#EPIZODY: O trzech dramatycznych dniach - epilog

3 listopada 2013

O trzech dramatycznych dniach - epilog



Kuracja z wódką i kwiatkami na stole okazała się dość skuteczna na ból zęba, jednak gdy przeprowadzałem ją po raz czwarty Najmilsza powiedziała dość.



– Dość – o w ten sposób. 
– i10, robi się z ciebie pijak. Masz pójść do dentysty – dodała, żebym wiedział czego "dość".
– Ale mnie boli, miej serce!
– Nie chcę mieć w domu alkoholika, którym niechybnie się staniesz, jeśli nie wkroczę. Jeżeli wolisz, mogę zadzwonić do swojej matki i wytłumaczymy ci to razem.
Nie wolałem. Mimo to następnego dnia zadzwoniła do swojej matki i wytłumaczyły mi to razem.
– Sympatyczny elefancie, nie owijajmy kota w bawełnę – powiedziała Mama Najmilszej. – W ten sposób nie leczy się zębów.
– ...tylko uśmierza ból – zarechotał Tateusz zza pleców Mamy Najmilszej, ale zgromiony zwężonym spojrzeniem swojej... cięższej połowy szybko zamilkł.
– Pójdziesz do dentysty – oznajmiła Najmilsza. – Czy to jest jasne?

I to był dobry moment, żeby przedstawić argumenty świadczące, że spożywanie alkoholu w obecności ciętych kwiatów jest doskonałym, wypróbowanym, akceptowanym, znanym, a przede wszystkim popularnym sposobem na leczenie zębów, jednak jedyna osoba, która mogła argumenty te przedstawić oglądała akurat czubki swoich butów stojąc za plecami swojej... niższej połowy i nie wyglądało, że mnie poprze, zatem spróbowałem postawić na wypunktowanie wad proponowanego rozwiązania:
– Boję się dentysty – niestety miałem tylko jeden punkt. – Zostało mi tak z dzieciństwa.
Mama Najmilszej posmutniała:
– A co się stało w dzieciństwie sympatyczny elefancie?
Podniosłem głowę:
– No... też bałem się dentysty. 
– Dentysty nie trzeba się bać. 
– Nie boję się dlatego, że trzeba. Boję się sam z siebie – zniżyłem głos – wizyta u dentysty to podobno ból porównywalny z pożarciem przez lwa – miny rozmówczyń powiedziały mi, że przykład jest nietrafiony i że będę potrzebował przekonującego dowodu na poparcie swej hipotezy – jak przeczytałem w internecie! 
No, lepszy taki dowód niż żaden.
– Ktoś najpierw został pożarty przez lwa, a później to opisał? Bredzisz – stwierdziła Najmilsza. – Od dawna są nowoczesne środki przeciwbólowe, nawet nic nie poczujesz, idźcie do przychodni, najlepiej jutro – poradziła jej okrutna, pozbawiona uczuć matka.
W tej sytuacji otoczony przez wrogów, podszywających się pod moich przyjaciół, wobec braku sensownych argumentów mogłem powiedzieć tylko jedno:
– Już mnie nie boli.

Niestety, jeszcze tego samego wieczora (podczas oglądania w telewizji arcyciekawego filmu zawierającego dużo seksu, wybuchy, samoloty, wulkan, wulkan uczuć i wulkanizatora - zboczeńca), ból pyska dopadł mnie jeszcze gwałtowniej, a Najmilsza oświadczyła, że jeśli wypiję choćby naparstek alkoholu, ona odchodzi, i że mam przestać wąchać goździki, bo i tak nic mi nie pomogą, więc się poddałem.
Noc przeżyłem w boleści, a na drugi dzień poszliśmy do przychodni. Najmilsza zgodnie z sugestią swej złowrogiej matki poszła ze mną, pilnować bym nie uciekł spod gabinetu.
Ku mojemu wielkiemu szczęściu pani w przychodni powiedziała, że dzisiaj nie ma dyżurującego dentysty, a ku rozpaczy dodała, gdzie ten dyżurujący dentysta jest. 
W Klinice.

Idealnym i wystarczającym lekarstwem na ból zęba okazała się zawieszona na murze wielka betonowa tablica "Łódzka Klinika Stomatologii, Wchodzisz Na Własne Ryzyko". No, normalnie przeszło mi jak ręką odjął. 

Najmilsza rzekła jednak, że nie, nie możemy wrócić do domu, a zniknięcie bólu jest chwilowe i okazało się, że miała skubana rację, łupanie w ryju powróciło, gdy tylko tablica zniknęła mi z oczu.
Ponieważ nie udało mi się przekonać Najmilszej do pomysłu kradzieży ciężarówki, przyjechania nią w nocy, ukradkowego odkręcenia tablicy, załadowania jej na ciężarówkę, przewiezienia do naszego domu i powieszenia w sypialni, weszliśmy do środka.
– Z bólem? – zapytała pani w rejestracji.
– Bez bólu – zaprotestowałem i spojrzałem na Najmilszą z wyrzutem. – Mówiłaś, że są nowoczesne środki!
– Pacjent czy z bólem. Boli pana? – sprecyzowała rejestratorka.
– Bardzo, o tu – otworzyłem paszczę.
– Lekarzowi pan pokaże, proszę numerek i zapraszam do gabinetu numer sześćset sześćdziesiąt sześć.

Przed wejściem na oddział musieliśmy zostawić kurtki w szatni oraz kupić w automacie specjalne ochraniacze na obuwie, mające chyba chronić obuwie przed ochlapaniem krwią. Ochraniacze zapakowane były w pudełeczka po kinderniespodziankach. Głośno zastanawiałem się, co by było, jakby dzieciaki dostawały kinderniespodzianki z takimi właśnie gadżetami? Dzieciak zżera czekoladę, wyciąga pudełeczko, otwiera, patrzy, a tam ochraniacze na obuwie. Ucieszyłby się? Zjadł i zadławił? Niestety nie udało mi się wciągnąć Najmilszej w swoje rozważania, więc temat umarł śmiercią naturalną i nie mogę napisać, co ona o tym sądzi. 

Gabinet znajdował się na samym szczycie budynku kliniki, przez chwilę stałem przed panoramicznym oknem i zastanawiałem się czy nie skoczyć. Spory budynek, szybki kres cierpień. Z góry wyglądało, jakby na parkingu przed budynkiem krzątały się dwa małe robaczki. Nie skoczyłem, z moim pechem tylko bym sobie boleśnie coś złamał.

Klinika w nazwie budynku oznacza, że większość badań, zabiegów, diagnoz i analiz jest przeprowadzana, stawiana i wykonywana przez studentów.
– Dzień dobry – powiedziała zerkając do komputera mała, może jedenastoletnia dziewczynka w fartuchu – panie i10, proszę usiąść i otworzyć usta.
- A możesz poprosić któreś z rodziców?
- Jak pan będzie dowcipkował - ponownie zerknęła w ekran i z charakterystycznym wystrzałem przypominającym strzelenie z majtek Najmilszej (za co Najmilsza ZAWSZE się wścieka) naciągnęła lateksowe rękawiczki - panie i10, to nie dam panu znieczulenia.
Natychmiast spoważniałem, usiadłem i szeroko otworzyłem usta. Dziewczynka pogrzebała w nich kilka sekund takim widelcem i powiedziała że już.
– Już?
– Już. Musi pan pójść na chirurgię w celu ekstrakcji korzenia piątki.
– Muszę...?
– Pójść na chirurgię w celu ekstrakcji korzenia piątki.
– Muszę pójść na chirurgię...?
– W celu ekstrakcji korzenia piątki.
– W celu ekstrakcji korzenia...?
– Piątki.
– Piątki?
– Piątki. Zęba, który pana boli. Oto skierowanie – podała mi druczek.
Podziękowałem i poszedłem na chirurgię w celu ekstrakcji korzenia zęba, który mnie bolał, a dziewczynka wróciła do bawienia się lalkami jak na dziecko, lub do odurzania się narkotykami, jak na studenta medycyny przystało.

Chirurgia znajduje się w lochach. Przyjaznych, pomalowanych w wesołe zielone kolory, upstrzonych obrazkami lochach. Musiałem trafić na odbywający się akurat wernisaż zatytułowany „Najbardziej ponure sado–maso, wczoraj i dziś”, bo na obrazkach uwidocznione były różne stadia chorób pyska i sposoby na radzenie sobie z przypadłościami. Ze wszystkich ostro i wyraźnie sfotografowanych gęb wystawały najróżniejsze sztućce i przypadkowo dobrane narzędzia rodem z warsztatu ślusarza psychopaty.
Usiadłem przed gabinetem.

Przed wrotami z napisem "Chirurgia. Porzućcie Wszelką Nadzieję Wy, Którzy Tu Wstępujecie Wyłącznie W Ochraniaczach Na Obuwie" na wizytę czekały już dwie starsze panie. Przywitałem się i usiadłem.
– Boi się? – zapytała jedna z nich. Rozejrzawszy się uznałem, że pytanie jest skierowane do mnie lub do wiszącej za mną planszy przedstawiającej, jak mi się nie wydawało, osiem sposobów wyrywania języka kombinerkami więc przytaknąłem.
– I niech się boi – wycharczała – ból jak cholera. Jakby człowiekowi rozżarzone węgle do pyska sypali.
– Pan nie słucha – sprzeciwiła się druga. – Nie jest tak strasznie. Byle nie trafić na Murzyna.
– Czemu? – zapytałem.
– Słucham?

– Czemu nie trafić na Murzyna?
– Bo takiej znajomej Murzyn wyrwał nie ten ząb! – otworzyła usta, żeby mi pokazać, nie który ząb jakiś Murzyn wyrwał jej znajomej.
Wrota się otworzyły i poproszona została pierwsza ze starszych dam. Ja postanowiłem nie prowadzić dalszych, mało optymistycznych rozmów z drugą, więc siedzieliśmy w milczeniu aż i ona zniknęła w sali tortur.
Wyszła po kilkunastu sekundach, rzuciła do mnie znaczące:
– Murzyn! – i podreptała do wyjścia.
W otwartych wrotach pojawiła się pielęgniarka:
– Pan i10? Zapraszam.

Co było w tej wizycie fajne, to skomputeryzowany system obsługi pacjenta. Skierowanie, które dała mi dziewczynka miało mi tylko pozwolić znaleźć odpowiednią salę. W tej sali na komputerze już były wyświetlone moje dane oraz błyskający na tle trupiej czaszki napis "Ekstrakcja korzenia piątki". Co było w tej wizycie niefajne to Murzyn na sali. 
Pokazałem palcem:
– Do niego?
Pielęgniarka spojrzała za moim wskazaniem:
– Nie. Profesor Bibubae dzisiaj nadzoruje projekt. Do nich – teraz ona pokazała palcem.
Popatrzyłem na sześć poprzebieranych w białe fartuszki modelek. 
– Te dziewczyny? Poważnie? – gęba mi się sama rozszerzyła w uśmiechu, aż syknąłem z bólu.
– Nasze studentki. Proszę się nic nie bać, zapraszam na fotel.
No to rozumiem! Usiadłem na fotelu a panny otoczyły mnie, błysnęły mi po oczach światłem ukradzionym na pewno z wieżyczki jakiegoś niemieckiego obozu zagłady na terenie Polski, zapytały czy jest mi wygodnie, wsadziły do buzi zgrabne paluszki, i zrobiły zastrzyk przeciwbólowy. Miał zacząć działać po kilku minutach.
Dokładnie po sześciu minutach zrobiły drugi, a po kilku kolejnych trzeci.
Ponieważ nadal zjeżdżałem po fotelu do pozycji leżącej uciekając przed byle dotknięciem, ząb nie przestał boleć, a jedynym efektem trzech bardzo nowoczesnych zastrzyków przeciwbólowych było to, że przestała mi się domykać prawa powieka, dziewczyny zawołały kogoś, kto zna się na medycynie i wie, w które miejsce należy robić zastrzyki, żeby były skuteczne, czyli docenta.
Docent poinformował dziewczyny, że znieczulenie przeprowadziły w sposób bardzo, niezwykle wręcz profesjonalny i właściwy, zaś mnie, że w przypadku stanów zapalnych znieczulenie czasem nie działa niestety i że jedyne, co może mi zaproponować to antybiotyk, przeżycie tygodnia z bólem i powrót na ten sam fotel w celu wyrwania wyleczonego korzenia, bez stanu zapalnego.
– Albo – zaproponowała jedna z dziewczyn – możemy pana przytrzymać siłą, żeby się pan nie wyrywał i nie zjeżdżał nam z fotela, ale na to musi pan wyrazić zgodę.
Ej, te modelki będą mnie trzymały? Poprzebierane za pielęgniarki?! Chciałem jej powiedzieć, że się zgadzam, ale znieczulenie sparaliżowało mi język, więc mrugnąłem potakująco lewym okiem, podpisałem zgodę i dałem się schwytać młodym rękom, mam nadzieję, przyszłych najpiękniejszych stomatolożek świata, zaś piąta panna stanęła za fotelem dzierżąc w dłoniach coś, co przypominało łom.

Streszczając się, ból był niesamowity, ale nawet nie drgnąłem. Nie chciałem, żeby dziewczyny poczuły że jestem mięczak. Nad pojawiającym się krzykiem podczas ostatnich trzech, może pięciu minut zabiegu nie mogłem jednak zapanować. I nad łzami. Ale się nie wstydzę.
Ponieważ po wszystkim dziewczyna z łomem powiedziała, że to był pierwszy jej raz i że jest mi bardzo wdzięczna, że odbył się ze mną.
Wstałem z fotela, odbiłem się od ściany, przewróciłem, z pomocą docenta wstałem, poszedłem do wyjścia, minąłem dwóch przebranych za robaczki facetów krzątających się wokół samochodu firmy zajmującej się dezynsekcją szpitala i doszedłem do samochodu, gdzie dogoniła mnie Najmilsza z kurtką.
– I jak było?

Dopiero parę godzin później, gdy do języka wróciło czucie mogłem jej powiedzieć, że jeśli jeszcze raz każe mi wybierać między wizytą u dentysty a jej odejściem, niech nawet nie pyta tylko odchodzi bez wahania.







Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX