#EPIZODY: O problemach z medium

O problemach z medium

Rodzice Najmilszej mają działkę. Jak kiedyś wspominałem działka leży na rubieżach zbadanej przez człowieka cywilizacji, gdzieś pod Sieradzem. Komórki tracą tam zasięg, prasa nie dociera, a jak dociera to z co najmniej rocznym opóźnieniem, zaś produkty spożywcze: mleko, chleb i samogon trzeba kupować od tubylców, płacąc im liśćmi – ponieważ system monetarny jeszcze nie został tam wynaleziony. 
Okoliczne lasy, pola i... lasy są niezwykle... leśne i polne. Moim zdaniem las jak las, ale rodzice Najmilszej są zachwyceni. Mówią, że działka jest idealnym miejscem dla osoby, która poszukuje spokoju*. 

Jedynym z dwóch mediów łączących parcelę ze współczesnością jest kabel trzy razy dwa i pół milimetra, w którym regularnie sto razy na sekundę pojawia się napięcie od dwustu dziesięciu do dwustu pięćdziesięciu woltów. 
Czyli prąd**. 
Co wcale nie jest takie oczywiste, niektórzy z tubylców nadal z niego nie korzystają. 
Jednak chociaż rodzice Najmilszej to ludzie potrafiący sobie odmówić wielu rzeczy, to wśród tych rzeczy nie umieścili audycji nadawanych przez człowieka nazywanego Dyrektorem, zaś fala radiowa wypuszczana przez tego człowieka w Toruniu dociera aż pod Sieradz jako medium numer dwa. Jakby nie docierała, to by tej działki nie kupili. 
Jedno z wymienionych mediów dość regularnie staje się przyczyną sprzeczek, dyskusji i problemów. Wystarczy napisać, że swoimi sączącymi nienawiść działaniami podburza jednego rodaka przeciw drugiemu, żeby stało się jasne o kim piszę. 

O dostawcach energii elektrycznej. 

– i10, trzeba spisać licznik – ogłosił swoje potrzeby pan Tateusz jesienią ubiegłego roku, gdy przygotowując działkę do zimy spuszczaliśmy wodę z rur, otulaliśmy kwadratową studnię słomą i za radą miejscowych wkopywaliśmy w ziemię totem mający chronić działkę przed Rumburakiem – lokalnym bóstwem podobno przynoszącym szkody. 
Licznik znalazłem w korytarzu, spisałem, a gdy tylko (pod Łodzią) złapałem zasięg, zadzwoniłem do Elektrowni podać co mi z tego spisania wyszło. Przy czym to nie jest tak, że się „dzwoni podać co z tego spisania wyszło”, o nie! W pierwszej rozmowie dostajemy drugi numer telefonu, później trzeci, kolejne i dopiero parę godzin lub dni później trafiamy na kogoś, kogo zainteresuje ile kilowatów zeżarło szerzące dobre słowa radyjko. Udało mi się odnaleźć tego ktosia dopiero późnym popołudniem, ale się udało. 

– i10, sympatyczny elefancie, nie podałeś w elektrowni co ci z tego spisania wyszło – powiedziała Mama Najmilszej dwa miesiące później, w połowie grudnia. 
– Podałem. 
– To co to jest? – podała mi kartkę zatytułowaną „Wezwanie Do Spisania Stanu Licznika I To Natychmiast”. 
Wykręciłem numer wydrukowany na górze kartki i już kilka godzin później rozmawiałem ze sprawiającą wrażenie kompetentnej osobą, która poinformowała mnie, że się mylę, nie podałem stanu licznika i w związku z tym koniecznie jak najszybciej ktoś musi udać się na działkę by ponownie odczytać licznik, tym razem w obecności pracownika Elektrowni. 
– Po cóż jeździć, czas i paliwo tracić, podam pani teraz, bo pamiętam– przyszło mi do głowy. Mama Najmilszej uśmiechnęła się z aprobatą i powiedziała coś o „salmonellowym rozwiązaniu”. 
– Niestety, nie ma takiej możliwości – „niestety” w głosie pani siedzącej w Elektrowni brzmiało jak „wal się” – licznik musi być spisany w obecności naszego pracownika. 

W połowie grudnia ubiegłego roku nie było jakichś specjalnie wielkich opadów śniegu. Wyjątkiem były Stany Zjednoczone, Syria, Egipt i działka rodziców Najmilszej. 
W pewnym momencie po prostu porzuciłem Matiza w zaspie i ostatnie kilometry pokonałem pieszo. 
Na miejscu poczekałem na pracownika Elektrowni, czas poświęcając paleniu pod kuchnią i robieniu herbaty w czajniku elektrycznym. Nastawiając go zastanawiałem się czy zamarznięta w środku woda zamieni się w parę i gwałtownie eksploduje roznosząc mnie razem z zabudowaniami po polno-leśniej okolicy. Tak się jednak nie stało; można podłączać wypełnione zamarzniętą wodą czajniki do prądu – polecam. 
Człowiek z elektrowni dużo się nie spóźnił, odczytując licznik wypiliśmy gorącą herbatę, później gość owinął odmrożoną dłoń gazetą, powiedział: 
– Wychodzę, to może trochę potrwać – i wyszedł, a ja niedługo za nim. 

Gdy półtora miesiąca później pod koniec stycznia przyszedł rachunek, zamiast zwyczajowych trzydziestu czy czterdziestu złotych do zapłaty były cztery tysiące. 
Za dużo. 
Nawet jeśli facet uważa, że stracił te palce z naszej winy. 
– i10, jesteś pewien, że nie zostawiłeś tam czegoś włączonego – upewnił się pan Tateusz. 
Żeby nabić taką kwotę musiałbym na działce zostawić włączoną hutę. 
Wziąłem od pana Tateusza rachunek, obejrzałem i sprawa stała się jasna jak zalewajka ze śmietaną. Źle postawiony przecinek. Z miliwatów zrobiły się waty! 
Zadzwoniłem do Elektrowni... cholera, muszę opisać jak wygląda dzwonienie do Elektrowni, żeby nikt nie pomyślał, że „zadzwonić do Elektrowni” jest czynnością zbliżoną do „zadzwonić do pizzerii”, bo nie jest:

Telefon podają na rachunku. Wołami napisane Polska*** Elektrownia S.A. oddział w Łodzi, ulica Autora Lokomotywy i na końcu właśnie numer telefonu. 
Kręcimy. 
– „Witamy na infolinii Polskiej Elektrowni S.A. oddział w Łodzi. Jeśli chcesz zgłosić awarię naciśnij jeden, jeśli chcesz zgłosić zagrożenie życia lub zdrowia – naciśnij dwa, jeśli nie świeci ci się na ulicy – naciśnij trzy...” 
Po wysłuchaniu całej formułki dowiadujemy się, że żeby porozmawiać o rachunku należy nacisnąć zero. Naciskamy. 
Krótka melodyjka i słyszymy miły głos konsultantki. Ciekawe, czy są zatrudniane ze względu na barwę głosu? Powiedziałem o co chodzi. Ona perlistym tonem poprosiła o numer abonenta – podałem, zaszczebiotała o adres – podałem, westchnęła o PESEL – podałem, bo się przygotowałem, przecież nie pierwszy raz dzwonię. 
– Nie ma takiego abonenta – zakończyła pogodnie. 
Więc ponownie opowiedziałem całą historię i wytłumaczyłem, że chociaż adres jest w Łodzi to sprawa dotyczy lokalizacji pod Sieradzem. I że musi byc taki abonent, zresztą gość siedzi w kuchni, a przede mną leży jego, delikatnie to ujmując, zawyżony rachunek. 
Po wypełnionej klikaniem chwili pani stwierdziła, że Tateusz nie jest klientem Polskiej Elektrowni S.A. tylko Polskiej Elektrowni Obrót S.A. a to całkiem inny numer telefonu. 

I podała numer telefonu różniący się dwiema cyframi. 

Dzwonimy, ta sama procedura, chociaż cyferki do naciśnięcia są dla zmyłki inne. Tym razem, żeby porozmawiać z konsultantem trzeba nacisnąć cyfrę sześć, a gdybyśmy nacisnęli zero, to łączy nas z zakładową stołówką, wiem, bo sprawdziłem. 
W kolejnej rozmowie równie miła konsultantka po dziesięciominutowym słuchaniu mojej opowieści stwierdziła, że chociaż rzeczywiście pan Tateusz może być ich abonentem, to Polska Elektrownia Obrót S.A. nie jest instytucją odpowiednią dla zajmowania się zawyżonymi rachunkami i że należy się zwrócić do Polskiej Elektrowni Podskok oddział Sieradz. 
W Sieradzu odsyłają nas do Podskoku, ale łódzkiego. 
I tak w kółko. 
I tak z każdą elektryczną czynnością. Bo na przykład spisywaniem liczników zajmuje się Obrót, ale już wystawieniem rachunku Podskok. Lub odwrotnie. 
Rodzice Najmilszej proszą mnie o załatwianie tych spraw ze względu na mój upór i osobnicze opóźnienie w puszczaniu piany z pyska, nie żebym lubił czy coś.

Wracając do sprawy – wyjaśniłem konsultantce Podskoku lub Obrotu (w każdym razie oddział Sieradz) w czym rzecz i dowiedziałem się, że nie ma żadnego problemu, błąd jest oczywisty, przesunięcie przecinków, haha, poprawimy. 
Nie poprawili. 

Parę dni temu przyszło „Wezwanie Do Zapłaty Albo Będzie Źle” wystawione przez Polska Elektrownia Klaśnięcie oddział Radom. 
Po godzinnym procesie poszukiwania osoby, która będzie miała choćby blade pojęcie, o co chodzi, osoba ta poinformowała mnie, że żeby poprawić rachunek... musimy spisać licznik. 
– Nie szkodzi, że już raz był spisany – powiedziała. 
Też byłem zdania, że nie szkodzi. Natomiast szkodzi, że kolejny raz musiałem tam jechać. Jednak ponieważ osoba była uparta jak Najmilsza w kwestii nienazywania wujka Hansa cholernym hitlerowcem, nie mając wyjścia przedwczoraj pojechałem. 

I bardzo dobrze. 

Bo gdy na miejscu czekając na pracownika Polskiej Elektrowni Klaśnięcie**** szwendałem się po działce – zauważyłem, że dzięki ustawionemu totemowi, Rumburak wyłamał drzwiczki w szopie i ukradł taczkę. Za to wiertarkę przegapił!

Przeniosłem ją do domku, a wyłamane drzwiczki zabiłem gwoździami. 












Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX