#EPIZODY: O spacerze

14 listopada 2013

O spacerze

Wyszedłem na spacer ze Zmorą, która jest psem Najmilszej.

Wyjście na spacer wygląda mniej więcej tak, że pies przy każdym moim sięgnięciu po kurtkę, papierosa, buty, pieniądze, czapkę, okulary przeciwsłoneczne lub śmieci ustawia się przy drzwiach, krzyżuje tylne nogi, po czym przestępując z łapy na łapę wyciąga skądś dwa złote na toaletę i zaczyna się nerwowo rozglądać. Jeżeli udaję, że nie widzę, sięga przednią łapą do krocza i podskakując pokazuje mi wyciągniętą skądś kartkę z odwróconym do góry nogami znakiem zapytania i trójkątem, którego jeden z wierzchołków skierowany jest w górę. Udaje, że nie wie jak trzymać kartkę.


Wtedy zazwyczaj ulegam i sięgam po smycz, na co pies zaczyna przy drzwiach wyjściowych (i wejściowych, bo to te same drzwi) kręcić radosne ósemki, połączone ze wszystkimi innymi cyframi przy czym część cyfr jest ustawiona pionowo.
Doszło już do tego, że pies zaczyna świrować przy każdym moim wyrzuceniu papierka do kubła i wcale nie oznacza to, że Zmora jest nieco pierdolnięta i nie załapała, że sięgnięcie do kubła nie oznacza wyrzucenia śmieci, o nie!
Ona wie, że jeśli odstawi swój cyrk z ciśnieniem  na pęcherz, ja z nią wyjdę.

Skoro wie, wychodzę.

To jest dobry moment, żeby opowiedzieć o genezie imienia Zmory. Zaraz po jej pojawieniu się jej w naszym domu patrzyliśmy na czarną rozbrykaną kulkę która na moment przerwała zabawę, żeby postawić na środku pokoju klocka i zastanawialiśmy się jakie imię do niej pasuje oprócz "Szkodnika", który nam obojgu nie leżał
. Najpierw chciałem zaproponować "Beata" na cześć mojej pierwszej dziewczyny, ale po przemyśleniu powiedziałem "Zmora". Również na cześć mojej pierwszej dziewczyny, a przy okazji na cześć kilku późniejszych.

Na schodach przed klatką schodową symbol kilku moich dotychczasowych związków wyskakuje, gdy tylko uchylę drzwi na tyle, by mógł się przez nie wyśliznąć. Jeszcze zanim nacisnę klamkę Zmora stoi wprasowana w futrynę, co wygląda, jakby jej łeb już był na zewnątrz. To nie jest, że "damy wychodzą pierwsze". Gdyby damy wychodziły w ten sposób po otworzeniu im przez uprzejmego faceta (mnie) drzwi, boki ich damskich ubrań zostałyby zdarte na futrynie (po czym odpadałby im tył stroju, jak sądzę. Chociaż nie, bo... dobra, zostawmy). Zmora wyskakuje całkiem nie jak dama.

Znalazłszy się na schodach pies najpierw się rozgląda, czy w zasięgu jej pozbawionego możliwości widzenia barw wzroku jest ktoś, na kogo ubraniu możnaby zostawić radosne ślady łap. Ponieważ schody wychodzą na błoto, po którym rzadko ktoś chodzi, Zmora nie znalazłszy takiej osoby schodzi w błoto i upada. Lubi być brudna, całkiem nie jak ja a tym bardziej nie jak Najmilsza, ta to prawie z łazienki nie wychodzi.
Po przewróceniu się w błoto, jeśli nie potrzebujemy mieć na sobie plam, warto ciągle stać na górze schodów, ponieważ po przewróceniu następuje typowo psie otrzepanie z błota (jeśli potrzebujemy mieć na sobie plamy z błota, warto wtedy stanąć blisko psa).
Później zwierzę wyłazi z kałuży i rzuca się w szaleńczy bieg po trawniku, znajdującym się kilkanaście metrów dalej tuż przed ogródkami działkowymi. Ogródki są brzydkie i zapuszczone, natomiast trawnik z niewiadomych przyczyn jest starannie wystrzyżony i wypielęgnowany. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś go strzygł i pielęgnował, Najmilsza też nie widziała, podzieliłem sie z nią podejrzeniem, że ktokolwiek się nim zajmuje, robi to w środku nocy, gdy wszyscy śpią. Najmilsza podzieliła się ze mną hipotezą, że jestem nienormalny.

Biegając po trawniku Zmora co jakiś czas zwalnia i udaje, że sra. Kolejna sztuczka mająca mnie wkręcić w rzucenie psu przychylnej uwagi lub przysmaku, który wcale nie jest przysmakiem i zajeżdża rybą, sprawdzałem.
Obojętnie, czy dam się na tę sztuczkę nabrać, czy nie, następnym obowiązkowym punktem spaceru jest obszczekanie kamienia leżącego pod krzakiem bzu. Znaczy pies szczeka. Nie wiem dlaczego. Kłóci sie z nim? Coś mu opowiada? Próbuje namówić na spacer? Jak do tej pory nie zdarzyło się, żeby kamień w jakiś sposób zareagował. Traktuje ujadanie Zmory z kamienną wręcz obojętnością.
Po kilku chwilach pies nudzi się ujadaniem na głaz i to jest moment, kiedy trzeba uważać, bo jeśli tylko pies zauważy, że na niego nie patrzę to następną rzeczą, jaką spróbuje zrobić będzie ucieczka.

A ucieka w trzy miejsca.

Pierwszym jest pobliski sklep spożywczy, przed którym Zmora wyhamowuje na dwie, trzy sekundy odstawiając błyskawiczny lansik przed przywiązanymi pod sklepem najlepszymi przyjaciółmi robiących zakupy ludzi. Po dwóch, trzech sekundach Zmora przypomina sobie, że jest uwalanym w błocie kundlem, przestaje się wygłupiać i wspólnie z przywiązanymi dosłownie do barierki, a w przenośni  do swoich właścicieli zwierzakami oddaje się radosnemu obwąchiwaniu dupy. W bardzo przyjacielskiej atmosferze, nie zdarzyło się do tej pory, żeby ktoś kogoś ugryzł, czy nawet zawarczał.
Jeśli nie znajdę Zmory pod sklepem, idę kawałek dalej, do sklepowego śmietnika, gdzie zwierzak często przynosi mi wstyd udając, że nie jest karmiony i wyciągając ze sterty śmieci co obrzydliwsze... rzeczy. Znajdując Zmorę pod śmietnikiem mogę mieć pewność, że będzie z niego wyciągać szkielet ryby, martwego szczura lub ludzką rękę. Albo, że się będzie w tych śmieciach tarzać, bawiąc się czymś obrzydliwym.
Trzecim zaś miejscem, w którym mogę ją znaleźć jest szopa pana Zdzisia, lokalnego zbieracza surowców wtórnych. Tego gościa, co odkupiłem od niego swój własny dziurawy prodiż. Znaczy nie mój, tylko mamy Najmilszej, ale nieważne. Zmora go uwielbia (pana Zdzisia, nie prodiż) ze wzajemnością i jeżeli nie znajduję psa pod sklepem ani pod sklepowym śmietnikiem, zaglądam do szopy, gdzie Zmora radośnie liże pana Zdzisia po twarzy a on się cieszy.

Tym razem tak nie było, bo Zmora nie uciekła.

Od razu po wyjściu  na schody dostrzegła swojego ulubieńca pana Zdzisia i rzuciła mu się na spotkanie.
A pan Zdzisio wyjął zza pazuchy zawiniątko:
- Mam tu coś dla ciebie - powiedział. Facet sam nie dojada, ale zawsze w kieszeni ma jakąś skórkę kiełbasy, kawałek chleba lub ludzki palec, którymi częstuje wszystkie uwielbiające go okoliczne Burki, Zmory i Azory.
- Mogę jej dać?! - pomachał do mnie sporym zawiniątkiem. "Cóż to zawiniątko może zawierać? Krowi język? Ludzkie serce? A co tam - pomyślałem - nic, co do tej pory dał Zmorze jej nie zaszkodziło".
- Jasne panie Zdzisiu!
To jej dał, chwilę jeszcze dał się polizać po twarzy, coś jej powiedział pokazując na mnie palcem i Zmora przybiegła do mnie.
Patrząc na to, co trzymała w zębach poczułem dreszcz grozy.
Zwierzak w pysku trzymał misia
















Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX