#EPIZODY: O tym, jak wziąłem udział w konkursach

8 czerwca 2014

O tym, jak wziąłem udział w konkursach

Potrzebny mi tablet.
Mam rupieciowatego laptopa, model mniej więcej taki, jaki się zepsuł podczas misji Apollo 13 i chociaż wzorem najsłynniejszego z amerykańskich astronautów - Toma Hanksa naprawiam go przy pomocy skarpetek, drutu i śliny - robi się coraz wolniejszy. Do tego stopnia, że jeśli chcę jednocześnie pisać i słuchać muzyki - muszę sam ją sobie zaśpiewać. Strasznie mnie to rozprasza, bo śpiewam brzydko i fałszuję, przez co spostrzegam, jak do powstających w takich dniach tekstów wkrada się najpierw irytacja, później zniecierpliwienie, następnie gorycz, zaś na końcu wszystko kasuję i upijam się do nieprzytomności (śpiewając "Przeżyj to sam" Lombardu).


Poza tym, że laptop jest wolny - jest również ciężki - z osprzętem w postaci skarpetek, drutu i śliny waży tyle, że wybranie się z nim na łono natury, by popisać w spokoju powoduje powstanie w tym łonie nierówności, zagłębień a w jednym przypadku depresji.
Trzeba pamiętać, że komputera nie wożę Matizem, łono wszak należy odwiedzać na piechotę! Z tego powodu ramię, na którym noszę laptopa mam dużo bardziej umięśnione* i od czasu do czasu obolałe.

No i po trzecie laptop jest duży.
Chodzi mi o to, że na przykład będąc ostatnio w muzeum wpadłem na świetny pomysł na tekst.
Gdybym miał wówczas przy sobie laptopa - musiałbym poprosić przebywające akurat ze mną osoby o zrobienie miejsca, następnie wyjąć sprzęt z torby, włączyć go, poprawić drut, napluć, odjąć, bądź dorzucić skarpetkę, otworzyć klapę, której skrzypienie z pewnością rozeźliłoby kustosza, a na końcu poszukać gniazdka elektrycznego, bo bateria ostatnio wystarcza jedynie na wyświetlenie na ekranie typu zainstalowanego BIOS, po czym sprzęt zdycha.
Jedyne gniazdko jakie zauważyłem było jednak namalowane na plakacie, więc nie mógłbym go użyć.
Gdybym miał laptopa - jak mówiłem - nie miałem.
Dlatego nie zapisałem w nim oryginalnego, zabawnego i rześkiego pomysłu na opowiadanie, jaki mi wtedy przyszedł do głowy.
Wystukałem go w skrócie w telefonie i jak zazwyczaj robię, wysłałem do siebie mailem.
Po odczytaniu kilka dni później mail (jak zwykle) okazał się całkowicie niezrozumiały i zbyt skrócony.
Dlatego właśnie, do zapisywania najlepszych pomysłów potrzebny mi tablet.

Najpierw spróbowałem rozwiązania najprostszego.
- Sam sobie kup - odpowiedziała Najmilsza.
Później wysłałem maile do wszystkich producentów tabletów oferując im w zamian umieszczenie na blogu ośmiogodzinnego filmu reklamowego, którego nie będzie można nie obejrzeć przed każdorazowym wejściem na stronę, zmianę imienia Zmory na Galaksię oraz zmianę nazwy bloga na "Epizody Z Życia Posiadacza Tabletu TuWstawcieNazwęSprzętuKtóryProdukujecie".

Nie byli zainteresowani, bo nie odpisali.
Oprócz chińskiej firmy, która była gotowa wypożyczyć mi tablet, w zamian za wypożyczenie Zmory. Z zastrzeżeniem, że jeśli ja popsuję ich sprzęt - im będzie wolno popsuć psa.
Nawet bym się zgodził, ale Najmilsza postawiła weto. Prawdopodobnie zauważyła że Chińczycy nazywali Zmorę "smaćnym wesiołym kuciaćkiem".
Pomyślałem wtedy "nie to nie, całujcie Galaksię w nos" i zacząłem szukać rozwiązań alternatywnych.
Wybicie szyby wystawowej, porwanie sprzętu z wystawy i ucieczka nie wchodziły w grę, bo ryk pojazdu ucieczkowego bez tłumika ściągnąłby mi na głowę pościg zanim wrzuciłbym dwójkę.

To musiało być rozwiązanie legalne.

I wtedy zajrzałem do skrzynki mailowej, a pośród maili od mojego przyjaciela Króla Nigerii, (który lada moment przyjedzie do Polski, czeka na wizę), kompletnie niezrozumiałych ode mnie do mnie z jakimiś pomysłami, był też jeden od banku.
Tytuł głosił "Odbierz tablet".
"No odbiorę, tylko komu?" - pomyślałem i otworzyłem wiadomość.
Niestety, dowiedziałem się z niej, że aby odebrać tablet, najpierw musiałbym pozwolić sobie odebrać "wszystkie moje pieniądze" w celu przekazania ich temu bankowi na lokatę.
A tak się składa, że chwilowo nie mam żadnych pieniędzy i nie będę miał dopóki Mwebe nie zakończy formalności związanych z uzyskaniem wizy.
Napisałem do banku, że chętnie odbiorę tablet teraz, a później przekażę im wszystkie pieniądze jakie otrzymam od było, nie było - króla.
Nawet nie odpisali.
Wtedy z pomocą przyszła Monisia.
- i10, weź udział w konkursach - poradziła.- Rozdają mnóstwo tabletów.

To była myśl!
Przegrzebałem internet i wynalazłem wszystkie konkursy, w których do wygrania był płaski obiekt moich westchnień.
Zastanawiałem się przez moment czy nie odrzucić typowo kobiecych, ale po przemyśleniu postanowiłem tego nie robić. Znam naturę kobiecą jak mało kto, o czym informują mnie w komentarzach Czytelniczki bloga.
Przygotowałem listę konkursów, poprawiłem mocowanie skarpetek na komputerze, otworzyłem piwo, zapaliłem papierosa, usiadłem wygodnie  i oczyściłem umysł.
Następnie przygotowałem listę konkursów, poprawiłem drut trzymający skarpetki na komputerze, otworzyłem piwo, zapaliłem papierosa i oczyściłem umysł.
Przyglądając się dwóm otwartym piwom i dwóm papierosom w popielniczce uznałem, że albo pominę oczyszczanie umysłu, albo wpadnę w nieskończoną pętlę przygotowań zakończoną śmiercią pod tonami otwartych piw i miliardami tlących się lakistrajków.
Dałem oczyszczaniu umysłu spokój.

Konkurs pierwszy.
Do wygrania: siedem koreańskich cali.
Organizator: kompletnie mi nieznana firma, (nazwijmy ją TheBush) produkująca kompletnie mi nieznane ustrojstwo, robiące nie kompletnie nie wiadomo co z powietrzem.
Zadanie: Wymyślić hasło promujące produkty tej firmy.
Najpierw przeszukałem internet, żeby się dowiedzieć co oni właściwie chcą sprzedać. Nie znalazłem nic. Wchodzą na polski rynek.
Zatem co robi ustrojstwo? Też zero informacji. Nawet nie wiadomo ile ma kosztować. Czyli nie będzie prosto.
Ale jakbym się tak łatwo poddawał - to bym dzisiaj nie jeździł Matizem, więc pomyślałem nad specyfiką polskiego rynku, wymyśliłem sobie przykładową koniunkturę, pożądane cechy produktu oraz przede wszystkim klienta docelowego.
Z myślenia wyszły mi propozycje haseł.
Zacząłem od postawienia na niską cenę:
"DO KAŻDEGO PRODUKTU DODAJEMY 500 ZŁ i DARMOWĄ DOSTAWĘ" - jeśli TheBush tego nie robi - może zechcą zacząć. Sam bym kupił ze dwa... cosie.
Po przemyśleniu do tego hasła dopisałem "...I MONTAŻ!!!"

Następnie uznałem, że trzeba podstawić nogę ewentualnej konkurencji:
"NASZE PRODUKTY WYBUCHAJĄ NAJRZADZIEJ" - nawet jeśli TheBush jeszcze nie ma konkurencji, to ta dobrze się zastanowi, zanim wejdzie im w paradę. A jeśli ma - to hasło ich załatwi! Mając wybór między czymś co wybucha często i rzadko, klient wybierze to drugie, prawda?
"Chyba, że produkują napalm - zastanowiłem się. - Czy robienie "czegoś z powietrzem" przypadkiem nie polega na wywoływaniu eksplozji"?
Doszedłem do wniosku, że to mało prawdopodobne i hasło zostawiłem.
Wróciłem do kwestii ceny:
"NIE POTRAFIMY LICZYĆ I CZASEM WYSYŁAMY DWA PRODUKTY, A CZASEM KASUJEMY ZA MAŁO"
po czym skupiłem się na specyfice polskiego rynku z czego powstało:
"THEBUSH - OFICJALNY DOSTAWCA PAPIEŻA FRANCISZKA"
"NASI PRACOWNICY TO PRAWDZIWI CHRZEŚCIJANIE" - (przy czym słowo "chrześcijanie"napisałem pogrubioną czcionką), oraz
"NASI PRACOWNICY SĄ NIEKARANI" - zawsze to atut.
Na koniec dopisałem desperackie:
"KUP OD NAS, PONIEWAŻ NASZ SZEF JEST CHORY NA NIEULECZALNĄ CHOROBĘ".

Piętnaście minut a ja miałem siedem haseł! "Najłatwiejszy sposób na zdobywanie tabletów na świecie - pomyślałem - dziwne, że nikt na to jeszcze nie wpadł".

Wysłałem maila, a na kartce obok komputera narysowałem jedną kreskę oznaczającą pierwszy tablet i wziąłem się za konkurs numer dwa.

Sieć kin chciała, żebym napisał dlaczego lubię chodzić do kina.
Do wygrania to, co poprzednio plus podwójny bilet do kina.
Sęk w tym, że średnio lubię - filmy wolę oglądać w domu, przed komputerem. Ale pytanie nie brzmiało dlaczego średnio lubię chodzić do kina. Musiałem się wczuć w osobę, która lubi bardzo i zastanowić co nią może powodować.
Wysłałem:
"Lubię chodzić do kina, bo nie muszę kasować biletu na tramwaj"
"Lubię chodzić do kina, bo tam spotykam się z moją dziewczyną - bileterką"
"Lubię chodzić do kina, bo jak biegam, to później dyszę podczas seansu i sąsiedzi mnie uciszają"
oraz "Lubię chodzić do kina, bo mój terapeuta powiedział, że chodzenie do kostnicy jest chore i powinienem zmienić to, co lubię."
Szczególnie dumny z ostatniego hasła wysłałem wszystkie, postawiłem na kartce kreskę, dołożyłem do komputera podkolanówkę Najmilszej i otworzyłem konkurs trzeci.

Męskie się skończyły - zostały konkursy w których będę się musiał wykazać ogromnym zrozumieniem kobiecej natury. Bułka z masłem?
Nie do końca.

"Panna w okablowaniu"
Konkurs organizowało duże radio. Zdjęcie przedstawiało pannę owiniętą kablami (foto obok) a zadanie wymagało "napisania dlaczego akurat ty powinnaś otrzymać tę stylizację ORAZ TABLET".

Do wygrania płaskie 10 cali! I oczywiście kable.

Postanowiłem na razie nie prosić dziewczyn o pomoc - wyśmiałyby mnie. Sam wymyśliłem odpowiedź:
"Mam w mieszkaniu zepsutą instalację elektryczną, i gdy dotykam ręką lodówki lub pralki czuję nieprzyjemne kopnięcia prądu. Uziemienie zakładane na głowę rozwiązałoby mój problem. Pozdrawiam serdecznie"
Wpisałem dane Najmilszej i wysłałem. Nie będąc pewnym zwycięstwa nie postawiłem jednak kreski.

Zostały cztery konkursy.
Kolejny był w zasadzie damski, ale nie do końca. Znany producent żelazek oferował tablet w zamian za hasło reklamowe. U mnie w domu prasuje ten, kto ma coś do uprasowania, a nawet, jak czasem Najmilsza mnie poprosi to jej bluzkę uprasuję, robię to po prostu szybciej i skuteczniej. Z tego samego powodu ja jej nie proszę.
Wracając do konkursu - pytanie brzmiało : Wymyśl hasło reklamowe dla naszych rewolucyjnych żelazek parowych Iron.
Rewolucyjnych? Banalnie proste. Od ręki napisałem:
"Iron - żelazko, którego używałby Lenin."
"Che Ge Para"
oraz
"Proletariusze wszystkich krajów! Prasujcie Ironem!"
I na koniec zmieniłem rodzaj rewolucji...
"Gdyby James Watt miał żelazko Iron dzisiejsza motoryzacja wyglądałaby inaczej." - ...żeby nie było, że rewolucyjnego hasła reklamowego nie potrafi wymyślić mężczyzna. Ostatnie wysłałem ze swojego maila, wcześniejsze - na maila Najmilszej.
Przez chwilę się wahałem czy nie zaznaczyć od razu dwóch kresek - do wygrania były trzy tablety, dwa będą moje, ale w końcu postawiłem jedną.
"No to rozumiem, - pomyślałem - tak to można zarabiać". Trzy tablety w jeden dzień, jeden dam Monisi za podpowiedź i tak dwa będę miał, a konkursy się nie skończyły!

W kolejnym jednak poległem i po kilku minutach zastanawiania się musiałem poprosić o pomoc Najmilszą.
- Kochanie, dlaczego chcesz prostą czarną sukienkę?
- Dlaczego co?!
- Dlaczego chcesz prostą czarną sukienkę. Krótko. Jednym zdaniem.
- Kupisz mi? Kochany jesteś. Pokażę ci którą, dobrze? - podeszła do mnie.
- Nie pokazuj, powiedz dlaczego ją chcesz?
- Bo jesteś kochany, dziękuję - cmoknęła mnie w policzek i poszła.
Czyli nic nie zrozumiała. Głupio, że w ogóle pytałem.
Czemu kobiety mogą chcieć proste czarne sukienki?
Napisałem:
"Ponieważ mam serdecznie dosyć skomplikowanych zielonych"
i "Ponieważ będzie idealnie pasowała do mojego prostego czarnego... eee, co by tu... fortepianu"
i wysłałem na Najmilszą.
Nie postawiłem kreski i uznałem, że nawet jak nie wygra to nie szkodzi, nagroda była marnej firmy.

Przedostatnie zadanie wymagało wymyślenia hasła zwracającego uwagę na problem opryszczki w czasie wakacji. Wysłałem "na plaży bez burki" i znowu nie zaznaczyłem kreski. Zdawałem sobie sprawę, że moje hasło jest tak poprawne politycznie jak pomysł, żeby sponsorem przyszłorocznej Eurowizji zostało Gillette. Ma sens, ale raczej nie przejdzie.

Ponieważ ostatni konkurs sobie darowałem, nie potrafiąc sensownie w trzech zdaniach wytłumaczyć jak dopochwowy środek antybakteryjny mógłby wpłynąć na mój komfort podczas korzystania z basenu - poszukałęm chwilę w necie i znalazłem jeszcze jeden. Nagroda miała dziesięc cali.
Producent rowerów chciał krótkie opowiadanie o tym "dlaczego dwa kółka są lepsze niż cztery"
Czując jakbym dziecku odbierał cukierki napisałem...
Zosia jest sekretarką. Codziennie rano, punktualnie o dziewiątej szefostwo ma naradę przy kawie. Chociaż Zosia daje im podkładki - swoje filiżanki stawiają byle gdzie i na meblach zostają odciśnięte kółka. Szefów jest czterech. Dwóch przyjeżdża rowerami, a dwóch samochodami. Ci, którzy przyjeżdżają samochodami czasem się spóźniają, bo stoją w korkach. Wtedy Zosia ma do zmycia tylko dwa kółka. I to jest lepsze.
...i wysłałem. Pozostało czekać na wyniki.

Gdy kilka dni później skończyło się ogłaszanie wyników - okazało się, że nie wygrałem ani jednego tabletu.
Wszędzie zwyciężyły wierszyki.

W konkursie kinowym wygrałem za to nagrodę pocieszenia - bilety do kina!
Pójdziemy z Najmilszą, przy czym nie na piechotę.
I szczerze mówiąc nagroda pocieszenia bardzo mnie pocieszyła, a jeszcze bardziej Najmilszą.



Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX