska, dalej jest proste, domyślisz się, że trzeba tam pójść, pierwszą strzałkę masz, podążysz za nią, znajdziesz ostatnią wskazówkę..."

Na białych pasach bieżni zwykłego Orlika***** namalowałem długopisem strzałki. Trzeba było iść wzdłuż pasów, przeskakiwać na kolejne, wracać. Ze dwa kilometry łażenia. Nabiegawszy się Najmilsza znalazła ostatnią strzałkę. Wskazywała drzewo, na którym wisiała reklamówka z okrutnie porysowaną płytą.

"...Na drzewie znajdziesz płytę, na pewno 
przyjdzie Ci do głowy ją odsłuchać. Da się to zrobić, chociaż nie wygląda :)
Nagranie doprowadzi Cię do ostatniej wskazówki, jeśli tylko będziesz cierpliwa..."

Na płycie była jedna piosenka, później pięć minut ciszy, a później mój głos mówiący "zajrzyj do szuflady ze skarpetami!" Nie byłem pewien, czy wyczeka te pięć minut, ale wyczekała.


"Jeśli będziesz cierpliwa i usłyszysz ostatnią wskazówkę - znajdziesz pudełko. W nim kartę pamięci. Klikniesz plik, otworzysz powyższy tekst, i go przeczytasz...

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! ZAPRASZAM NA PIZZĘ!"

Skończyłem tekst, zapisałem plik na karcie pamięci, włożyłem do pudełka, całość schowałem do szuflady ze skarpetami, i poszedłem chować karty, grawerować gwoździe, przykręcać tabliczki, zakładać maile i ogólnie realizować plan.

Epilog:

Poszliśmy na pizzę, później zrobiliśmy małą imprezę, wpadła Monisia, Najmilsza powiedziała, że świetnie się bawiła, że prezent był cudowny, że ja jestem cudowny mimo, że pozwoliłem żeby bez sensu wykopała rów i żebym się nie przejmował "paskiem do rozrządu" - ona go kupi.







Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX