#EPIZODY: O tym, jaki jestem niezwykle kłótliwy

29 września 2013

O tym, jaki jestem niezwykle kłótliwy

Zaczęło się w czasie śniadania i poszło o jajka.
Tak naprawdę wcale nie poszło o jajka tylko o wyrzucenie prodiża, czyn, którego dokonałem wcześnie rano. Prodiż, wątpliwy prezent od Mamy Najmilszej okazał się przeciekać i wypuszczać szczelinami zawartość. Na początek wodę, którą go myłem. Najmilsza chciała, żebym prodiż „posklejał, przecież są takie kleje” jednak tego nie zrobiłem i od paru dni grat stał w przedpokoju czekając aż coś z nim zrobię. Zrobiłem z niego prezent.
– Panie kierowniku, pan nie wrzuca, sieprzyda – zwrócił się do mnie koło śmietnika pan Zdzisiu, osiedlowy kolekcjoner surowców wtórnych i degustator płynów. Wszelkich płynów.
– Panie Zdzisiu, ale tego się nie sklei – nie zajarzyłem.
– Ja tego, szanowny panie kierowniku, kleić nie zamierzam – oświadczył pan Zdzisiu odbierając z moich rąk posag Najmilszej.

A później jedliśmy śniadanie i wtedy rzekomo poszło o jajka.
Konkretnie o to, ile powinny się gotować.
– Jajka powinny się gotować siedem minut – powiedziała Najmilsza próbując nadziać na widelec oliwkę. Obserwowałem, jak oliwka panicznie usiłuje uniknąć zadźgania prześlizgując się, robiąc zwroty, upadając i podskakując. Wyraźnie traciła siły.
– W stratosferze – powiedziałem.
– Co?
– W stratosferze możesz gotować jajka siedem minut. Tam woda wrze w niższej temperaturze. U nas, na ziemi, wystarczy pięć minut.
– Nie wystarczy. – Najmilsza wycelowała widelec i skupiła wzrok na swojej ofierze. Ofiara znieruchomiała, poczułem, że właśnie odmawia swoją oliwkowa modlitwę do Boga Oliwek: „i zła się nie ulękneeeeeeeee”
– Czekaj – wyciągałem do Najmilszej rękę, ale było za późno.
– Na co? – zapytała przyglądając się nabitemu na widelec stworzeniu stojącemu już przed swoim zielonym, owalnym i być może brodatym Stwórcą.
– Na nic, włączę radio ok?
Stary odbiornik ma tylko jedną funkcję. Działa, albo nie działa. Czasem można go zrobić głośniej, ale nie wiem, od czego to jest zależne, bo zwykle nie można. Nigdy natomiast nie można go też przestawić na inną stację radiową. Jak się kiedyś zaciął na jednej częstotliwości to tak mu zostało, przez pewien czas mogłem słuchać jedynie dźwięków wodospadu oraz wodospadu lejącego się na wirnik helikoptera, jeśli akurat odkurzałem. Lub jeśli sąsiad odkurzał. Lub jeśli odkurzał ktokolwiek w Łodzi. Ale w nocy, tak jak mówię – sam wodospad, bez helikoptera. A później na tej częstotliwości pojawiła się jakaś stacja radiowa, z czego byłem kontent, bo ileż można słuchać wodospadu? Jakbym chciał słuchać wodospadu to bym zamieszkał gdzieś koło wodospadu.

Tym razem radio działało.
– Ta manifestacja to sprzeciw. – powiedziało.
– Nie ścięło się – powiedziała Najmilsza.
– Co? –zapytałem.
– Około dwustu osób – powiedziało radio.
– Jest płynne – powiedziała Najmilsza.
– Co? – nadal nie wiedziałem, o czym mowa.
– Związki zawodowe.
– Jajko. Gotowało się za krótko. Możesz ściszyć muzykę?
– To nie muzyka. Zepsute jest, nie mogę.
– Uważamy, że to skandal – wtrąciło radio.
– To wyłącz całkiem.
– Później nie da się włączyć, posłuchajmy sobie.
– Jak najbardziej pokojowy charakter.
– To ścisz. – Najmilsza pokręciła pokrętłem, osiągając ten sam efekt co gdyby zaklaskała albo wysłała ku radiu strumień bardzo skoncentrowanych myśli. Czyli żaden, radio nie zareagowało. To znaczy nie zareagowało w oczekiwany przez Najmilszą sposób, bo powiedziało:
– Na takie działania zgody być nie może.

Po śniadaniu wyniknęła kwestia, kto ma pozmywać naczynia i dlaczego musi to zrobić osoba, która wyrzuciła Prodiż, który znienacka zaczął być wypowiadany wielką literą. Ponieważ Najmilsza sprytnie poruszyła smutny temat wielkiej, choć nie popartej badaniami, różnicy w odporności skóry kobiecej i męskiej na fatalne działanie detergentów, nie chcąc się kłócić pozmywałem a następnie usiadłem do komputera.

Udało mi się posiedzieć tyle, ile powinno się gotować jajko* gdy Najmilsza zaszła mnie z flanki i zagaiła:
– Upiekłabym ciasto, ale nie ma w czym.
– Spróbuj w piekarniku – nie chcąc tracić czasu na spory, odciągałem dyskusję od prodiża. Radio nic nie mówiło, podkładając do naszej rozmowy piosenkę Gunsów.
– W piekarniku nie wyjdzie – oznajmiła Najmilsza, a „Don’t you cryyyyyy!” z radia musiało ją bardzo rozzłościć, bo odwróciła się na pięcie i poszła.

Dzień nie szedł po mojej myśli, więc bez entuzjazmu pisałem list motywacyjny do Jakiejś Fabryki Ciuchów, „Uważam więc, że moje działania na stanowisku stróża wniosą wiele...” kiedy Najmilsza stanęła przede mną z pytaniem:
– Czy nie wyglądam grubo?
Może powinienem powiedzieć: "Kochanie, wcale nie wyglądasz grubo. Są dwie możliwości, pierwsza jest taka, że chcesz się pokłócić o ten durny prodiż co go wywaliłem, bo przeciekał i nie ma czegoś takiego jak zabytkowe prodiże elektryczne, to był rupieć, a druga jest taka, że jako osoba obdarzona dużą wyobraźnią, wyobrażasz sobie straszne scenariusze, w których niebawem trzeba Cię będzie toczyć. Oczywiście mogłabyś sobie wyobrazić optymistyczny, w którym dzięki temu nie będziesz musiała chodzić, jednak podświadomie dążąc do bezsensownej kłótni wybrałaś te złe. Twój rzekomy lęk nie ma uzasadnienia w rzeczywistości bo często ci powtarzam, że jesteś fajną dupą. Więc której możliwości bym nie wybrał to i tak będzie moja wina." Ale ciągle nie chciałem się kłócić, więc powiedziałem:
– Ślinię się na twój widok.
Na co Najmilsza powiedziała:
– Kłamiesz! – obraziła się i poszła.

Z psem spacerowałem dłużej niż zwykle, bo biegaliśmy za ptakami. Znaczy Zmora biegała za ptakami a ja biegałem za nią usiłując te ptaki ratować. Pod czujnym okiem właścicielki kurnika.
Muszę jej kupić taką obrożę na prąd, znaczy Zmorze, właścicielce nie muszę nic kupować, miła kobieta. Powiedziała, że ten kurczak i tak był jakiś słabowity i że jak jeszcze raz mój pies, jak się wabi? Zmora? no nie dziwi się, to jak jeszcze raz przejdzie na jej podwórko, to ona spuści swojego psa i jej pies mojego psa, naprawdę Zmora? zje.

Gdy wróciłem do domu, okazało się, że Najmilsza wezwała posiłki. Ale nie, że coś do żarcia, nie, nie. Rodzinę sobie wezwała w postaci Mamusi i Monisi. Siedziały jak te dwie sowy na fotelach i patrzyły z niezadowoleniem na radio. Sądząc po wyciągniętym z sieci kablu próbowały je wyłączyć. „Hehe, trzeba odkręcić śrubkę i wyjąć bateryjkę” – pomyślałem, ale nie powiedziałem.
– Sympatyczny elefancie, Najmilsza mówi, że... wyrzuciłeś – to słowo wypowiedziała z obrzydzeniem – PRODIŻ – a to z emfazą – który wam sprezentowałam?
– Poczekaj chwilę – Monisia rzuciła do słuchawki, wyraźnie zainteresowało ją, co odpowiem.
Obie spojrzały na mnie wzrokiem, który jasno dał mi do zrozumienia, że czego jak czego, ale wyrozumiałości dla osób, które wyrzucają dziurawe prodiże oczekiwać nie mogę.
– Wyrzuciłem, bo kopał prądem – ha, tu was mam, wy sowy. – Po prostu nie chciałem, żeby Najmilszej stała się krzywda.
– Biomet niekorzystny – powiedziało radio. Sam widzę, cicho!
– Uważałeś, że lepiej będzie go wyrzucić niż naprawić? Sympatyczny elefancie, nie dziwię się, że nie masz pracy jeśli tak niefrustrująco pozbywasz się wartościowych rzeczy.
Kobieto, ten prodiż był dziurawy! I co to znaczy niefrustrująco?
– Ma Mama Najmilszej rację. Ale sprawdziłem, ile kosztowałaby naprawa i była nieopłacalna – gówno prawda, wcale nie sprawdzałem. Ten prodiż był dziurawy.
– Czyli ile?
– A zapłaciłeś abonament? – zainteresowało się radio.
– Pięćset złotych.
– Za co?! – zapytała Monisia
– Za odbiornik radiowo telewizyjny – podpowiedziało radio dość sensownie więc pokiwałem głową.
– Renowacja antyków jest kosztowna – powiedziała Mama Najmilszej. – Co by to było, gdyby ktoś wyrzucił obraz Van Gogha – wyraźnie usłyszałem „h” w nazwisku, zabrzmiało to, jakby Mamie Najmilszej chodziło o jakiegoś Chińczyka – dlatego, że jest stary? Pomyślałeś o tym sympatyczny elefancie?
Nie pomyślałem. Jakoś nie przyszło mi do głowy porównanie dziurawej miski elektrycznej z dziełami „Lao WangogHa”.
Ale mając dosyć, przeprosiłem je na chwilę, poszedłem ze Zmorą za śmietnik, który jest koło sklepu, przeprosiłem pana Zdzisia za zbyt pochopnie podjętą decyzję o nieodpłatnym przekazaniu mu zepsutego sprzętu AGD i dałem mu pięć złotych, żeby jakoś zrekompensować uczucie zawodu malujące się na jego smutnej pełnej blizn, nieogolonej i bezzębnej buzi. Przyniosłem prodiż do domu, obmyłem, i położyłem na stole:
– Macie – powiedziałem. – Niestety nie możemy go trzymać w domu, bo nie mamy odpowiedniej instalacji alarmowej. Trzeba go będzie oddać do jakiegoś muzeum.
Obraziły się na mnie wszystkie trzy, a Zmora zdrajczyni wskoczyła Mamie Najmilszej na kolana i zaczęła ją lizać po twarzy.
– Mądry piesek, widzi jakie jesteśmy smutne.
Nie chciałem się kłócić, więc nie poinformowałem jej, że dziesięć minut temu za sklepowym śmietnikiem Zmora dokładnie w ten sam sposób zademonstrowała, że zauważyła smutek pana Zdzisia, naszego lokalnego kolekcjonera surowców wtórnych.

A wieczorem w łóżku Najmilsza powiedziała:
– Ty to się i10, lubisz kłócić.




*jak się naciśnie tę gwiazdkę to się pojawi przypis. I od tej pory tak będzie, dzięki czemu skończą się narzekania, „ale źle się czyta, ale trzeba przewijać, ale na telefonie to mnie palec boli, a na ekranie mi się wyżłobienie zrobiło”. Naciskamy gwiazdkę i już** :)


Copyright © By i10 · Powered By Blogger · Helpful Spirit RedFoX

XXXXX