#EPIZODY: O Wigilii

29 grudnia 2013

O Wigilii

– Nie i10, nie możesz iść w jeansach. W bluzie z kapturem też nie. Czapka z daszkiem nie będzie pasować, przecież idziemy na Wigilię – powiedziała obrażona Najmilsza.
Obrażona, bo wcześniej powiedziałem, że na Wigilię u jej rodziców mnie "nie ciągnie".
– Moglibyśmy posiedzieć sobie sami, pooglądać telewizję, pograć w karty, przecież nie musimy tam jechać, wyobraź sobie, że jakoś mnie, wyobraź sobie eee... nie ciągnie – tak powiedziałem.



– Nie ciiągnie?! Może ty nie musisz, aspołeczny typie, ale ja chcę pojechać zobaczyć się ze swoją rodziną, więc nie dyskutuj! – A tak odpowiedziała Najmilsza i obraziła się, chociaż nie dyskutowałem.

To było rano.

Spędziwszy dzień przed szafą Najmilsza była już prawie zdecydowana, jaki kolor bluzki wybrać.




W tym czasie stałem w blokach startowych, obleczony w garniak i z nudów podrzucałem jej głupkowate propozycje na zmianę mojego stroju.
– Ej, a powiedz... co sądzisz o sandałach?



W końcu na dworze zrobiło się ciemno, pierwsza gwiazdka, te sprawy, więc poprosiłem ją, żeby się sprężyła, bo jesteśmy spóźnieni...



...i zabierając Zmorę, jej psa, pojechaliśmy.

W wigilijny wieczór łódzkie drogi były raczej puste. Na Pomorskiej utknęliśmy jednak za jakimś Oplem. Utknęliśmy, bo jechał całą szerokością jezdni. Od prawej, do lewej.




– Pijany – uznałem – wcześnie dość.
– Zadzwonić na policję? – w Najmilszej obudziła się donosicielka.
– Daj spokój, najwyżej wpadnie do rowu, widzisz, że się wlecze.
– A jak przejedzie jakieś dzieci?
– Widzisz tu jakieś dzieci – rozejrzałem się po ponurym, łódzkim, absolutnie bezdzietnym krajobrazie.
– Zabije kogoś, a ja będę sobie w brodę pluła, że mogłam zapobiec. I tobie będę pluła, ty pozbawiony wyobraźni prymitywie. Dzwonię.
Wyjęła telefon i zadzwoniła.




Podała nazwisko, markę samochodu i numer rejestracyjny. 

Parę minut później musieliśmy skręcać z Pomorskiej w Kopcińskiego, a kierowca Opla zdecydował się na jazdę... z braku odpowiedniego słowa napiszę, że prosto.
Nikt go nie zatrzymał, zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Szanse na zatrzymanie zmalały do zera w momencie, gdy Najmilsza przez telefon opisywała policjantowi Matiza na szczecińskich numerach, ale nie chciałem się pokłócić w Wigilię, więc się nie wtrącałem.

Na miejsce spóźniliśmy się pół godziny. Wiadomo, wszyscy nas witają, takie spóźnienie to nie spóźnienie, nic się nie stało, rozbierajcie się, powieście płaszcze, i10 chcesz kapcie, sympatyczny elefancie, czy zostaniesz w sandałach?
Wieszając kurtkę Najmilsza opowiedziała, jak przy pomocy telefonu uratowała życie wielu dzieciom.
– ..i jak mnie zapytali o numer rejestracyjny, to i10 nie chciał mi dać dokumentów, żebym temu policjantowi  mogła sprawdzić, przecież nie znam na pamięć, więc co zrobiłam? – wzięła od swojej mamy kapcie i rzuciła mi pod nogi – przeczytałam sobie z naklejki na szybie! – faktycznie tak zrobiła, bystrzacha z niej, trzeba przyznać.

W mieszkaniu była już cała rodzina. Babcia Najmilszej, Mama Najmilszej, pan Tateusz, Monisia i jej nowy facet, Emil.
– Emil – nieszczęśnik wyciągnął do mnie rękę – wiele o tobie słyszałem, i10.
– Ja o tobie też, Monisia nie przestaje o tobie opowiadać - moja odpowiedź wyraźnie go ucieszyła.



Kolacja, jak kolacja.
Dwanaście potraw, z których najbardziej podejrzanie wyglądał karp.



Wspomnę tylko, że łamiąc się opłatkiem wszyscy życzyli mi, żebym był dobry dla Najmilszej, chyba się zmówili. Więc gdy na końcu podszedłem do niej, a ona spojrzała mi w oczy i powiedziała: – Żebyś był dla mnie dobry...


...odpowiedziałem po prostu:
– Nawzajem.


Po kolacji na stole wylądowały napoje procentowe, a nowy chłopak Monisi, Emil usiadł koło mnie:
– i10, co radzisz?
– Nie jedz karpia.
– Nie, chodzi mi o Monisię.
– Jakiej rady potrzebujesz?
– Bo wiesz, i10, nie wiem, jaka ona jest, znamy się dopiero parę tygodni.
A taaakie buty, no dobra.
– Wydaje mi się, że ona jest dla ciebie stworzona Emilu.
– Naprawdę?
– Oczywiście. Nigdy nie zaprosiła nikogo na Wigilię. To coś znaczy Emil, to coś znaczy. Widziałeś, jak ona na ciebie patrzy?
– Nie widziałem.
– No właśnie! Gdy tylko odwracasz wzrok, jest wpatrzona w ciebie jak w obrazek. Człowieku, jestem pewien, że poza tobą świata nie widzi. Zauważyłeś, że dzisiaj nigdzie nie dzwoniła?
– No...
– To coś znaczy Emil. Myślę, że nie powinieneś się wahać, tylko jej oświadczyć.
– Co?!
– Chwytaj szansę Emilu, chwytaj szansę, póki nie jest za późno. Ta kobieta ma złote... – moment zastanawiałem się, co Monisia może mieć złote...




– ...serce.
Chwilę palił papierosa w milczeniu obserwując Zmorę obżerającą się karpiem, którego wszyscy dyskretnie pozbywali się wrzucając do psiej miski.
– Masz rację – i wstał, o kurwa, uwierzył - przepraszam bardzo!



Najlepsze jest to, że Monisia Emila oświadczyny przyjęła.




Wszyscy się bardzo cieszyli, impreza się przeciągnęła, w tańcach wzięła udział nawet Babcia Najmilszej.




Nowo zaręczeni skoczyli na stację benzynową po zapasy, byłem dość dziabnięty, gdy tuż po północy Zmora wskoczyła mi na kolana i powiedziała:
– i10, wystarczy mi tego karpia, wracamy?
Chciałem jeszcze posiedzieć, ale pomysł wyjścia poparła Najmilsza...






...więc pożegnaliśmy się, piękna kolacja, ach, cóż za zaręczyny, musimy to powtórzyć i całą trójką poszliśmy do samochodu.




Na Pomorskiej stał radiowóz, wyraźnie na kogoś czekali. Zatrzymali nas, ponieważ jechaliśmy lekkim zygzakiem.

Skończyło się na mandacie. 

Okazuje się, że to, że byłem pijany nie było wystarczającym usprawiedliwieniem, żeby dać Najmilszej prowadzić.



Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX